Category Archives: bookowscy

KONKURS! Z Pompikiem po Wielkopolskim Parku Narodowym!

KONKURS! Z Pompikiem po Wielkopolskim Parku Narodowym!

Wychowaliśmy się w bezpośrednim sąsiedztwie Wielkopolskiego Parku Narodowego. To tutaj, na początku 2019 roku przywędruje żubr Pompik. Tomasz Samojlik, autor serii „Żubr Pompik. wyprawy” (wyd. Media Rodzina), wysyła małego żuberka do kolejnych polskich parków narodowych. Pompik z rodziną byli już w Słowińskim Parku Narodowym, w Borach Tucholskich czy w Wigierskim Parku Narodowym. Książki są świetnymi przewodnikami dla najmłodszych (3+) po miejscach, gdzie przyroda objęta jest szczególną ochroną. Możecie książki podejrzeć TUTAJ, na naszej stronie internetowej.

CO TRZEBA ZROBIĆ? Wasze zadania:

  • dzieciaki wraz z rodzicami lub opiekunami zachęcamy do wzięcia do ręki map i przewodników po Wielkopolskim Parku Narodowym żeby:
  • znaleźć ciekawe miejsce w WPN, do którego żubr Pompik mógłby przywędrować;
  • wyszukać ciekawe zwierzę lub roślinę, które Pompik mógłby w WPN spotkać. Napiszcie króciutko, dlaczego tego bohatera żuberek miałby poznać?
  • zilustrujcie przygodę Pompika w WPN jednym rysunkiem;
  • prześlijcie nam na maila poczytalni@gmail.com rysunek (skan) oraz propozycję: miejsca, zwierzęcia/rośliny, które Pompik mógłby spotkać/znaleźć wraz z krótkim uzasadnieniem dlaczego; Jeżeli mieszkacie w Poznaniu – możecie Waszą pracę dostarczyć bezpośrednio do księgarni (Bookowski mieście się w Centrum Kultury Zamek w Poznaniu)

Z nadesłanych prac wybierzemy te, które nas zaciekawią najbardziej i wyślemy Tomkowi Samojlikowi. Wspólnie z nim wybierzemy trzy, które nagrodzimy. Nagrodami są książki (po 1 egz dla każdego laureata) Tomasza Samojlika, które laureaci będą mogli sami wybrać. Do każdej książki dołączamy nagrodę niespodziankę oraz – książkę o przygodach Pompika w WPN, kiedy tylko się ukaże. Chcemy również, by laureaci wskazali nam bibliotekę lub przedszkole, któremu wyślemy pakiet książek o żubrze Pompiku –  zaraźmy wszystkich miłością do przyrody. Taki jest cel naszego konkursu. Mamy też nadzieję, że pokażecie Tomkowi Samojlikowi, że Wielkopolski Park Narodowy jest super-ciekawy 😉 Na Wasze prace czekamy do 15.11.2018 r. Do dzieła!

Poniżej znajdziecie regulamin, a w razie jakichkolwiek wątpliwości piszcie do nas: poczytalni@gmail.com

Continue reading

Advertisements

Wołanie na puszczy. “Drwale”

„Zatrzymali się w budowli przeznaczonej dla holenderskich kupców. Kapitan Verdwijnen wrócił do dawnych zwyczajów, włączając w nie Duqueta: rano przygotowywał dzbanek kawy, paląc ziarna w rondelku, mieląc je młynkiem i wrzucając kawę do wrzatku. Potem liczył do pięćdziesięciu i pozwalał fusom opaść.”

Dobrze zacząć od filiżanki kawy, gdy do czynienia mamy z książką ponad ośmiusetstronicową. „Drwale” Annie Proulx to monumentalna opowieść zaczynająca się gdzieś w XVII wieku i trwająca aż do dziś. Gdyby ująć fabułę w największym skrócie – w „Drwalach” śledzimy proces wycinki milionów drzew w kolonizowanej przez człowieka Ameryce Północnej, a nawet w Australii i Nowej Zelandii.

Continue reading

Bartek Glaza – komiks daje mi wolność

“Tylko spokojnie” jest powieścią graficzną o momencie, w którym Marek dowiaduje się, że jest śmiertelny. Oparty na wspomnieniach Anny i Marka Warzechów komiks wart jest uważnej i kilkukrotnej lektury. Dobrze mieć pod ręką zestaw płyt, bo w tle zmagań Marka z chorobą grają Miles Davies, Charlie Parker czy Led Zeppelin. Marek zaczyna opowiadać swoją historię od lat osiemdziesiątych, zdobywania nieosiągalnych w Polce płyt, włażenia przez damskie toalety na Jazz Jamboree. Tam poznaje Anię. Pojawiają się rodzina, praca w szkole i usypianie dzieci kawałkami Black Sabbath. Miłość do muzyki, życia i papierosów zderzają się z wezwaniem na dodatkowe badania, “bo coś nas niepokoi w pana płucach.”

