polski Niemiec, żona służka, a książka na śmietniku.

IMG_9301

no dobrze. to nie jest zbyt sympatyczny tytuł. ale Aleksander Brückner był spolszczonym Niemcem i rzeczywiście pojął za żonę kobietę, która w zasadzie pełniła funkcje jego gosposi. trochę smutne. ale po kolei. Brückner urodził się w 1856 roku. studiował we Lwowie, w Lipsku i Berlinie. był wybitnym slawistą. od1881 r. w Berlinie pracował jako akademik, od 1924 r. żył jako emeryt i umarł tamże w roku 1939 szczęśliwie nie doczekawszy wojny. ożenił się koło czterdziestki no i podobno żony się wstydził. bo niewykształcona. mimo, że do końca życia mieszkał w Niemczech – czuł się Polakiem i unikał niemieckich profesorów, podczas gdy z polskimi wytrwale korespondował. do Polski nie wrócił, bo gdzie by się pokazywał z taką żoną?

skąd go znam? z polonistyki, wiadomo. Brücknera poznaje się tam ze względu na jego wkład w językoznawstwo.

ale ja nie o tym.

ktoś ostatnio chciał Brücknera sprzątnąć. bez ostrzeżenia. “Dzieje kultury polskiej” trafiły na makulaturę. a ja je wydobyłam z hałdy niechcianej literatury i okradłam makulaturodawców z kwoty oscylującej wokół dwóch złotych. nie żeby książka była nie wiadomo jak cenna. ale tu chodzi o pryncypia. o szacun ludzi ulicy. a PRZEDE WSZYSTKIM o kawał dobrej literatury. no sorry, moim zdanie ktoś tu walnął ciężkim grzechem.  i tylko żałuję, że nie poszedł po całości. bo albo nigdy nie miał, albo sobie zostawił, albo wcześniej wyrzucił pozostałe dwa tomy? w moje ręce trafił tylko tom drugi – “Polska u szczytu potęgi” czyli wiek XVI i XVII (rok wydania tomu – 1958). Brückner pisał o wszystkim. o życiu literackim, umysłowym, teologii, stanie skarbca, życiu rodzinnym, polityce, wychowaniu dzieci, małżeństwie. okraszał fragmenty poezją i fraszkami (nie swoimi, a wybitych twórców pokroju Jana z Czarnolasu). czyli boski splot historii, kultury i literatury.

filologiczne omówienia znajdziecie w bibliotekach, a tu macie smaczny fragment. stare książki są super. wierzcie mi. a fragment dedykuję Tacie oraz  Łukaszowi wpisofsernik. już oni wiedzą.

“Jeszcze słynęła Polska dobrymi piwami; wyliczał je Trembecki:

leszczyńskie;

Łagodne z gęstą pianą obaczysz brzezińskie,

Albo łowieckie, co więc chłopom gęby krzywi,

Albo wareckie, którym Warszawa się żywi.

Ujskie, i to przyjemne, gdy nie przepalone;

Wielickie nie mniej sławne. Nie gań żółkiewskiego;

We Lwowie będąc miej się do jezuickiego;

Zielone biłgorajskie jak lipiec się pije.

Na międzyrzeckie każdy podróżnik się kasze;

(Kolno też) o lepszą z swoim piwem z Prus idzie birami.

Wacław Potocki małogoskie wychwalał, ale drogim je mianował. Obok piwa miodu używano; u wielkich panów stały miody w fasach o żelaznych obręczach , a korzeniem zaszytym w workach podprawione. Z win obok zwycięskiego pochodu węgierskich utrzymywały się jeszcze: kandyjska małmazja i muszkatel, i wina hiszpańskie; francuskich reńskich rzadko używano. Gorzałka ros solis i inne gdańskie wyroby, rozlewała się coraz silniej, chociaż chłop i mieszczanin zalewali się jeszcze żyburą-piwskiem; zwali ją mądrochną, prostuszką, gochną, a wywoodzili od “gorzał Ka” (niby alchemik jakiś).”

Aleksander Brückner / Dzieje kultury polskiej / t.2 Polska u szczytu potęgi (wydanie trzecie) / Książka i wiedza / 1958

książkę można znaleźć na aukcjach internetowych. UPDATE: książka właśnie została wznowiona przez wydawnictwo Volumina.pl !

informacje biograficzne zaczerpnęłam ze strony UW

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s