Author Archives: bookowscy

“Niebieskie pigułki”

Kiedy próbuję komuś sprzedać komiks spotykam się z kilkoma odpowiedziami:
Nie lubię komiksów!
A komiksy nie są dla dzieci?
Nieee, bo to się za krótko czyta!
Tyle pieniędzy za tak mało tekstu??

Mit na micie i mitem pogania. Jak czytać komiks, żeby nic nie stracić z jego cudowności? Przede wszystkim i czytać, i oglądać. Można łyknąć zachłannie treść, a potem powoli wracać i do historii i do rysunków. Można rozłożyć lekturę, można wracać do ulubionych scen. Co dostaniecie w Bookowskim? Na przykład „Niebieskie pigułki” Frederika Peetersa. Czytanie komiksu to dla mnie zawsze celebracja. Fajnie usiąść wygodnie, mieć sporo czasu, uwagi i gotowości, bo do lektury komiksu trzeba się trochę otworzyć – i na treść, i na dziwactwa autora, na kreskę, nawet jeśli na początku nam nie odpowiada. „Niebieskie pigułki” są historią kochania się ludzi, mających świadomość, że we krwi jednego z nich mieszka wirus. HIV. Badumtss. I teraz właśnie chcecie już to czytać. Natychmiast. Nie zapomnicie pięknych oczu głównej bohaterki i prostych, a kolosalnie trudnych rozmów o miłości – dorosłych i dziecka. Uwielbiam postać lekarza, który rozprawia się w uroczy sposób z mitami o HIV. Powieść jest miłosną historią, historią życia mimo czającego się lęku o przyszłość. Chlaśnięciem w twarz rachunkiem prawdopodobieństwa. Co jeśli mi, co jeśli ja, co jeśli medycyna…Powieśc o HIV w naturalny sposób otwiera furtkę do rozmów bohaterów/czytelników o seksie – bezpiecznym, etycznym, koniecznym lub niekoniecznym. Tak istotna sfera życia lubiących się ludzi zostaje poddana drobiazgowej analizie, przewartościowana i ułożona na nowo. Z zaskoczeniem stwierdzacie, że po lekturze, to wcale nie dyskusje o tym, czy w gumce czy bez zostają Wam w głowie, tylko to morze czułości trójki bohaterów względem siebie. Trójki, bo jest tu ona, on i czteroletni on. Czteroletni on też ma we krwi gościa. Nadal nie chcecie czytać komiksów? To jutro będzie o następnym.

Frederik Peeters / „Niebieskie pigułki” / tłum. Wojciech Birek /wyd. @timofcomics
.
#niebieskiepigułki #frederikpeeters #timof #timofcomics #bookowski#ksiegarniawzamku #ckzamek #ckzamekpoz

Advertisements

“Co robisz na naszej ulicy”

Myślałam, że wierszy nie można czytać tak dużo na raz. Tom “Co robisz na naszej ulicy” Charlesa Reznikoffa można, a efekt jest piorunujący, układa się to w zaskakującą opowieść, przyłapałam się na zastanawianiu, co będzie dalej i na liczeniu drzew. Taka poezja. Wiersze wybrał, przełożył i tom opracował Piotr Sommer. Kupcie sobie te książkę. Chyba jeszcze u nas jest. Wydało WBPiCAK. .
.
.
To drzewo na ulicy o zmierzchu: / strąki zwisają z nagich symetrycznych gałęzi / nieruchomo – / lecz gdyby jeden wiek był dla nas, jak dla Boga, / mgnieniem oka, / ujrzelibyśmy gorączkę wzrostu.
.
.
.

“Pamiętnik księgarza”

“Pamiętnik księgarza” to nie jest wybitna książka. Czytana ciągiem trochę monotonna, miejscami zabawna, jest kot, sympatia do klientów, antypatia regularna. Czyli odpowiada na proste umiłowanie mitu księgarstwa. Ale niczego nie fetyszyzuje. Dzień po dniu Bythell opowiada, co kupił, co sprzedał, kto go zdenerwował, czym się przejął. Kto umarł, po kim jakie zostały książki. Spotyka ludzi, robi festiwal, walczy z zepsuta rynną, pali w kominku (rzadko książkami, hehe), słucha narzekań, zwierzeń. Krótko mówiąc, dzień jak co dzień. Jeśli ktokolwiek z Was zastanawia się, na ile prawdziwe są rzeczy, które dzieją się i mówią w książce, odpowiadam – są w skali jeden do jeden. Najzabawniejsze i najciekawsze jest to, że wpadacie pogadać i zapytać. A ja się śmieję albo pogłębiam księgarską mitologię. Bythell podobno w oryginale jest lepszy. Możliwe. Tak czy siak, w księgarzach “Pamiętnik” budzi smutek, nerwice, śmiech, ale we mnie bardziej ciekawość i pytania do własnych działań. Nie żeby jakieś inspiracje, raczej nie. Ale znowu się zastanawiam, co po nas zostanie? Co z tą masą spadkową Marcina Wichy? Bo usuwanie książek po bliskich zmarłych, to jeden z ciekawszych wątków “Pamiętnika”. A, no i smaczne wyimki z Orwella, który pracował w księgarni – ciekawostka. No i takie tam. Myślę, że koło września spotkamy się w Bookowskim, żeby o tej książce pół żartem, pół serio, porozmawiać. Tymczasem odmeldowuję się, wpadajcie do księgarni w sierpniu, nie pozwólcie nam zginąć z nudów, kurzu i faktur. Czuwaj!

