Ilona Wiśniewska: Grenlandczycy śmieją się od serca

Czytałam Twoją książkę “Lud. Z grenlandzkiej wyspy” (wyd. Czarne) z mapą Grenlandii przed oczami, okazuje się, że wcale nie jest tak daleko – z Poznania bardzo łatwo dostać się na Islandię, a tam dzieli nas już tylko „żabi skok” od Grenlandii. Okropnie kurczą się odległości. To trochę przerażające.

Jesteśmy na Festiwalu literackim Patrząc na Wchód i wiele krajów nagle stało się bliskich – Białoruś i Buriacja, daleka rosyjska Syberia i Grenlandia. Redefiniujemy znaczenie słów „zachód” i „wschód”. Cywilizacyjny postęp okazuje się dla jednych koniecznością, dla innych widmem destrukcyjnych zmian. Gdzie na Grenlandii jest wschód i zachód i czy strony świata mają tam jakiekolwiek znaczenie?

Z tego co wiem, strony świata mają tam bardzo duże znaczenie, bo Grenlandia dzieli się na cztery dość oczywiste części – wschód i zachód, północ i południe. We wschodniej Grenlandii mówi się trochę innym językiem, na samej Północy też grenlandzki jest bardziej podobny do języka Inuitów z Kanady. Ja byłam na małej wyspie u północno-zachodnich wybrzeży i nie wiem, jak jest w innych częściach tego kraju. Bazuję na tym, co opowiadali sami Grenlandczycy.

„Planując opisanie historii współczesnych Grenlanczyków, nie miałam pomysłu, dokąd pojechać. Wiedziałam tylko, że Grenlandia jest wielkości Europy i głupotą byłaby próba opisania całej” – tak piszesz w „Ludzie”.

Kilka lat temu opływałam Svalbard statkiem. Spotkałam wtedy dziewczynę – osiemnastoletnią Grenlandkę, której opowiadałam o tym, co robię, o Saamach, o północnej Norwegii. „Wiesz, powinnaś przyjechać do naszego kraju” – powiedziała – „bo u nas też jest dużo historii post-kolonialnych, są cały czas żywe”. To ta dziewczyna opowiedziała mi o programach modernizacyjnych Grenlandii.

Grenlandia rzeczywiście jest tak duża jak Europa, żeby napisać książkę o całej wyspie trzeba by na niej spędzić bardzo dużo czasu. Spotykałam osoby, które mówiły mi – „jedź do Uummannaq tam żyją bardzo otwarci ludzie, tam bije serce tej wyspy”. Uummannaq jest jak rybka płynąca przy wielorybie.

„Najstarszy w Grenlandii i położony najdalej na północ na świecie dom dziecka znajduje się w Uummannaq u jej północno-zachodnich wybrzeży, na skalistej wyspie o powierzchni dwunastu kilometrów kwadratowych”. Wybrałaś bardzo charakterystyczne miejsce.

Chciałam zamknąć się w społeczności, z której nie tak łatwo się wydostać, a okazało się, że po zamarzniętym morzu jeżdżą tam taksówki do sąsiednich wysp (śmiech). Przede wszystkim, jadąc pisać o ludziach, o ich kraju, chciałam się na coś przydać. A co może robić w domu dziecka filolog polski? Najlepiej nada się do sprzątania i podstawowych prac (śmiech). Bardzo dobrze było spotykać się z ludźmi przy codziennych czynnościach. Historie zaczynały się opowiadać przy zmianie pościeli, gotowaniu, odświeżaniu dywanów, a potem przenosiły do bardziej prywatnych przestrzeni. O wielu rzeczach nie mogłam pisać, w książce niemal nie pojawiają się imiona wychowanków domu oprócz Gerta i Feliksa. To zresztą nie jest książka o domu dziecka, chociaż jest on bardzo znany na całym świecie – jest otwarty, prowadzi się w nim muzykoterapię, wychowankowie podróżują ze swoją muzyką po całym świecie.

Uummannaq doświadczałam niemal fizycznie, miałam wrażenie, że traciłam kontur, czułam, że jestem przezroczysta. Przez trzy miesiące mojego mieszkania w domu dziecka dwóch nastolatków nigdy nie nawiązało ze mną kontaktu wzrokowego. Dla dorosłego było to trudne doświadczenie, ale byłam tam na chwilę, rozumiałam, że nikt mnie nie zapraszał i nie będzie za mną tęsknił. Byłam dla nich niewidzialna, byłam tam tylko na chwilę. Zresztą co ja mogłam im zaoferować, opowiedzieć? Mają taką wspaniałą kulturę, to ja się od nich uczyłam.

„Czasem siadam na ławce i nasłuchuję, nagrywam odgłosy Uummannaq”. Czy czułaś, że na Grenlandii za dużo mówisz, rozrywasz tamtejszą „ciszę w wygłosie”, „powolną artykulację”?

Na pewno nigdzie tak jak tam się nie śmiałam. To jedno z najbardziej fantastycznych wspomnień. Grenlandzki śmiech wybucha nagle i jest zaraźliwy. Kiedy pewnego razu spojrzałam w lustro i wreszcie się nie śmiałam, zauważyłam, że w miejscu dołeczków na policzkach nie mam opalenizny. Wyglądałam komicznie.

