Bacie i Dziadkowie, czyli nic o nas bez nich.

po obu dziadkach odziedziczyliśmy odstające uszy i szczupłość. brat wdał się w dziadka Antka i urósł całkiem całkiem. po babci Jasi mam Mamę. Mamo, jesteś do babci coraz bardziej podobna ❤ Babci od strony Taty nie pamiętam – patrzy na nas ze zdjęć i obrazu w rodzinnym domu. dziadek Sylwester był obecny najdłużej, choć nie mieliśmy najlepszego kontaktu. jakoś trudno mówić o nich wszystkich, żeby nie ciągnąć rozgałęziających się wątków rodzinnych. a to dziadek Antek pilnujący córek Piłsudskiego, a to dziadek Sylwek (elektryk i zawzięty wędkarz) spadający na zakręcie z motoru. anegdota za anegdotą, historie się splatają, żeby dziś spotkać się w moim rodzinnym domu, u moich rodziców za piecem, wśród zdjęć i pewnego nagrania z imienin, z którego słychać widmowe głosy, znajome i nieznajome, bliskich, których już nie ma. jest jeszcze ktoś. ktoś ogromnie ważny – pojawiła się w domu naprzeciwko z amerykańską emeryturą i szczęką przetrąconą przez Gestapo – wojnę spędziła we francuskim ruchu oporu (tak, oglądała “Allo Allo”, tylko trochę inaczej niż my). potem mieszkała z mężem w Stanach. na koniec zjechała do Polski i zaprzyjaźniła się z moją mamą. uczyła nas angielskiego i piekła babkę z prodiża – rany, ten smak, do dzisiaj za mną chodzi. zawsze elegancka, z szydełkowaną chustą i broszką. pięknie się uśmiechała z przedwojennych zdjęć. pamiętam zapach jej domu, linoleum w kuchni, lampę z abażurem, stołki z poduszkami w kratkę, tykający zegar, i stosy czasopism z panem Filutkiem w środku, nawet tembr głosu Babci pamiętam, a bałam się, że takie rzeczy łatwo się zapomina.

spotykam ich co roku w listopadzie. odwiedzam i pytam, co słychać, a oni chyba się uśmiechają. bardziej martwią się o nas, co tu się wyprawia. ale mają babkę z prodiża więc nie bardzo mają czas się martwić.

no, dziś spełnimy kieliszeczek benedyktynki z myślą o nich. bo gdyby nie oni, gdzie bym dzisiaj była? i czy w ogóle bym była?

 

kurka, nawet nie wiem, co czytali! ale ile razy zaczynam o nich opowiadać – opowieść zamienia się w wielowątkową powieść, zaczepia o sąsiadów, dzieje miasteczek, ulic, zapędza się do Francji, Kalifornii, warsztatu pana Józka, zagląda do słoika z nadgryzionym ogórkiem, podtruwa psa, mija się z Niemką z poddasza, biegnie na południe i nie chce się skończyć. fascynujące.

WIEM. godzinę po wpisie sms od Mamy: “A babcia Jasia czytała Orzeszkową, Prusa, Dostojewskiego, Byrona, Sienkiewicza, Kraszewskiego. Cały kanon lektur, zwłaszcza powieści! Bajki wszelkiej maści i Zwierciadło! Lubiła też podręczniki do przyrody, biologii i różne takie głosy przyrody. Dziadek wolał Tygodnik Powszechny, Politykę i Wolną Europę ;)” NO! MAMA – INSTYTUCJA PAMIĘCI.

album_album (4)
Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s