Opowiem Wam o tym, jak kupowałam rower…

Pamiętacie to uczucie – pierwsza komunia i dla wielu z nas pierwszy rower. Z przerzutkami, nowiutki, lśniący, taki jaki mają koledzy/koleżanki. No więc ja nie pamiętam. Bo pierwszy nowy, nieśmigany rower kupiłam w wieku 30 lat. A dokładniej – kupiliśmy go na moją trzydziestkę. Tomasz i ja.

Pierwsze dwa kółka to była żółta kolażówka, brat miał pelikana z pancernymi błotnikami. Drugi mój rower to bmx odkupiony po sąsiedzku za pięć dyszek. Wreszcie jakieś cztery lata temu – Sabrina – niemiecki rower wiekiem, być może, równolatka moich rodziców. Wszystkie części miała oryginalne, na starych oponach jeździłam rok. Sabrina – typowa mieszczanka, ale z przytupem. Przerzutka na ramie i ogień w pedałach. Kosztowała 120 złotych i znalazłyśmy się (bo ukochane przedmioty znajdują swoich ludzi i czekają na nich) na zapyziałym podwórku w Środzie Wielkopolskiej. Przejechałyśmy razem kilka setek kilometrów – szosą, lasem, piachem, wertepami. Nie do złamania byłyśmy obie. Nigdy nie złapałam gumy, chociaż nie oszczędzałam opon. Pewnego pięknego dnia, jadąc przez Poznań gwałtownie zahamowałam przed przejściem dla pieszych przepuszczając panią z siatami. Strzelił mi hamulec. Przedni. Na tyle widowiskowo, że zaskoczona pani niemal odskoczyła przed fruwającymi resztkami obudowy linki hamulcowej. I wtedy z Sabriną ustaliłyśmy – pora na nowy rower. Taki zupełnie serio. Trek.

UNIBIKE – powiedzieli znajomi. Przejechali na nim bezawaryjnie setki kilometrów. Zanim uwierzyłam, przymierzyłam się do kilku innych. A potem znalazłam model UNIBIKE Voyager i okazało się, że to z miejsca płomienny romans. Mimo, że w sklepie negocjowałam przejażdżkę próbną, dokręcenie pedałów, to na końcu tych negocjacji czekała satysfakcja. Znalazłam swój rower. Było jedno ALE. Po dwóch rajdach okazało się, że rama powinna być ciut niższa: nie dziewiętnaście cali a siedemnaście. Klops.

I tak trafiliśmy do Bydgoszczy. Bo warto napomknąć, że UNIBIKE to polska firma właśnie z Bydgoszczy (tak jak legendarny Romet). Jeden rozpaczliwy mail z opisem sytuacji i pan Marcin zaprosił nas do siedziby firmy – rama do wymiany. Da się? Da! Jesteśmy bardzo ciekawscy, pojechaliśmy w pierwszą wolną sobotę. O dziewiątej rano stawiliśmy się w przyfabrycznym serwisie. Rower poszedł na warsztat, a my zerknęliśmy w kamery – w fabryce cisza i spokój. W UNIBIKE’u pracuje około dwudziestu osób, firma działa od 1990 roku. Stawia na krótkie serie, sprzedaje rowery głównie w Polsce, ale czasem też jadą na Litwę czy do Niemiec. Zresztą Niemcy bardzo docenili firmę za solidność i wygodę rowerów i do tego stopnia darzą ją zaufaniem, że jeżdżą też na najmłodszym dziecku firmy – singlu – póki co, niedostępnym na polskim rynku.

DSC_0393

Dobra, to jeszcze się wytłumaczę, skąd ten rowerowy wpis na naszym z gruntu księgarskim poletku. Rowerami jeździmy dużo, coraz więcej. Wozimy nimi często książki, jeździmy z sakwami do Makro, przywozimy warzywa od rodziców, czasem marzymy o szlaku im. Andrzeja Bobkowskiego. Słowem – jeździmy rekreacyjnie i służbowo. Voyagera z wymienioną ramą wzięliśmy na testy na Mierzeję Wiślaną. Rama dała radę, my wymiękliśmy wobec ścieżki rowerowej, która wywiodła nas w trzcinowiska. Ale do rzeczy – odkąd mamy księgarnię i spotykamy się w niej z Wami – coraz bardziej uczycie nas doceniać biznesowo-emocjonalny kontakt z człowiekiem. Boimy się zaniku handlu opartego na emocjach i przywiązaniu do konkretnych ludzi. Sprawia nam prawdziwą przyjemność kupowanie w miejscach, w których możemy zamienić trzy słowa ze sprzedawcą no i zostawić pieniądze konkretnej osobie. Pewnie, na Tajwanie, w Holandii, w Chinach też pracują ludzie i składają rowery. Ale w Bydgoszczy robią to nie gorzej, na pewno dobrze, rowery są ładne, dobrze zaprojektowane, a ekipa sprzedająca – po prostu fajna i budząca zaufanie. Jeżeli kładę na ladę tysiąc, dwa tysiące, a może tylko dwa złote – chcę, żeby te pieniądze trafiły do ludzi, których cenię, którzy wpływają na świat wokół mnie. Może to mrzonka, ale lubię się jej trzymać.

Druga sprawa, to kwestia z pogranicza taniej psychologii. Jeśli jesteś lekko nieogarnięty/ta, a chwilowo nie ma obok Ciebie człowieka, który powie – “daj spokój, ta rama jest za wysoka, musisz mieć niższą!” – don’t worry. Robisz jogę, idziesz się przebiec, zamykasz okno i trochę wrzeszczysz, dotleniasz mózg i potem możesz już wszystko. Na przykład napisać maila do producenta, którego wybrałaś jednak nieprzypadkowo, jednak z wiarą, że to ktoś więcej niż zwykły sprzedawca. Introwertykom trudniej. Ale im też czasem się udaje – wiem z doświadczenia.

DSC_0440

Każdy rowerzysta na swój rower musi trafić. Chciałam jeździć na polskim rowerze i udało się. Nie chodzi o jakiś ortodoksyjny patriotyzm, ale o to, że przy okazji spotkaliśmy ludzi, którzy ten rower wymyślili, złożyli i wiedzą o nim wszystko. Strasznie fajnie spotkać twórców, którzy w dodatku są skłonni pomóc i nawet się przy tym uśmiechnąć. Drogi UNIBIKE’u – DZIĘKI! Widzimy się na przeglądzie 😉

DSC_0394

To nie jest post sponsorowany. Rowery UNIBIKE i ich profesjonalną specyfikację znajdziecie TU. Pamiętajcie – każdy człowiek ma swój rower, każdy rower ma swojego człowieka. Ważna jest konstrukcja, ważny osprzęt, ale najważniejsze czy czujesz bezpieczeństwo, pewność i to “coś”, gdy ruszasz wybranym rowerem w świat 🙂

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s