Monthly Archives: August 2019

“Niebieskie pigułki”

Kiedy próbuję komuś sprzedać komiks spotykam się z kilkoma odpowiedziami:
Nie lubię komiksów!
A komiksy nie są dla dzieci?
Nieee, bo to się za krótko czyta!
Tyle pieniędzy za tak mało tekstu??

Mit na micie i mitem pogania. Jak czytać komiks, żeby nic nie stracić z jego cudowności? Przede wszystkim i czytać, i oglądać. Można łyknąć zachłannie treść, a potem powoli wracać i do historii i do rysunków. Można rozłożyć lekturę, można wracać do ulubionych scen. Co dostaniecie w Bookowskim? Na przykład „Niebieskie pigułki” Frederika Peetersa. Czytanie komiksu to dla mnie zawsze celebracja. Fajnie usiąść wygodnie, mieć sporo czasu, uwagi i gotowości, bo do lektury komiksu trzeba się trochę otworzyć – i na treść, i na dziwactwa autora, na kreskę, nawet jeśli na początku nam nie odpowiada. „Niebieskie pigułki” są historią kochania się ludzi, mających świadomość, że we krwi jednego z nich mieszka wirus. HIV. Badumtss. I teraz właśnie chcecie już to czytać. Natychmiast. Nie zapomnicie pięknych oczu głównej bohaterki i prostych, a kolosalnie trudnych rozmów o miłości – dorosłych i dziecka. Uwielbiam postać lekarza, który rozprawia się w uroczy sposób z mitami o HIV. Powieść jest miłosną historią, historią życia mimo czającego się lęku o przyszłość. Chlaśnięciem w twarz rachunkiem prawdopodobieństwa. Co jeśli mi, co jeśli ja, co jeśli medycyna…Powieśc o HIV w naturalny sposób otwiera furtkę do rozmów bohaterów/czytelników o seksie – bezpiecznym, etycznym, koniecznym lub niekoniecznym. Tak istotna sfera życia lubiących się ludzi zostaje poddana drobiazgowej analizie, przewartościowana i ułożona na nowo. Z zaskoczeniem stwierdzacie, że po lekturze, to wcale nie dyskusje o tym, czy w gumce czy bez zostają Wam w głowie, tylko to morze czułości trójki bohaterów względem siebie. Trójki, bo jest tu ona, on i czteroletni on. Czteroletni on też ma we krwi gościa. Nadal nie chcecie czytać komiksów? To jutro będzie o następnym.

Frederik Peeters / „Niebieskie pigułki” / tłum. Wojciech Birek /wyd. @timofcomics
.
#niebieskiepigułki #frederikpeeters #timof #timofcomics #bookowski#ksiegarniawzamku #ckzamek #ckzamekpoz

“Co robisz na naszej ulicy”

Myślałam, że wierszy nie można czytać tak dużo na raz. Tom “Co robisz na naszej ulicy” Charlesa Reznikoffa można, a efekt jest piorunujący, układa się to w zaskakującą opowieść, przyłapałam się na zastanawianiu, co będzie dalej i na liczeniu drzew. Taka poezja. Wiersze wybrał, przełożył i tom opracował Piotr Sommer. Kupcie sobie te książkę. Chyba jeszcze u nas jest. Wydało WBPiCAK. .
.
.
To drzewo na ulicy o zmierzchu: / strąki zwisają z nagich symetrycznych gałęzi / nieruchomo – / lecz gdyby jeden wiek był dla nas, jak dla Boga, / mgnieniem oka, / ujrzelibyśmy gorączkę wzrostu.
.
.
.

“Pamiętnik księgarza”

“Pamiętnik księgarza” to nie jest wybitna książka. Czytana ciągiem trochę monotonna, miejscami zabawna, jest kot, sympatia do klientów, antypatia regularna. Czyli odpowiada na proste umiłowanie mitu księgarstwa. Ale niczego nie fetyszyzuje. Dzień po dniu Bythell opowiada, co kupił, co sprzedał, kto go zdenerwował, czym się przejął. Kto umarł, po kim jakie zostały książki. Spotyka ludzi, robi festiwal, walczy z zepsuta rynną, pali w kominku (rzadko książkami, hehe), słucha narzekań, zwierzeń. Krótko mówiąc, dzień jak co dzień. Jeśli ktokolwiek z Was zastanawia się, na ile prawdziwe są rzeczy, które dzieją się i mówią w książce, odpowiadam – są w skali jeden do jeden. Najzabawniejsze i najciekawsze jest to, że wpadacie pogadać i zapytać. A ja się śmieję albo pogłębiam księgarską mitologię. Bythell podobno w oryginale jest lepszy. Możliwe. Tak czy siak, w księgarzach “Pamiętnik” budzi smutek, nerwice, śmiech, ale we mnie bardziej ciekawość i pytania do własnych działań. Nie żeby jakieś inspiracje, raczej nie. Ale znowu się zastanawiam, co po nas zostanie? Co z tą masą spadkową Marcina Wichy? Bo usuwanie książek po bliskich zmarłych, to jeden z ciekawszych wątków “Pamiętnika”. A, no i smaczne wyimki z Orwella, który pracował w księgarni – ciekawostka. No i takie tam. Myślę, że koło września spotkamy się w Bookowskim, żeby o tej książce pół żartem, pół serio, porozmawiać. Tymczasem odmeldowuję się, wpadajcie do księgarni w sierpniu, nie pozwólcie nam zginąć z nudów, kurzu i faktur. Czuwaj!