Puszcza calling

img_2573

Wiecie co? Moment w którym wjeżdżamy na wąską szosę łączącą Hajnówkę z Białowieżą jest niemal ekstatyczny. Na mapie ta droga jest prostą kreską. Zimą szosa jest pustawa, nie śmigają znudzone beemki w te i wew tę. Czasem na wylocie z Hajnówki zatrzyma Was Straż Graniczna – skontroluje i jeszcze podpowie – “Żarówka się panu z tyłu przepaliła, wymienić proszę”. W połowie odległości między miastami zjeżdża się w lewo, w kierunku Bud i Teremisek (a na prawo do zgubionej w lesie Czerlonki). W lusterkach absolutna ciemność, wokół – absolutna ciemność. Zwalniamy do 30-40 na godzinę, bo raz – a nuż wylezie coś na drogę, a dwa – szkoda przyspieszać to witanie się ze starym lasem. Gdy jest ciepło, opuszczamy do maksimum szyby w samochodzie i napełniamy go tlenem. Moglibyśmy wystawić głowy na zewnątrz i wrzeszczeć z radości, ale tej ciszy wokół nas też nam szkoda.

img_2587

W Budach mija się zajazd “U kolarza” – należący do byłego zawodnika Tour de Pologne (można go czasem spotkać w trasie, bo nadal śmiga na rowerze). Przemykamy przez Budy i wjeżdżamy do Teremisek.

Puszcza jest dla nas hojna. Wdychamy ją, powietrze zwala z nóg, po trzech godzinach łajzy jemy za trzech i zasypiamy w ekspresowym tempie. Jest styczeń, zero stopni, zaczyna padać mokry śnieg. Pod wieczór temperatura spada. Jest wilgotno więc odczucie zimna ciut wyższe niż wskazuje termometr. Zaopatrujemy się w nieodzowny sękacz i miód pitny, bo zapowiadają ochłodzenie. Ochłodzenie to spadek temperatury do – 17 stopni w dzień. Wywiewa nas solidnie, Tomaszowi robiącemu zdjęcia aparat przymarza do nosa. To ten moment kiedy para wydychana z ust osadza się na brwiach, wąsach, a czubek nosa pokrywa się warstewką lodu. Miód pitny bardzo się przydaje, gospodarz napalił w kominku, koty wróciły z łazęg do domu, psy przytulają się do kaloryfera. Nasz samochód pierwszy raz w karierze mówi “nie”.

img_2606

Pan Janusz pomaga odpalić potwornego diesla, na kawę do Tomka Samojlika dojeżdżamy spóźnieni tylko minutę. Białowieża cicha, turystów trochę się kręci, ale jednak mniej niż latem i jesienią. Słońce, zimno, pięknie. Kot Lucas z PTTKu ma się dobrze, nie schudł, a może powinien. Możecie zasilić skarbonkę Lucasa i wesprzeć jego niepokojące przybieranie na wadze 😉 W PTTKu uzyskacie wszelkie potrzebne informacje turystyczne – co można zwiedzić, co ile kosztuje. Umówicie się tu na wycieczkę do rezerwatu. Kosztuje to ok 180 zł. Kupicie mapy i obowiązkowy magnes na lodówkę. Wyślecie pocztówkę, przybijecie piątkę i pieczątkę. Po Puszczy można łazić samemu (co my lubimy najbardziej), ale jeśli macie grupę ludzi do oprowadzenia, to PTTK plus Turystyka Przyrodnicza “Sóweczka” zapewnią Waszym gościom odpowiednie atrakcje. Jedno jest pewne – zaopiekują się Wami fajni ludzie.

img_2619

Przez te kilka krótkich, zimowych dni wędrujemy szlakami z nieodzowną mapą. W plecaku koniecznie należy mieć też termos z gorącą herbatą, czekoladę, nam przydały się również kanapki – w zimnie szybko się głodnieje, a poranna ciecierzyca prędko staje się burczącym wspomnieniem. Natykamy się kilkukrotnie na tablice zabraniające nam dalszej wędrówki – “Zakaz wstępu. Niebezpieczeństwo publiczne”. Za trzecim razem jesteśmy sfrustrowani – planowaliśmy kilkugodzinną wyprawę, a tu każą zawracać. Jako obyczajni poznaniacy stosujemy się do zaleceń, ale raz czy dwa…  Jan Jerzy Karpiński by zrozumiał. Przeżywamy, nic nam nie spada na głowę, świerki trzeszczą, las wydaje niepokojące dźwięki – nękany ciężkim śniegiem i dość solidnym mrozem. O zamknięte szlaki podpytujemy pana Roberta w PTTK. O tych zamkniętych na dłużej wie, o tych zamykanych czasowo (wycinka) – trzeba dowiadywać się w Nadleśnictwie.

