Pocztówka z Puszczy.

Pewnego lutowego poranka wrzuciliśmy do bagażnika termosy z kawą i herbatą, kalosze, treki, termogacie i pojechaliśmy. Pojechaliśmy sprawdzić o co chodzi. Pojechałam, bo to głupie – skończyć trzydzieści lat, a nigdy nie widzieć Puszczy, o którą bije się pół Polski. No i lubimy lasy.  Szukamy w nich hałaśliwej ciszy z tym całym szumem koron drzew, z dudnieniem dzięciołów, wrzaskiem sójek. Krótko i żołniersko – bo nas cholera jasna bierze – nie można wszystkiego spieniężać. Nie od tego jest Puszcza, o nie. Nie znamy się na ekonomii i przemyśle, nie jesteśmy leśnikami, ale nie dociera i nie dotrze do mnie żaden argument, że tam się drewno marnuje, że kornik więc trzeba ciąć. No nie.

No to pojechaliśmy. Zamieszkaliśmy na tydzień w lesie. Odwiedziliśmy żubry w zagrodzie, zajrzeliśmy do Dębów Królewskich i na teren Orlika krzykliwego (a tam wycinka…). Wszystko to bardzo fajne. Ale najlepszy jest po prostu las. Otaczający nas zewsząd. Po zmroku ciemno, choć oko wykol. Księżyc. Cicho. Zaszeleścił w trawie przymrozek.

Umówiliśmy się jeszcze z Poznania na spotkanie z Tomkiem Samojlikiem (historykiem przyrody, autorem książek dla dzieci i komiksów o historii Puszczy) – dzwonię – cześć, to my, jutro jesteśmy. I tak pojechaliśmy do Instytutu Biologii Ssaków w Białowieży. Tomek przeziębiony, ale cierpliwy. Opowiedział nam o swojej pracy no i o korniku. Tak, jest, ale to naturalna kolej rzeczy – wody gruntowe wysychają, świerki słabną, pojawia się kornik, powala świerki, a powalone drzewa gniją i tworzą nowe ekosystemy. Ot, naturalne koleje przyrody. A polityczni przedsiębiorcy chcą porządki robić i wycinać, wycinać, wycinać. Nie martwcie się, mówi Tomek, Puszcza się obroni. Nie pierwszy i nie ostatni to atak na nią. Wyjdzie z tego obronną ręką, czy raczej konarem.

IMG_0756A co to? A to dowód na czyste powietrze. Widzieliśmy też białe plamy na drzewach. Przerażeni pytamy Tomka Samojlika – czy te drzewa są chore? Nie no, to są porosty. Czyste powietrze – uśmiechnął się Tomek. Co za głąby z nas… Nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałam “brodate drzewa” w okolicach Poznania. A tam, pod wschodnią granicą – jak starcy czekający na przyjście wiosny, jakby swetry islandzkie założyli i siedzą. A ja stoję i się gapię, i oddycham, i słucham. Bo dopiero tam, wśród tych mądrych drzew, poza miejskim zgiełkiem, człowiek znowu słyszy siebie.

Ryszard Kapuściński, a za nim Adam Wajrak powiedział, że stary las wytniecie, nasadzicie nowe drzewa, ale po tej wycince lasu już nie odzyskacie. Bo prawdziwych lasów już prawie nie ma. Z całym misternym ekosystemem budującym się nie przez dziesiątki, ale setki lat.

 

IMG_0795

A tu wiekopomne dzieło człowieka. Cmentarzysko świerka. W zasadzie nawet nie cmentarzysko tylko jakiś wielki fakap. I kolejne drzewa wyznaczone do wycinki. Aha, proszę mnie sprostować, ale to zdaje się teren Natura 2000. Właśnie idziemy szlakiem  “Ochrony orlika krzykliwego”. Zakaz schodzenia ze ścieżki. Tylko, że ścieżka poprzecinana “szlakami” wywózki drewna. Pewnie do sezonu turystycznego “posprzątają”. Albo jestem upierdliwym turystą, albo czegoś nie rozumiem…

Spotkaliśmy też “potwora” (podobno powoli z braku świerka przestawia się na polityków) o duszy artysty. Kornik drukarz dobiera się do drzew w wyjątkowo fantazyjny sposób. Sami zobaczcie:

IMG_0797

CZŁOWIEK LASOM NIE JEST POTRZEBNY. ALE CZY CZŁOWIEKOWI BEZ LASU BĘDZIE DOBRZE? Strasznie się rozpanoszyliśmy – my, ludzie. Wydaje nam się, że wszystko nam podlega, wszystko kontrolujemy, że przyroda służy do ozdoby, jest jakimś dodatkiem, żeby nam się milej żyło. Zapominamy, że jesteśmy jej fragmentem i jak się potężnie wk*rwi to może się zdarzyć kolejny meteoryt, radykalne zmiany klimatu, coś niemiłego, co zmiecie nas z powierzchni planety. I nikt nie będzie po nas płakał. Po naszych dieslach, lodówkach i lokówkach. Po Detroit i autostradach stupasmowych. Dlaczego tak łatwo o tym zapominamy? Dlaczego nie próbujemy żyć w równowadze i zgodzie ze światem?  Przykra prawda jest taka, że sami siebie niszczymy. To my powodujemy zmiany klimatyczne, za którymi idzie choroba świerków. To wszystko jest przecież łańcuchem przyczynowo-skutkowym.