Napisałaś takie fantastyczne zdanie: „ciągle odkładam myśl o powrocie. Boję się, zwłaszcza widząc tych, którzy przylatują i odlatują, pewni, że poza Uummannaq istnieje coś więcej.”

Lądujesz w zupełnie innym świecie, musisz się zaadaptować, zdefiniować na nowo. Nie wiedziałam kim jestem, nie byłam nikomu potrzebna. A potem pracowałam po osiem godzin i pierwszy raz w życiu, podczas podróży saniami po lodzie, pomyślałam, że to może być teraz, teraz może mnie szlag trafić (śmiech). To natura robi. I cisza.

Kisea, szefowa centrum wiedzy o grenlandzkich dzieciach i młodzieży, powiedziała ci: „Najbardziej irytują mnie eksperci od spraw grenlandzkich. Przyjadą tu na chwilę i już się wypowiadają publicznie o tym, czego nam potrzeba. To tak, jakbym ja miała być ekspertem od Ameryki Południowej tylko dlatego, że byłam tam dziewiętnaście razy.” Nie wystraszyłaś się?

Nigdy nie opuszcza mnie wątpliwość, czy wszystko dobrze zrozumiałam, czy mogę o tym wszystkim pisać, upewniam się, dopytuję bohaterów po czasie, czy nadal mogę opisać, zwłaszcza te trudne fragmenty ich historii.

Z gotową książką pojechałam do Nuuk pokazać ją Kisei. Nie chciałam być jak naukowiec, który wykonał na Grenlandczykach badania i wyjechał. Chciałam, by wiedzieli co i jak o nich napisałam. Moja książka nie ma ambicji być książką o Grenlandii – to są po prostu historie ludzi, których spotkałam na tej małej wyspie wystającej z morza. Chciałam oddać Grenlandczykom głos. Skarżyli się, że wszyscy mówią za nich. Więc poprosiłam – mówcie. To nie jest jednorodna narracja, opowieść o „złych Duńczykach”. W książce pojawiają się różne punkty widzenia i wiem, że na wschodzie Grenlandii mogłabym usłyszeć jeszcze inne historie, poznać jeszcze inne strony relacji grenlandzko-duńskiej. Książka jest też o tym, że człowiek przyjeżdża w różne miejsca na świecie z gotowymi pytaniami, a one okazują się kompletnie nietrafione. Ja na przykład pytałam Grenlandzką parę jak się poznali – a to kompletnie bez sensu, bo przecież oni się tam wszyscy znają! Wspaniałe jest również to, jak potrafią odwrócić nietrafione pytania i gotowe tezy na ich temat, są w tym mistrzami – “Jak się poznaliśmy? A kiedy i z kim uprawiałaś pierwszy raz seks?”, „Chodź, zrobię ci zdjęcie, pokażę żonie, że wy tam w Polsce też macie skośne oczy.” (Ilona błyska ciepłem niebieskich oczu o kształcie migdałów)

———————————-

W książce Ilony Wiśniewskiej “Lud. Z grenlandzkiej wyspy” znajdziecie trudne historie, ale opowiadane przez pięknych ludzi. To opowieść o grzechach kolonizacji i próba zrozumienia części historii Grenlandczyków. Wracam z Festiwalu literackiego Patrząc na Wschód z głośnym przypomnieniem dudniącym w głowie – świat jest różnorodny, nie można go zrozumieć stosując zestaw utartych słów, znaczeń i schematów myślowych. Żaden reporter nie opowie nam wszystkiego – mówili o tym na festiwalu i Albert Jawłowski, i Mateusz Marczewski, i Ilona Wiśniewska i wreszcie – Małgorzata Szejnert. Trzeba sobie zostawiać w głowie sporo miejsca na różne wątpliwości i dopowiedzenia. A, i jeszcze warto pamiętać – Europa nie jest w centrum. Nie wiem, gdzie jest “małe centrum wszechświata” – być może tam, gdzie wieczorem rozpalamy ognisko i rozmawiamy, a naokoło nas jest ciemność, cisza i przyroda? A może tam, gdzie przerębel, biało i skowyczą psy? 

*** Zapomniałam zapytać Ilonę o mnóstwo rzeczy – jak smakuje “kawa z wędzonym tłuszczem renifera”, o psy, wyjące na grenlandzkim lodzie. Nie porozmawiałyśmy wystarczająco o grenlandzkim języku, rozciągniętych dźwiękach, języku “podwójnych liter”, “ciszy w wygłosie”. Ale o tym porozmawiamy przy okazji spotkań – Ilona we wrześniu rusza w trasę promującą książkę. Przychodźcie na spotkania i zasypcie ją pytaniami. W Poznaniu, w Zamku będzie okazja już 6 września —> SZCZEGÓŁY WYDARZENIA TUTAJ. A książkę kupicie wtedy u nas, w Bookowskim. Do zobaczenia w księgarni!

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s