img_2630

Zima w lesie jest fascynująca – wiadomo. Spotykamy tropy jelenie (sarnie? Cholera, nie wiem), żubrze, i jakieś lisowate, a gdzieś tam, zdaje się, biegła kuna. Pewnego razu spotykamy też trop w towarzystwie juchy. Nawet kawałek w las zboczyliśmy, trop ciągnął się dalej. Ktoś tu nie miał się najlepiej. Tuż przed wyjazdem czytałam “Opowieści” Simony Kossak, akurat ciekawiły mnie wilcze i jelenie opowieści. W tych wilczych najbardziej te o zjadaniu ludzi. Ludzie padali dawniej ofiarami wilków, ale zupełnie przypadkowo. Podróżowali konno, a konie zwabiały wilki. No i zdarzało się, że jak już zaatakowały konie, to przypadkiem spożyły człowieka. Tak sobie myślę, że wtedy ludzie ubierali się w futra, co raczej upodabniało ich do zwierząt. Wszak człowiek to też gatunek zwierza, co z tego, że niby trochę bardziej zaawansowany technicznie? Teraz wilki nawet przypadkiem nie wszamią dwunoga. Wyobrażacie sobie? Takie świństwo w goretexie? Fu. Zresztą, odsyłam do Wajraka, który wilków tu, w Puszczy przestał się bać. Poczytajcie jego “Wilki”. Takie sobie snułam rozważania i jeszcze z Tomkiem Samojlikem o tym gwarzyliśmy przy doskonałej kawie w IBS PAN.

img_2670

img_2634

A po południu poszliśmy w las. Mieliśmy już wracać więc zrobiliśmy popas – herbata z termosu, kanapeczki, czekolada, cisza, pięknie. I nagle. Kurde, nagle zawył. “Pies” – wyrzucił z siebie Tomasz. Ta, jasne – godzinę drogi od Teremisek… “Coś tam idzie” – mówi Tomasz. Obrót głowy i już wiem, co to. Jezu. Wilk. Popatrzył na nas i poszedł drogą w stronę rzeki Narewki. Mieliśmy lornetkę, Tomasz mi ją podał i wtedy wilk przeszedł na drugą stronę ścieżki i odwrócił się raz jeszcze. Przez dziesięć sekund patrzyłam mu w pysk. Pysk raczej lekko znudzony, sprawdzający, czy idą za nim, czy w swoją stronę. Muszę mówić, ile razy obracaliśmy się za siebie w drodze powrotnej? A absolutnie najpiękniejsze w obserwowaniu zwierzą w Puszczy jest to, że one są tu u siebie. I to się czuje. My tu tylko na chwilę, gościnnie, a one są w domu.

img_2638

Tomasz zaczął czytać jeszcze w Teremiskach i łyknął niemalże na raz “Wilki”. Puszcza obdarowała nas hojnie. Łoś, kuny, żubr, wilk. Do tego dzień później doszedł dzięcioł zielonosiwy. Wszystko nam zamarzło. Lornetka po ochuchaniu ustawiła ostrość, rąk nie czułam, ale dzięcioł cierpliwie czekał, aż odszukałam go buszującego na drzewie w Budach. Nie miał czerwonej czapki, jak dzięcioł zielony więc z powątpiewaniem w swoje szczęście uznałam, że to zielonosiwy. Przedarliśmy się przez rozkoszny kopny śnieg, mróz dosięgnął w końcu moich podatnych na ziębnięcie stóp, w okolicy wiosek pojawili się narciarze biegowi. Zbliżała się pełnia, za chwilę zaczną wyć wilki, w tym nasz nowy znajomy. A my musieliśmy wracać do Poznania.img_2672

Kiedy jechaliśmy do Puszczy Białowieskiej pierwszy raz, myśleliśmy, że raczej na tym się skończy. Chcieliśmy zobaczyć Puszczę w takiej postaci, w jakiej teraz żyje, zanim ktoś, coś zrobi jej krzywdę. To była trochę decyzja polityczna wobec absurdalnych i złych rządów ministra Jana Szyszki. Teraz? Teraz trudno nie zameldować się w lasach Wschodu choćby raz na pół roku.

img_2682

img_2652

Samochód oczywiście nie odpalił. Nasze klemy i akumulator uklękły przed pięknym człowiekiem o rysach tatarskich, który z animuszem, wzbijając tumany śniegu wbił na podwórko gospodarzy swoim opelkiem. Jednym palcem otwarł maskę, podpiął klemy trzy razy większe od naszych, drugim palcem wprawił w dziki szał silnik opelka i wystartował naszą kolubrynę orzekając krótko – “Świece”. Bo w Teremiskach, proszę Państwa znajduje się legendarny warsztat samochodowy popod lasem, w Dąbrowie. A było to w Święto Trzech Króli, Wigilię prawosławną więc postawiliśmy panom na schwał piwo i żegnani sugestią – “Nie odpala? To zmienić samochód!”, wyruszyliśmy do domu.

img_2664

Ps. Piątego stycznia przeżyliśmy raz jeszcze gorączkę przedświąteczną. Ludzie umawiali się na Wigilie, kto zrobił pierogi, a kto jeszcze szybko w nocy będzie lepił. W sklepach amok, na dachach samochodów choinki, na cmentarzach ruch, w cerkwiach porządki, knajpy pozamykane na trzy świąteczne dni. Wiecie, jak to fajnie ustawia perspektywę?

To pisaliśmy my: Maria & Tomasz Bookowscy

img_2678

img_2683

A tu garść wcześniejszych tekstów o Puszczy:

Wywiad z Tomkiem Samojlikiem z IBS PAN

https://bookowscy.wordpress.com/2016/08/17/tomasz-samojlik-mam-dyplom-z-brzydkiego-rysunku/

Nasza pierwsza pocztówka z Puszczy:

https://bookowscy.wordpress.com/2016/03/11/pocztowka-z-puszczy/

Piotr Nesterowicz o Starowiercach:

https://bookowscy.wordpress.com/2016/07/09/podroze-w-nieznane-kraje/

Tekst o “Wilkach” Wajraka:

https://bookowscy.wordpress.com/2015/11/22/wilki/

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s