Nie jesteśmy specjalistami, nie jesteśmy biologami, jesteśmy księgarzami, ale staramy się dostrzegać, że nie bytujemy na planecie sami i że po nas jeszcze ktoś będzie tu żył i fajnie, żeby miał do życia dobre warunki. Spędzamy na ziemi kilkadziesiąt lat, niektóre drzewa w naturalnym biegu rzeczy, spędzają ich tu kilkaset – gdyby mówiły, pewnie sporo moglibyśmy się od nich nauczyć…

Spod zagrody pokazowej żubrów zabraliśmy panią Eugenię, którą podrzuciliśmy do Hajnówki. Pani Eugenia ma pasiekę gdzieś tam pod Puszczą. Zabraliśmy kilka słoiczków do Poznania. Miód już scukrzony, ze zbiorów zeszłorocznych. Pani Eugenia ma drobne, spracowane ręce i śpiewny akcent. A z Hajnówki do Białowieży jechał chłopak z Warszawy. Będą z ekipą monitorować wycinkę drzew i czekać na rozwój sytuacji politycznej.

Temat Puszczy Białowieskiej i zakusów na nią jest tym, co potrafi mną wstrząsnąć. Politycy zapewniają mi tych wstrząsów za dużo. W kwietniu znów jedziemy do Puszczy. Napatrzeć się i wzywać Entów na pomoc.  Bo dla mnie osobiście sprawa Puszczy kumuluje w sobie całe zło, które ostatnio się wydarza. Potwornie mnie smuci. Bo uderzenie w Puszczę jest uderzeniem w serce. W miejsce, które jest samą czystością – której zniszczenie uznam za ostateczny upadek. I jeśli do tego dojdzie – spadam. I już wszystko będę miała gdzieś. Spiszę ludzkość na straty i odwiedzę Cormaca McCarthy’ego i powiem mu: demyt, miał pan rację, człowiek to straszny dupek – najpierw zniszczy Puszczę, za chwilę zje sąsiada.

I jeszcze ważna uwaga – foty pochodzą z obszaru Puszczy, który jest ogólnodostępny. Do rezerwatu, który wygląda trochę inaczej, wchodzi się z przewodnikiem i wędruje po wyznaczonych trasach. Tam spotyka się las, który ma ogromną pamięć. Sosnę masztową i dąb bartny (barć to taki ul dla dzikich pszczół – dziś już barci i bartników nie ma, ale w drzewach pozostały wspomnienia w postaci charakterystycznych otworów). Struktura lasu jest niesłychanie ciekawa, a przewodnicy dokładnie objaśniają jej charakter – pokażą Wam, gdzie żerował “trójpalczak” czyli słynny już dzięcioł trójpalczasty, a gdzie dzięcioły czarny czy zielony (te mają mocne łby i kują wgłąb, mniejsze gatunki lecą raczej po wierzchu tworząc charakterystyczne wzory na drzewach). Zobaczycie że las to nie tylko sosny, ale lipy, świerki czy ogromne dęby. Zresztą, o tym, czym jest prawdziwy las najlepiej opowiada specjalista –> Adam Wajrak. Serce Puszczy jest jeszcze cały czas chronione restrykcyjnie. Oby jak najdłużej.

A gdybyście chcieli dowiedzieć się czegoś o historii Puszczy Białowieskiej, to tu garść tytułów:

Bartnik Ignat i skarb puszczy / wyd. Centrala / Tomasz Samojlik

Ostatni żubr / wyd. Kultura Gniewu / Tomasz Samojlik

Puszcza Białowieska w pracach przyrodników i podróżników 1831-1863 / wyd. Semper / Piotr Daszkiewicz, Tomasz Samojlik, Bogumiła Jędrzejewska

Wycieczka do Puszczy / wyd. PZWS / Jan Jerzy Karpiński

W prastarej puszczy / wyd. Nasza Księgarnia / Jan Jerzy Karpiński

no i Adam Wajrak, wiadomo. od Kuny za kaloryferem po ostatnią książkę – Wilki.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s