Domy bezdomne. Między wysiadką a piekarokiem

„Trwają prace dekarskie. Surowe ściany, beton. Poza niewiele mówiącym podziałem na pomieszczenia robotnicy nie wiedzą, co gdzie będzie. Na parę tygodni muszą sobie zorganizować tu dwa punkty: miejsce do zjedzenia drugiego śniadania i magazynek blach i rur spustowych – trzeba uważać, żeby ich nie podeptać, nie pogiąć, nie popalcować, bo są miękkie i delikatne. Z dokładnością do pół metra dekarze wybierają miejsce do jedzenia tam, gdzie stanie później duży stół, a blachy kładą w najbezpieczniejszym według nich punkcie domu – czyli dokładnie tam, gdzie będzie łóżko. 

Bartek poczuł wtedy, że najważniejsze meble w domu rozstawiają się w tej przestrzeni same. To był dla niego jako architekta ogromny komplement.
„Ta przestrzeń działa” – pomyślał.”
Nad książką Doroty Brauntsch unosi się duch żalu za domami odchodzącymi w przeszłość i za tym, co niosły ze sobą, w sobie. „Domy bezdomne” to chyba nawet nie opowieść o samych budynkach, tylko o ludziach, którzy z domem tworzyli całość. Dla których dom nie był tylko hotelem, tylko centralnym punktem życia, w którym jadło się, spało, piekło chleb, z którego wychodziło się do zwierząt, w pole i do sąsiadów.

Continue reading

Idą komunie – esej z konkretem

To przecież może być wszystko. No, może prawie. Pakiet trzech powieści Marcina Szczygielskiego, pakiet komiksów o Ryjówce Przeznaczenia albo wspaniałe książki Marii Parr. To może być nawet “Mała Nina”. Książki na pierwszo-komunijny prezent.

Continue reading

Magdalena Tulli

To jest historia o dziewczynce, która przyjaźniła się z lisem, jeździła autobusem, obserwując ludzi i świat.

Gdy jest wściekła, rzuca krzesłem, ale tylko raz.

“Dziewczynka, która połamała krzesło wyprowadziła się do lasu. Zamieszkała w wygodnej, przestronnej norze, pewnie po niedźwiedziu, i spała w niej na posłaniu z suchych liści. Nie wzięła ze sobą zeszytów ani budzika. (…) W lesie mogłaby wrzeszczeć bezkarnie, ale odkąd się tam wyniosła, nie było już powodu i nie miała chęci.”

Dziewczynka nie pasuje do matki, mierzy się z jej traumami, czując je, obserwując ciotkę, kuzyna, samą matkę. Do szewca nosi włoskie buty ojca – skąd ojciec ma takie buty? Jest Włochem? Dobre sobie, który Włoch siedziałby w komunistycznej Polsce?

Dziewczynka zasypia na lekcjach i ma dziwne sny. Każdy dziki introwertyk wejdzie w tę książkę, uwierzy w lisa, skuli się w autobusie bez biletu, pieniędzy i klucza do domu. Piękny jest “Szum” Magdaleny Tulli. O wojnach wewnętrznych i zewnętrznych.

Adam Kaczanowski / Dariusz Suska / Seryjni Poeci

Adama to ja poznałam jak nacierał się rozbitym jajkiem na pierwszym spotkaniu poetyckim w moim studenckim życiu. Jego okrzyk performera “Co jest nie tak z tymi ludźmi???!!!” wywrzeszczany z postumentu na środku Poznania, jest jednym z moich ulubionych pytań życiowych. Adam i tym razem rozebrał się do półnaga i miotając wierszem wygrażał ludzkości pstrągiem (nie łososiem). Pstrąg (nie łosoś) został zjedzony na kolację, nic się nie marnuje. Adam pisze czasem wstrząsające wiersze. A jak krzyczy, to robi się naprawdę apokaliptycznie. Jest w tym poza, ale miecz świetlny w kieszeni wibruje. Przykro, jeśli kolejny raz miecz okaże się tylko smartfonem. Czy coś. Niech żyje poezja i ciemny wokal Dariusza Suski. Hej!
.
.
Foty są post-apo, golizny tu nie ma, bo jej nie trzeba. I tak jest mrocznie.
To było ostatnie spotkanie literackie w tym roku. Zamkowa ekipa wyprodukowała ich około setki. Bardzo ich kocham.

Organizatorzy: Centrum Kultury ZAMEK, Zamek Czyta, Wydawnictwo WBPiCAK

Prowadzenie: Piotr Śliwiński