upał, zatkana autostrada i… polskie winnice.

zatkana autostrada. a raczej kawał drogi przed wjazdem na A2. utknęliśmy gdzieś niedaleko Zielonej Góry. na mapie znaleźliśmy przeprawę promową przez Odrę. trzeba było tylko zawrócić, kawałek podjechać i skręcić w pod-zielonogórskie miasteczka. nawet niespecjalnie wiedzieliśmy, gdzie jesteśmy. upał taki, że opony się smażą, skoda dzielna, umęczona, jedzie. patrzę przed siebie i zastanawiam się czy informacja na ostatnim znaku przed przeprawą promową “nieczynne” to aby nie miraż. nie. fakt. stan Odry jest tak niski, że jednak musimy wbijać na autostradę. no to wracamy. wracamy, wracamy, a tu wzgórze piękne, winorośl pnie się w słońcu jak okiem sięgnąć. kurde. gdzie my jesteśmy?

na środku tego zjawiska drewniana chata. piękna kobieta, obsypana piegami, osłoneczniona przygotowuje właśnie ceremonię zaślubin. przyjeżdża para, chcą się pobrać w winnicy – opowiada Marta Pohrebny, uśmiechnięta właścicielka. a pan Krzysztof zabiera nas do piwniczki. Boże, jak cudownie, temperatura kilkanaście stopni niższa niż na zewnątrz, pachnie świeżo malowanymi ścianami, właśnie trwa mały remont. ale butelki się piętrzą. tuż obok sali do degustacji wejście do pomieszczenia, w którym właściciele tłoczą trunki. za kolejnym drzwiami, zerkam, a tam spiżarnia. taka wiecie, jak u Ani z Zielonego Wzgórza. jak u babć. pełna po brzegi zapraw no i wina też. dostajemy do spróbowania różowe “robiłem pod szampana”. a my pytamy – skąd to wszystko??? no i okazuje się. dwoje ignorantów z Poznania, dostaje do wglądu kronikę winiarstwa zielonogórskiego. nadal mało wiem, ale wiem, że wina (nie żadne winiacze) to już tam Niemcy produkowali. i pan Krzysztof Fedorowicz po prostu wskrzesza i podtrzymuje tradycję. nie tylko on. 30 hektarów winorośli dzierżawi tu trzynastu właścicieli. szkolą młodych adeptów enologii, proponują spacery edukacyjne między uprawami, sprzedają sadzonki, kochają swoją pracę, mimo, że grozi alkoholizmem – uśmiecha się pan Krzysztof i mruga znacząco. wygląda też nieziemsko – potargany, winny troll, gościnny gospodarz loszku.

uprawa jest całkowicie ekologiczna. z plagą mączniaka rzekomego radzą sobie sadząc zioła i rośliny, których sąsiedztwa mączniak nie lubi. do zwalczania choróbsk używają siarki. problem jest tylko jeden – na degustację trzeba przyjechać z kierowcą abstynentem. bo nie ma gdzie przenocować, gdzieś tam w okolicy jest podobno jakieś agro – ale trzeba do niego podjechać.

Winnica nazywa się “Miłosz”. wina przez nią produkowane można podobno spotkać w poznańskiej restauracji SPOT. / a tu znajdziecie stronę www “Miłosza”

my kupujemy dwie butelki i ruszamy do domu. korek omijamy – pan Krzysztof radzi odbić za Cigacicami na Wolsztyn. poza tym mówi, żebyśmy jechali do Łagowa, “Poznań? nieee, jedźcie do Łagowa, jedźcie do Łagowa…”. pojedziemy, jeszcze tej jesieni. bo tam jest przepiękne, czyste jezioro…

aha, ta winna miejscowość nazywa się Łaz, gmina Zabór. a prom pewnie już pływa.

 

IMG_8910

 

 

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s