Monthly Archives: December 2016

Serce pasowało

Gdzie konstruowano po nocach pierwsze polskie płucoserce przejmujące pracę tych organów w trakcie poważnych operacji? Moi drodzy – W CEGIELSZCZOKU. Tak właśnie. Kardiochirurdzy żyją obok nas i mają niezłą ambę. Co ich pcha, żeby łapać Boga za nogi? Czy pamiętacie, że parędziesiąt lat temu wierzono, że serca nie da się zoperować, bo tam wszak mieszka dusza, emocje i całe “ja” człowieka? Kim są ludzie, którzy zszywają dziś rany na sercach ludzkich i przeszczepiają nerki? Jak bardzo polscy transplantolodzy musieli gonić swoich kolegów zza oceanu, gdy wreszcie komunizm upadł i do naszego kraju zaczęła swobodnie napływać wiedza medyczna, o której wcześniej nikomu się tu nie śniło? W tej książce poleją się hektolitry kawy, będzie w niej mało snu i dużo odwagi, i potężne mózgi lekarzy, którym się chciało.

Anna Mateja / Serce pasowało. Opowieść o polskiej transplantologii / Wydawnictwo Czarne

Advertisements

Czy ewolucja jest dla dziewcząt?

Rok 1899, Teksas. Calpurnia Virginia Tate ma jedenaście lat, sześciu braci i jest jedyną nadzieją matki na przeżycie raz jeszcze etapu dorastania, debiutowania w towarzystwie i powielenia po raz enty schematu życia dziewcząt tej epoki – dobre małżeństwo, dom, dzieci, szczęście. A tu psikus. Calpurnia ma dwie lewe ręce do robótek ręcznych, ugotować umie jajko na twardo i najchętniej czas spędza na polach i łąkach ogromnej posiadłości Tate’ów (żyjących dostatnio dzięki uprawie bawełny). Co tam robi? Zbiera okazy, notuje spostrzeżenia, notuje pytania dotyczące otaczającej jej przyrody. Wszystko przez dziadka. Dziadek – twórca rodzinnego majątku na stare lata wreszcie zajmuje się swoją pasją – botaniką i destylacją alkoholu z orzechów pekana (love  ). I to on daje wnuczce książkę swojego kolegi – pana Darwina – “O pochodzeniu gatunków”, to on zaprasza ją do wspólnych obserwacji roślin i wędrówek po łąkach, preparowania motyli, hodowania poczwarek, otwarcia oczy na świat. Co na to matka Calpurnii? Czy dziewczynka pójdzie na uniwersytet? I czy odkryta przez nią i przez dziadka roślina okaże się nowym gatunkiem?


Ma coś ta książka z “Ani z Zielonego Wzgórza”, coś dziewczęcego i chłopakowatego jednocześnie. Duży skrzypiący dom, szkolne i miłosne perypetie Calpurnii i jej braci, wartka akcja podpieczona słońcem Teksasu i jednym niespodziewanym opadem śniegu. Zachęcam, a co. 

Jacqueline Kelly / Ewolucja według Calpurnii Tate / tłumaczenie: Katarzyna Rosłan / Wydawnictwo Dwie Siostry

PS. Przy okazji poczytajcie w guglach o Marii Sibylii Merian – pierwszej kobiecie entomolożce, żyjącej w siedemnastym i na początku osiemnastego wieku kobiecie, żonie, matce, graficzce i naukowczyni. To ona podważyła opinię Arystotelesa o tym, że motyle rodzą się ze zgniłej materii i opisała cykl rozwojowy tych owadów. Prowadziła badania również na Surinamie dokąd pojechała z córką (tak właśnie). Czytając o Calpurnii nieustannie miałam ją w pamięci. Jej grafiki wydaje w albumach Taschen. A ja czekam na porządną książkę o niej. Taką na miarę “Chrapiącego ptaka”.

Agneta Pleijel nad brzegiem dzieciństwa

“Wróżba” bardzo mi przypomina komiksy Alison Bechdel, która rysuje i pisze, żeby dotrzeć do sedna swoich relacji z rodzicami. Nie wiem, jak Wam to opowiedzieć, bo fabuła w zasadzie zostaje jakoś tak poza świadomością? Czytamy o licznych przeprowadzkach rodziny Nety (utrudniających zakorzenienie się), o perypetiach rodzinnych, ale to wszystko spowite jest Freudem, kąpielą w rozhulanym oceanie, krzykiem na brzegu morza, poszukiwaną kobiecością. Scenariusz życia bohaterki jest jakiś taki chwiejny. Neta próbuje się dowiedzieć, kim jest ona, kim dla siebie są jej rodzice, niezbyt przyjaźni dziadkowie, tajemnicza, piękna i niezależna Ricky, której “odrębne” życie toczy się według tytułowej wróżby. Neta chce sobie wytłumaczyć dramat zdrady i rozpadu związku rodziców. Pływa w tym wszystkim, unosi się, podejmuje pierwsze własne, choć ciągle naznaczone stemplem rodziców, decyzje. Do tego narracja. Zdania też pływają – w dwóch narracjach – Nety, wczesnej nastolatki i dorosłej Agnety. Obie potrafią spleść się w jednym zdaniu jakby dziewczynka cały czas żyła i boksowała się ze sobą w głowie dorosłej kobiety-pisarki. Jakby obie próbowały sobie tę narrację uporządkować odnajdując w kolejnych zdarzeniach i “wróżbach” potwierdzenie swoich wyborów czy podejrzeń, poszukać znaków w przeszłości, które zostały zlekceważone albo odczytane, ale z lękiem wyparte. “Wtedy” w perspektywie “dziś” i “dziś” w świetle “wtedy”?


Książka na dwa wieczory. Mimo, że dramatyczna, to jednak tchnąca skandynawskim chłodem i spokojem zmrożonego jeziora. Po tym wszystkim, co ostatnio czytałam, to jest bardzo delikatna rzecz, pajęczyna emocji. Taka dobrze opowiedziana podróż w dzieciństwo, w którym czasem jesteśmy trochę osamotnieni, a dorośli wydają się mniej sensowni niż powinni być – osaczają, nieświadomie (albo chorobliwie) krzywdzą, są nieobecni, trochę zimni, ale przecież wiemy, że szukają swojego własnego szczęścia. Jak my wszyscy, prawda?

Agneta Pleijel / Wróżba / Wydawnictwo Karakter / tłum. Justyna Czechowska / książka jest bardzo pięknie wydana.