W Spitaku trzęsie się ziemia

Już to w tym roku czytałam – przychodzi wstrząs i teoretycznie wszyscy byli przygotowani, wszyscy wiedzieli, co w takim wypadku robić. Ale nie zdążyli, nie odczytali znaków – dzień wcześniej mały wstrząs, rybki wyskakujące z akwarium, uciekające w samobójczą śmierć, “nawet to, że dzień wcześniej przywódca wielkiego Związku Radzieckiego Michaił Gorbaczow zaapelował w nowojorskiej siedzibie ONZ o zakończenie Zimnej Wojny, nie dało nikomu do myślenia. A potem już było za późno”. 7 grudnia 1988 roku o 11:41 Spitakiem, miasteczkiem w Armenii (wtedy CCCP) zatrzęsło. Ostał się jeden budynek i trochę ludzi do dziś zastanawiających się – po co, dlaczego przeżyli? Minęło ponad ćwierć wieku, miasto zostało połowicznie odbudowane, nadal nikt nie narysował jego mapy. Kolejne pokolenia co roku 7 grudnia odświeżają żałobę po tamtym dniu. Filip Springer napisał krótki a przejmujący reportaż z Armenii, podzielony na 20 krótkich jak strzał rozdziałów. Michał Łuczak robił zdjęcia w latach 2014-2016. Złożyli z tego reporterski art-book, za którego kształt odpowiada graficzka Ania Nałęcka Milach. Dobrze pamiętać tragedię małego miasta, hen, na krańcu świata. Dobrze przypomnieć sobie, że tuż po trzęsieniu ziemi do Spitaka zjechały ekipy ratownicze z całego świata, nikt nie sprawdzał im na granicy paszportów. “To pierwszy raz od II Wojny Światowej, gdy Związek Radziecki przyznaje, że z czymś nie jest w stanie sobie poradzić.”, a wspólnota międzynarodowa rusza z pomocą.

Springer z Łuczakiem są częstowani kawą, wciągani do domów, słuchają, bo ludziom “została już tylko nadzieja, że kogoś to wzruszy, że ktoś pomoże.” Do dziś wielu z nich mieszka w prowizorycznych barakach, kontenerach. Miastu trudno podnieść się z ruiny, wciąż bez tej mapy, z upadającymi kolejnymi planami. Reporterzy pakują drogi sprzęt “warty więcej niż całe to osiedle” i wracają, czując, że podtrzymują w ludziach nadzieję, która jest płonna. A może nie?

Już to w tym roku czytałam – pamiętacie “Ganbare” Katarzyny Boni? Trzęsienie ziemi/tsunami zawsze zostawia to samo – osamotnionych ludzi, którzy sami muszą się przekonywać, że warto żyć i miasta pozbawione kształtu. Ludzi błąkających się pośród ruin w mieście, którego nie mogą poznać, szukających kogoś, komu mogliby opowiedzieć.

Aha, panie Filipie, rozdział drugi jest mistrzowski. Dwa razy głośno go przeczytałam postronnym. Przerażająco piękny.

Michał Łuczak, Filip Springer / 11:41 / książka jest częścią projektu kolektywu Sputnik Photos, “Stracone terytoria” / nakład edycji polskojęzycznej: 500 sztuk / cena: 130 zł.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s