Category Archives: literatura dla dużych

Magdalena Tulli

To jest historia o dziewczynce, która przyjaźniła się z lisem, jeździła autobusem, obserwując ludzi i świat.

Gdy jest wściekła, rzuca krzesłem, ale tylko raz.

“Dziewczynka, która połamała krzesło wyprowadziła się do lasu. Zamieszkała w wygodnej, przestronnej norze, pewnie po niedźwiedziu, i spała w niej na posłaniu z suchych liści. Nie wzięła ze sobą zeszytów ani budzika. (…) W lesie mogłaby wrzeszczeć bezkarnie, ale odkąd się tam wyniosła, nie było już powodu i nie miała chęci.”

Dziewczynka nie pasuje do matki, mierzy się z jej traumami, czując je, obserwując ciotkę, kuzyna, samą matkę. Do szewca nosi włoskie buty ojca – skąd ojciec ma takie buty? Jest Włochem? Dobre sobie, który Włoch siedziałby w komunistycznej Polsce?

Dziewczynka zasypia na lekcjach i ma dziwne sny. Każdy dziki introwertyk wejdzie w tę książkę, uwierzy w lisa, skuli się w autobusie bez biletu, pieniędzy i klucza do domu. Piękny jest “Szum” Magdaleny Tulli. O wojnach wewnętrznych i zewnętrznych.

Advertisements

Anna Bolavá

Anna zbiera zioła – lipa, wrotycz, skrzyp, liście malin, porzeczek, mniszek lekarski, krwawnik, dziurawiec… Ususzone, pachnące dobro oddaje do skupu. Ale to ususzone dobro staje się obsesją Anny. Obsesyjnym zbieractwem zagłusza ciemność materii w której ugrzęzła, ucieka w szaleństwo. Powoli dowiadujemy się, dlaczego bohaterka traci łączność ze światem ludzi i pogrąża się w naturalnym rytmie zbiorów, wpada w świat zapachów, wspomnień i zdąża ku nieuchronnemu.

Liczyłam na to, że zbieractwo będzie bardziej tematem niż pretekstem. Po lekturze zostaje mi na rękach pyłek, a w nosie kręci zapach lipy zgromadzonej na strychu w stosach do suszenia. Największym plusem języka Bolavy jest sensoryczność – zapach, dotyk, drzazga skrzypu w skórze. Książka jest mroczna, depresyjnie jesienna, bo jesień bywa trudna.

“W ciemność” napisała Anna Bolavá, przetłumaczyła Agata Wróbel.

Boso, w butach, po dnie morza i w góry. Robert Macfarlane ciągle idzie

“Właśnie następnego ranka, podążając śladami jeleni, wszedlem w kamienistą dolinę, która podchodziła pod północną ścianę Griomabhala. Wiatr dął ze wschodu. Przeszukiwałem dolinę prawie przez dwie godziny, coraz bardziej się w nią zagłębiając i wychodząc coraz wyżej, z coraz mniejszą nadzieją, że znajdę ścieżkę.”

To mogła być coachingowa książka albo metafizyczny poradnik o tym, że własnej drogi trzeba wytrwale szukać, a w kryzysowym momencie szukania zwrócić się do tych, którzy już ją przeszli albo mają wskazówki jak znaleźć właściwą ścieżkę. Całe szczęście, że Robert Macfarlane czegoś takiego nie napisał.

Continue reading

Wołanie na puszczy. “Drwale”

„Zatrzymali się w budowli przeznaczonej dla holenderskich kupców. Kapitan Verdwijnen wrócił do dawnych zwyczajów, włączając w nie Duqueta: rano przygotowywał dzbanek kawy, paląc ziarna w rondelku, mieląc je młynkiem i wrzucając kawę do wrzatku. Potem liczył do pięćdziesięciu i pozwalał fusom opaść.”

