Długa historia siedmiu zabójstw

Cała ta historia to jakieś szaleństwo. Wielu bohaterów-narratorów, połowa z nich mówi slangiem z jamajskiego “dałtaunu”. Są tu donowie Kingston, jest dziewczyna, która była kochanką Marleya, później świadkiem zamachu na Śpiewaka i ucieka przed demonami do USA. Jest pewien dziennikarz, do tego agenci CIA oraz pomniejsi gangsterzy czy dealerzy narkotyków. Dopiero gdy poskładamy wszystkie rozdziały i dotrzemy do końca książki – zobaczymy historię w całości. Tłumacz (Robert Sudół) wykonał heroiczną pracę, którą weryfikować by trzeba z oryginałem. A to trochę przerażająca wizja… Więc ufamy tłumaczowi i śledzimy, jak radził sobie z przekładaniem tekstu, w którym spotykały się slang, języki angielski, hiszpański, huragan przekleństw i charakterystycznego słownictwa konkretnych bohaterów. Uf.

Czytasz “Krótką historię siedmiu zabójstw”, liczysz te zabójstwa (a trup ściele się gęsto i często jest nieletni), postępują u ciebie zmiany w mózgu. Do partnera życiowego zaczynasz mówić “jo, ma brada, zaparz herbatę”. Robi ci się na chacie “geto” – Osiem Ulic, Kopenhaga czy jeszcze inna, równie egzotycznie nazwana, część stolicy Jamajki, Kingston (“Kingsta”). W naszym wykonaniu to była lektura zupełnie poważna. Tomasz czytając miał pod ręką mapę miasta, artykuł o zamachu na Boba Marleya, tekst o zastrzeleniu jednego z “getowych” bonzów – w powieści noszącego ksywę Papa Lo. Tomasz słuchał “Koncertu dla pokoju”, przemówienia Boba, odświeżał sobie teksty piosenek, które płynnie wszczepione są w transowe, kokainowe monologi bohaterów.

Marlon James dostał za tę książkę Bookera. Pierwszym, zupełnie złośliwym podejrzeniem z mojej strony było, że dostał ją za umoczenie amerykańskich służb wywiadowczych. James pisze o mackach CIA sięgających na Jamajkę, na Kubę, do Konga; ustawiających wybory, strzelaniny, wojny gangów i kierunki rozprzestrzeniania się narkotyków. Druga myśl była taka, że Booker po prostu po raz pierwszy poleciał na Jamajkę – a ilu znacie jamajskich pisarzy, hm? Mam wrażenie, że oba powody są jednak trochę prawdziwe, a ostatni powód jest pierwszym – Marlon James napisał monumentalną opowieść złożoną z wielu głosów – kobiet, mężczyzn, gangsterów, dziennikarzy – opowiadającą brutalny wyrywek historii Jamajki, Kingston, a przede wszystkim gangstersko-politycznych układów i potyczek o władzę na różnych poziomach. W środku (dosłownie) jest rzeczywiście zamach na Śpiewaka czyli Boba Marleya. Próba zastrzelenia Marleya była elementem rozgrywek politycznych. Było to 3 grudnia 1976 roku, tuż przed koncertem Smile Jamaica i przede wszystkim tuż przed wyborami, a trakcie ostrej walki politycznej. Sam muzyk pozostaje w powieści postacią ukrytą, nie odzywa się praktycznie przez całą książkę. Tę historię opowiadają ludzie, którzy żyli w jego orbicie. Oczywiście to powieść, nie reportaż, ale Marlonowi Jamesowi raczej nie chodziło o budowanie totalnej fikcji. Zbyt wiele jest do opowiedzenia o Jamajce, a tropienie faktów było dla nas jednym z ciekawszych zajęć w trakcie lektury. Według relacji Tomasza – niemal wszystkie zdarzenia mają odbicie w rzeczywistości.

