Alfred Hitchcock, James Bond i ornitologia.

Nie jeździłam nad Biebrzę ani na Hel.
Przez pół życia nie miałam pojęcia, co to Akcja Bałtycka.
Nie odróżniam sępa od sokoła, mylę wróbla z mazurkiem.
Ale.
Wychowałam się na jednotomowym atlasie Sokołowskiego (o którym napiszę kiedyś doktorat na moim prywatnym uniwersytecie) i gapiąc się w wielki karmnik za kuchennym oknem. Nigdy nie sądziłam, że to może być coś wyjątkowego. Fajne było, ale w moim mniemaniu sikorę bogatkę od czubatki to chyba każdy odróżni, co nie? …Nie? A potem zaczęłam liceum w mieście i tam mało kto wiedział, co lata za oknem. Ale nadal nie uważałam, że to coś niezwykłego, że ojej drozdy na Teatralce… W zasadzie nadal nie uważam się za zajebiaszczą, bo widzę ptaki. Uważam po prostu, że mam fart. Że łaziliśmy po tym naszym lesie i podglądaliśmy i podsłuchiwaliśmy. Bez lornetki, bez kaloszy. Ptasiarze prymitywiści.

Książka Stanisława Łubieńskiego jest dla wszystkich tych, którym ptasie podglądactwo nie jest obce. Dla których dostrzeganie przemykających za oknem jerzyków jest naturalne. Dla tych, którym jazda autostradą i wymijanie tira nie kłóci się z okrzykiem – “rany, patrz żurawie!”, ale i dla tych, którzy wiedzą mało, nic, ale oglądali w multipleksie Jamesa Bonda. James Bond, proszę Państwa, był ornitologiem. Dlaczego? Nie zdradzę, bo to straszny spoiler by był, powiem tylko, że można zrobić sobie powtórkę z filmu “Śmierć nadejdzie jutro” 🙂

Łubieński nie jest ornitologiem a kulturoznawcą i ukrainistą (kojarzycie jego “Pirata stepowego”?) no i “ptasiarzem”. Może dlatego jego książka jest piękną opowieścią zarówno o obrączkowaniu ptaków dla Akcji Bałtyckiej, jak i o Jonathanie Franzenie, który cierpi na Birding Compulsive Disorder. I jeszcze o Chełmońskim i jego “ptasim malarstwie”. Oraz o Brytyjczykach, skłonnych pobić osobnika, który spłoszy rzadkiego, właśnie obserwowanego ptaka; trochę o życiu polskiej wsi. Trochę o tym, że rozpieprzamy ekosystem. Sporo o kształcie dzisiejszych miast. Ale przede wszystkim o czułej pasji śledzenia skrzydlatych mieszkańców pól, lasów, łąk, mokradeł, metropolii!

Birdwatcherów jest więcej niż mi się wydawało. Dzisiaj spotkanie zimorodka czy dzięcioła zielonego to okazja do emocjonujących rozmów. Fajnie 🙂

Stanisław Łubieński / Dwanaście srok za ogon / Wydawnictwo Czarne

A Staszek Łubieński odwiedzi Bookowskiego  w kwietniu tego roku. Zaglądajcie na facebooka, niebawem szczegóły.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s