Dobrze zacząć od filiżanki kawy, gdy do czynienia mamy z książką ponad ośmiusetstronicową. „Drwale” Annie Proulx to monumentalna opowieść zaczynająca się gdzieś w XVII wieku i trwająca aż do dziś. Gdyby ująć fabułę w największym skrócie – w „Drwalach” śledzimy proces wycinki milionów drzew w kolonizowanej przez człowieka Ameryce Północnej, a nawet w Australii i Nowej Zelandii.

Continue reading

Bartek Glaza – komiks daje mi wolność

“Tylko spokojnie” jest powieścią graficzną o momencie, w którym Marek dowiaduje się, że jest śmiertelny. Oparty na wspomnieniach Anny i Marka Warzechów komiks wart jest uważnej i kilkukrotnej lektury. Dobrze mieć pod ręką zestaw płyt, bo w tle zmagań Marka z chorobą grają Miles Davies, Charlie Parker czy Led Zeppelin. Marek zaczyna opowiadać swoją historię od lat osiemdziesiątych, zdobywania nieosiągalnych w Polce płyt, włażenia przez damskie toalety na Jazz Jamboree. Tam poznaje Anię. Pojawiają się rodzina, praca w szkole i usypianie dzieci kawałkami Black Sabbath. Miłość do muzyki, życia i papierosów zderzają się z wezwaniem na dodatkowe badania, “bo coś nas niepokoi w pana płucach.”

Osobą odpowiedzialną za przelanie wspomnień Marka i Ani Warzechów na karty komiksu jest Henryk czyli Bartek Glaza. Mieszka w Trójmieście i lubi kolory polskiej jesieni – “w ogóle nie uważam, że listopad i jesień są szare. Mają mnóstwo kolorów i odcieni”. Jest fanem kolektywnego rysowania, ale póki co, wspólnie gotowaliśmy tylko zupę cukiniową. Spotkaliśmy się w Białowieży, gdzie Bartek odpoczywał z rodziną i rysował jednostronicowe wspomnienia z wakacji nad morzem. Jego ulubionym komiksem są “Niebieskie pigułki” Frederika Peetersa. Dlaczego rysuje komiksy? Mówi, że zarabia na innych pracach więc w komiksie może pozwolić sobie na wolność. “Dobry komiks jest jak film albo nawet jak poezja – oczyszczony ze wszystkich zbędnych słów, elementów. Komiks umie opowiedzieć o rzeczach w życiu najtrudniejszych, o śmierci na jednej stronie, uderzająco i prosto.”

Bartek pojechał kiedyś rowerem do Paryża i został tam na rok. Czemu wrócił do Polski? Co mu się tu podoba? “Możesz jechać z Gdańska do Warszawy i najpierw zachwycać się jedną, potem drugą starówką, miastem. Wsiadasz do pociągu w Gdańsku, zasypiasz i budzisz się w Warszawie. A ja z wiekiem odkrywam w sobie coraz więcej sympatii i ciekawości do tego co “pomiędzy” – pól, łąk, przyrody, ale też polskiej bylejakości, której się wstydzimy. To tam jest najciekawiej. Paryż, w swojej niesamowitej różnorodności ludzi i przestrzeni, pomógł mi to odkryć.”

Po zupie cukiniowej, my poszliśmy w Puszczę, a Bartek zniknął w stodole, skąd wkrótce popłynęły dźwięki saksofonu.

Ilona Wiśniewska: Grenlandczycy śmieją się od serca

Czytałam Twoją książkę “Lud. Z grenlandzkiej wyspy” (wyd. Czarne) z mapą Grenlandii przed oczami, okazuje się, że wcale nie jest tak daleko – z Poznania bardzo łatwo dostać się na Islandię, a tam dzieli nas już tylko „żabi skok” od Grenlandii. Okropnie kurczą się odległości. To trochę przerażające.