Gwoli ścisłości – to jest tak, że my z Bobem mamy bardzo po drodze. Słuchamy jego płyt w długich trasach samochodowych, jadąc pociągiem, mamy winyle i krążki CD. Ja w studenckiej młodości nosiłam cztery dredy i jeździłam tu i tam podsłuchać reggae (nawet nie wiedziałam, kto to LeeScratchPerry, a okazało się, że byłam na jego koncercie…). Tomasz zaraził się Marleyem po obejrzeniu filmu o życiu Śpiewaka. Mówi się i pisze, że facet zrobił sporo dla pokoju na Jamajce. Wygląda na to, że Marlon James nie wyprowadza nas z tego mniemania. Ustawia Marleya na piedestale, jak guru, trochę go dehumanizując i nadając jego postaci niepokojący rys niejednoznaczności – nie wiem, moralnej? Na pewno “Krótka historia siedmiu zabójstw” utwierdza w myśleniu, że Marley hipnotyzował i złych i dobrych, rozmawiał z donami, przekonywał do zawarcia rozejmu w czasie wojen gangów, dwa razy ryzykował życie wchodząc na scenę, potrafił uruchomić poczucie ogromnej wspólnoty i zmusić polityków do podania sobie rąk – na ile szczerze i trwale – no cóż…

Książka nie jest bujającym hymnem na cześć reggae. To historia brudna i pełna przemocy. Nie wiem, czy to jest genialna powieść? Raczej nie. Jest ciekawym zjawiskiem, z którym warto się zmierzyć, jeśli macie czas i trochę zapału, i choćby lekką wkrętę marleyową. A może po prostu warto ją przeczytać, bo co my, “białki” z Europy, wiemy o Jamajce?

Jest jeszcze jedna sprawa, która mnie ciekawi. “Krótka historia…” to oczywiście opowieść o kulcie macho, o mieście, w którym po zmroku możliwość gwałtu staje się pewnością, w której policja raczej spuści ci łomot niż pomoże, o dzielnicach kontrolowanych przez gangi. “Krótka historia…” bywa opowieścią o miłości – również męsko – męskiej. Moje ogólne wrażenie post-lekturowe (a czytałam “Krótką historię…” w listopadzie zeszłego roku) jest cały czas takie, że w tej dziwnej powieści jest sporo miłości. Takiej pod ostrzałem, takiej, którą pielęgnują ludzie śpiący z “klamką” pod poduszką, gangsta gotowi zabić za zniewagę. Jeśli któryś z bohaterów został ze mną bardziej, to są to Beksa, Papa Lo no i Nina Burgess – chyba właśnie przez tę miłość, która się w nich tli.

No dobra. Zostawiam Was z Joseyem Walesem, Shotta Sherrifem, Papą Lo, nieuchwytnym (do czasu) Tonym Pavarottim, uciekającą Niną Burgess, dziennikarzem Alexem Piercem, Barrym Diflorio i duchem sir Arthura George’a Jenningsa ukazującym się tym, co niebawem zakończą żywot. “Krotka historia siedmiu zabójstw” to książka dla wytrwałych wariatów. Ma ponad siedemset stron i trzeba ją czytać ciągiem, żeby się nie pogubić, żeby wpaść w trans. Trudna sprawa w dzisiejszych czasach. Moglibyśmy tę książkę zjechać, że za długa, że bełkotliwa – bo momenty ma lepsze i gorsze. To jest ten przypadek lektury, która choć sama w sobie nie powala, to prowokuje do wielu rozmów, szukania śladów, dyskusji do północy, dociekań i domniemywań. One love, my friends. One Love.

PS. Po lekturze odpalcie “Marleya” – film Kevina Macdonalda, włączcie płytę Boba i dopowiedzcie sobie jeszcze więcej niż te siedemset stron. Trzeba to robić do momentu, aż film, muzyka i książka zleją Wam się w całość. Dziwne i ciekawe wrażenie. Wydaje mi się, że warto też zajrzeć na strony: http://www.jamaicaobserver.com ; http://jamaica-star.com Dlaczego? Żeby zerknąć, co tam słychać w odległej części globu.

A tu fajowy BONUS dla takich, jak my 😀 :

View story at Medium.com

 

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s