Osobą odpowiedzialną za przelanie wspomnień Marka i Ani Warzechów na karty komiksu jest Henryk czyli Bartek Glaza. Mieszka w Trójmieście i lubi kolory polskiej jesieni – “w ogóle nie uważam, że listopad i jesień są szare. Mają mnóstwo kolorów i odcieni”. Jest fanem kolektywnego rysowania, ale póki co, wspólnie gotowaliśmy tylko zupę cukiniową. Spotkaliśmy się w Białowieży, gdzie Bartek odpoczywał z rodziną i rysował jednostronicowe wspomnienia z wakacji nad morzem. Jego ulubionym komiksem są “Niebieskie pigułki” Frederika Peetersa. Dlaczego rysuje komiksy? Mówi, że zarabia na innych pracach więc w komiksie może pozwolić sobie na wolność. “Dobry komiks jest jak film albo nawet jak poezja – oczyszczony ze wszystkich zbędnych słów, elementów. Komiks umie opowiedzieć o rzeczach w życiu najtrudniejszych, o śmierci na jednej stronie, uderzająco i prosto.”

Bartek pojechał kiedyś rowerem do Paryża i został tam na rok. Czemu wrócił do Polski? Co mu się tu podoba? “Możesz jechać z Gdańska do Warszawy i najpierw zachwycać się jedną, potem drugą starówką, miastem. Wsiadasz do pociągu w Gdańsku, zasypiasz i budzisz się w Warszawie. A ja z wiekiem odkrywam w sobie coraz więcej sympatii i ciekawości do tego co “pomiędzy” – pól, łąk, przyrody, ale też polskiej bylejakości, której się wstydzimy. To tam jest najciekawiej. Paryż, w swojej niesamowitej różnorodności ludzi i przestrzeni, pomógł mi to odkryć.”

Po zupie cukiniowej, my poszliśmy w Puszczę, a Bartek zniknął w stodole, skąd wkrótce popłynęły dźwięki saksofonu.

Ilona Wiśniewska: Grenlandczycy śmieją się od serca

Czytałam Twoją książkę “Lud. Z grenlandzkiej wyspy” (wyd. Czarne) z mapą Grenlandii przed oczami, okazuje się, że wcale nie jest tak daleko – z Poznania bardzo łatwo dostać się na Islandię, a tam dzieli nas już tylko „żabi skok” od Grenlandii. Okropnie kurczą się odległości. To trochę przerażające.

Jesteśmy na Festiwalu literackim Patrząc na Wchód i wiele krajów nagle stało się bliskich – Białoruś i Buriacja, daleka rosyjska Syberia i Grenlandia. Redefiniujemy znaczenie słów „zachód” i „wschód”. Cywilizacyjny postęp okazuje się dla jednych koniecznością, dla innych widmem destrukcyjnych zmian. Gdzie na Grenlandii jest wschód i zachód i czy strony świata mają tam jakiekolwiek znaczenie?

Z tego co wiem, strony świata mają tam bardzo duże znaczenie, bo Grenlandia dzieli się na cztery dość oczywiste części – wschód i zachód, północ i południe. We wschodniej Grenlandii mówi się trochę innym językiem, na samej Północy też grenlandzki jest bardziej podobny do języka Inuitów z Kanady. Ja byłam na małej wyspie u północno-zachodnich wybrzeży i nie wiem, jak jest w innych częściach tego kraju. Bazuję na tym, co opowiadali sami Grenlandczycy.

Continue reading

Tony Sandoval

Tony Sandoval stworzył jedną z moich absolutnie ulubionych historii graficznych – „Doomboya”. Niewielka objętościowo książka jest tak napakowana emocjami, że trudno nie oddać jej serca. Wydana w 2013 roku przez Timofa i Cichych Wspólników, przetłumaczona przez Katarzynę i Małgorzatę Sajdakowskie, powinna wejść do kanonu lektur każdego nastolatka. Tyle, że nie można „Doomboya” kupić, bo nakład wyczerpany. Polujcie na aukcjach i w antykwariatach, chociaż nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek chciał się tego pozbyć. „Doomboy” (uwielbiam to słowo więc będę je powtarzać, ile się da) to historia uczuć i twardej muzyki, chłopaków i dziewcząt, potężnych dźwięków, wielu tęsknot i próby zalepienia dziury w sercu. Napięcie na granicy rysunków Sandovala i niedopowiedzianych emocji bohaterów jest tak potężne, że w tym komiksie można się ciężko zakochać. Do tego akcja dzieje się nad morzem, nad którym toczą się burze, napięcie jest więc również w powietrzu. 