Jesteśmy na Festiwalu literackim Patrząc na Wchód i wiele krajów nagle stało się bliskich – Białoruś i Buriacja, daleka rosyjska Syberia i Grenlandia. Redefiniujemy znaczenie słów „zachód” i „wschód”. Cywilizacyjny postęp okazuje się dla jednych koniecznością, dla innych widmem destrukcyjnych zmian. Gdzie na Grenlandii jest wschód i zachód i czy strony świata mają tam jakiekolwiek znaczenie?

Z tego co wiem, strony świata mają tam bardzo duże znaczenie, bo Grenlandia dzieli się na cztery dość oczywiste części – wschód i zachód, północ i południe. We wschodniej Grenlandii mówi się trochę innym językiem, na samej Północy też grenlandzki jest bardziej podobny do języka Inuitów z Kanady. Ja byłam na małej wyspie u północno-zachodnich wybrzeży i nie wiem, jak jest w innych częściach tego kraju. Bazuję na tym, co opowiadali sami Grenlandczycy.

Continue reading

Tony Sandoval

Tony Sandoval stworzył jedną z moich absolutnie ulubionych historii graficznych – „Doomboya”. Niewielka objętościowo książka jest tak napakowana emocjami, że trudno nie oddać jej serca. Wydana w 2013 roku przez Timofa i Cichych Wspólników, przetłumaczona przez Katarzynę i Małgorzatę Sajdakowskie, powinna wejść do kanonu lektur każdego nastolatka. Tyle, że nie można „Doomboya” kupić, bo nakład wyczerpany. Polujcie na aukcjach i w antykwariatach, chociaż nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek chciał się tego pozbyć. „Doomboy” (uwielbiam to słowo więc będę je powtarzać, ile się da) to historia uczuć i twardej muzyki, chłopaków i dziewcząt, potężnych dźwięków, wielu tęsknot i próby zalepienia dziury w sercu. Napięcie na granicy rysunków Sandovala i niedopowiedzianych emocji bohaterów jest tak potężne, że w tym komiksie można się ciężko zakochać. Do tego akcja dzieje się nad morzem, nad którym toczą się burze, napięcie jest więc również w powietrzu. 

No więc „Doomboya” nie kupicie. Ale pojawiła się kolejna historia Tony’ego i jest to opowieść autobiograficzna. Bo Sandoval urodził się w północno-zachodnim Meksyku i bardzo chciał wyemigrować do USA, do dziewczyny i lepszego życia. Ale nie dostał wizy. Co zrobił? Przedarł się nielegalnie przez granicę. Ile razy, jak, z kim, ile za to zapłacił? Przeczytajcie „Spotkanie w Phoenix” w tłumaczeniu Katarzyny Sajdakowskiej i Jakuba Jankowskiego. Dlaczego to jest super-ważne? Ile razy czytacie kogoś, zakochujecie się w jego kresce i zupełnie nie zastanawiacie się, kim jest? Bo czy to aż tak ważne? Być może w czasach dużej dynamiki, zmian na całym świecie, wielkich migracji, walki z samym sobą o zrozumienie uciekinierów z „innego świata” – to jest ważne? Tony Sandoval nie uciekał przed wojną, chciał zostać komiksiarzem, chciał spełnić swoje marzenia i zrobił to, ryzykując życiem. Gdyby się nie zdecydował, być może nie czytałabym dziś po raz dziesiąty „Doomboya” – dziejącego się w małym miasteczku, gdzie każdy chciałby się wybić, nagrać płytę, pławić się w sławie. Albo chociaż w małym, osobistym szczęściu. 

Za chwilę ma się pojawić kolejna książka Sandovala – “Futura nostalgia” – mam duże nadzieje, że będę mogła ją aplikować nastolatkom. Wyczekujcie, wyglądajcie w fajnych księgarniach.

 

Tony es un bastardo!
Tony tiene núcleo grandes!
– napisy na murach w Ciudad Obregón. / za stroną wydawcy timof.pl