No więc „Doomboya” nie kupicie. Ale pojawiła się kolejna historia Tony’ego i jest to opowieść autobiograficzna. Bo Sandoval urodził się w północno-zachodnim Meksyku i bardzo chciał wyemigrować do USA, do dziewczyny i lepszego życia. Ale nie dostał wizy. Co zrobił? Przedarł się nielegalnie przez granicę. Ile razy, jak, z kim, ile za to zapłacił? Przeczytajcie „Spotkanie w Phoenix” w tłumaczeniu Katarzyny Sajdakowskiej i Jakuba Jankowskiego. Dlaczego to jest super-ważne? Ile razy czytacie kogoś, zakochujecie się w jego kresce i zupełnie nie zastanawiacie się, kim jest? Bo czy to aż tak ważne? Być może w czasach dużej dynamiki, zmian na całym świecie, wielkich migracji, walki z samym sobą o zrozumienie uciekinierów z „innego świata” – to jest ważne? Tony Sandoval nie uciekał przed wojną, chciał zostać komiksiarzem, chciał spełnić swoje marzenia i zrobił to, ryzykując życiem. Gdyby się nie zdecydował, być może nie czytałabym dziś po raz dziesiąty „Doomboya” – dziejącego się w małym miasteczku, gdzie każdy chciałby się wybić, nagrać płytę, pławić się w sławie. Albo chociaż w małym, osobistym szczęściu. 

Za chwilę ma się pojawić kolejna książka Sandovala – “Futura nostalgia” – mam duże nadzieje, że będę mogła ją aplikować nastolatkom. Wyczekujcie, wyglądajcie w fajnych księgarniach.

 

Tony es un bastardo!
Tony tiene núcleo grandes!
– napisy na murach w Ciudad Obregón. / za stroną wydawcy timof.pl

Eksperymenty z własnymi potrzebami

Cabin Porn nie jest o “ucieczce w Bieszczady”. Wbrew pozorom to nie album z pornograficznymi zdjęciami chatek, których nigdy nie zbudujecie. Dave Frazee uczył się w Taliesin West – pracowni/domu Franka Lloyda Wrighta i tam eksperymentował z budową domku na pustyni odnajdując w archiwach uczelni projekt swojego starszego kolegi. Sam Caldwell przejmuje rodzinną tradycję wyrobu syropu klonowego i buduje własną “klonową chatę” – prostą, funkcjonalną surową. Denis i Anneli budują w stanie Maine drewniane schronisko według siedemnastowiecznego wzorca. To trzy spośród kilku historii wrzuconych między okładki. Eksperymenty z własnymi potrzebami, z materiałami od drewna i betonu, po ręcznie wypalane cegły, różne sposoby życia wśród ludzi i dużo miłości do przyrody – to znajdziecie w Cabin Porn. Oraz (no dobra) trochę pornograficznych zdjęć chatek w lasach – od Nowej Zelandii po to kuszące Maine. Książka leży sobie na biurku, bo kolorystyka okładki wpływa zdecydowanie na poprawę samopoczucia. Cabin Porn zrobili: Zach Klein, Steven Leckart, Noah Kalina. Przetłumaczyła Ewa Wojtych. 

Zach Klein, Steven Leckart, Noah Kalina / Cabin Porn / tłum. Ewa Wojtych / Wydawnictwo Smak Słowa

 

Kobiety

„Po diabła te kobiety piszą?”. Takiego pytania nigdy nie zadano wprost, ale od początku lat dziewięćdziesiątych wisiało w powietrzu. Próbowano dla kobiet utworzyć osobną kategorię, niech się otorbi ta ich pisanina jak łagodny nowotwór. Przy tym mieszano pojęcia. Nigdy nie było jasne, czy określenie „literatura kobieca” oznacza książki pisane przez kobiety, czy te, w których mówi się o sprawach kobiet, czy może romanse. Jakby pisząc o tym zjawisku zakładali, że trzy wyróżniki z natury rzeczy spełniają się łącznie, a specyfika tej literatury wynika z kobiecej fizjologii.”
Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską w książce „Jaka piękna iluzja” (Znak).

Ida Linde w tłumaczeniu Justyny Czechowskiej i z rysunkami Zosi Dzierżawskiej, wydana przez Lokatora. Najpiękniejszy tytuł na bookowskich półkach – „Jeśli o tobie zapomnę, stanę się kimś innym”. O cieple lata i chłodzie jesieni, śmierci, która taka oczywista, przychodzi po cichu i zawsze nagle. Ale najbardziej o tym, że się tęskni i o kąpieli w balii. Uwaga na niebezpieczne słowa – kobiecość, męskość, ciało, menstruacja, starość.

Joanna Roszak w wierszach opowiada mi (bo poezja każdemu opowie coś trochę innego), że ciągle po kole, ciągle to samo, ciągle zatrzaskujemy drzwi przed obcym, przecieramy z kurzu pusty talerz, przykładamy palec do ust. I gawrony. Gawrony siwieją, w schronisku skamlą psy. Tomik “Przyszli niedokonani” wydało Biuro Literackie.

I na koniec albo na początek – Puszcza. Bo Puszcza też jest kobietą. Wędruję palcem po Trybie Jagiellońskim, gdzie już, być może, czeka na mnie włochatka. Pięknego dnia, bez goździka (lepiej tulipan), a z refleksyjnością level hard!