Category Archives: literatura

“Pamiętnik księgarza”

“Pamiętnik księgarza” to nie jest wybitna książka. Czytana ciągiem trochę monotonna, miejscami zabawna, jest kot, sympatia do klientów, antypatia regularna. Czyli odpowiada na proste umiłowanie mitu księgarstwa. Ale niczego nie fetyszyzuje. Dzień po dniu Bythell opowiada, co kupił, co sprzedał, kto go zdenerwował, czym się przejął. Kto umarł, po kim jakie zostały książki. Spotyka ludzi, robi festiwal, walczy z zepsuta rynną, pali w kominku (rzadko książkami, hehe), słucha narzekań, zwierzeń. Krótko mówiąc, dzień jak co dzień. Jeśli ktokolwiek z Was zastanawia się, na ile prawdziwe są rzeczy, które dzieją się i mówią w książce, odpowiadam – są w skali jeden do jeden. Najzabawniejsze i najciekawsze jest to, że wpadacie pogadać i zapytać. A ja się śmieję albo pogłębiam księgarską mitologię. Bythell podobno w oryginale jest lepszy. Możliwe. Tak czy siak, w księgarzach “Pamiętnik” budzi smutek, nerwice, śmiech, ale we mnie bardziej ciekawość i pytania do własnych działań. Nie żeby jakieś inspiracje, raczej nie. Ale znowu się zastanawiam, co po nas zostanie? Co z tą masą spadkową Marcina Wichy? Bo usuwanie książek po bliskich zmarłych, to jeden z ciekawszych wątków “Pamiętnika”. A, no i smaczne wyimki z Orwella, który pracował w księgarni – ciekawostka. No i takie tam. Myślę, że koło września spotkamy się w Bookowskim, żeby o tej książce pół żartem, pół serio, porozmawiać. Tymczasem odmeldowuję się, wpadajcie do księgarni w sierpniu, nie pozwólcie nam zginąć z nudów, kurzu i faktur. Czuwaj!

Domy bezdomne. Między wysiadką a piekarokiem

„Trwają prace dekarskie. Surowe ściany, beton. Poza niewiele mówiącym podziałem na pomieszczenia robotnicy nie wiedzą, co gdzie będzie. Na parę tygodni muszą sobie zorganizować tu dwa punkty: miejsce do zjedzenia drugiego śniadania i magazynek blach i rur spustowych – trzeba uważać, żeby ich nie podeptać, nie pogiąć, nie popalcować, bo są miękkie i delikatne. Z dokładnością do pół metra dekarze wybierają miejsce do jedzenia tam, gdzie stanie później duży stół, a blachy kładą w najbezpieczniejszym według nich punkcie domu – czyli dokładnie tam, gdzie będzie łóżko. 

Bartek poczuł wtedy, że najważniejsze meble w domu rozstawiają się w tej przestrzeni same. To był dla niego jako architekta ogromny komplement.
„Ta przestrzeń działa” – pomyślał.”
Nad książką Doroty Brauntsch unosi się duch żalu za domami odchodzącymi w przeszłość i za tym, co niosły ze sobą, w sobie. „Domy bezdomne” to chyba nawet nie opowieść o samych budynkach, tylko o ludziach, którzy z domem tworzyli całość. Dla których dom nie był tylko hotelem, tylko centralnym punktem życia, w którym jadło się, spało, piekło chleb, z którego wychodziło się do zwierząt, w pole i do sąsiadów.

Continue reading

Idą komunie – esej z konkretem

To przecież może być wszystko. No, może prawie. Pakiet trzech powieści Marcina Szczygielskiego, pakiet komiksów o Ryjówce Przeznaczenia albo wspaniałe książki Marii Parr. To może być nawet “Mała Nina”. Książki na pierwszo-komunijny prezent.

Continue reading

Magdalena Tulli

To jest historia o dziewczynce, która przyjaźniła się z lisem, jeździła autobusem, obserwując ludzi i świat.

Gdy jest wściekła, rzuca krzesłem, ale tylko raz.

“Dziewczynka, która połamała krzesło wyprowadziła się do lasu. Zamieszkała w wygodnej, przestronnej norze, pewnie po niedźwiedziu, i spała w niej na posłaniu z suchych liści. Nie wzięła ze sobą zeszytów ani budzika. (…) W lesie mogłaby wrzeszczeć bezkarnie, ale odkąd się tam wyniosła, nie było już powodu i nie miała chęci.”

Dziewczynka nie pasuje do matki, mierzy się z jej traumami, czując je, obserwując ciotkę, kuzyna, samą matkę. Do szewca nosi włoskie buty ojca – skąd ojciec ma takie buty? Jest Włochem? Dobre sobie, który Włoch siedziałby w komunistycznej Polsce?

Dziewczynka zasypia na lekcjach i ma dziwne sny. Każdy dziki introwertyk wejdzie w tę książkę, uwierzy w lisa, skuli się w autobusie bez biletu, pieniędzy i klucza do domu. Piękny jest “Szum” Magdaleny Tulli. O wojnach wewnętrznych i zewnętrznych.

Adam Kaczanowski / Dariusz Suska / Seryjni Poeci

Adama to ja poznałam jak nacierał się rozbitym jajkiem na pierwszym spotkaniu poetyckim w moim studenckim życiu. Jego okrzyk performera “Co jest nie tak z tymi ludźmi???!!!” wywrzeszczany z postumentu na środku Poznania, jest jednym z moich ulubionych pytań życiowych. Adam i tym razem rozebrał się do półnaga i miotając wierszem wygrażał ludzkości pstrągiem (nie łososiem). Pstrąg (nie łosoś) został zjedzony na kolację, nic się nie marnuje. Adam pisze czasem wstrząsające wiersze. A jak krzyczy, to robi się naprawdę apokaliptycznie. Jest w tym poza, ale miecz świetlny w kieszeni wibruje. Przykro, jeśli kolejny raz miecz okaże się tylko smartfonem. Czy coś. Niech żyje poezja i ciemny wokal Dariusza Suski. Hej!
.
.
Foty są post-apo, golizny tu nie ma, bo jej nie trzeba. I tak jest mrocznie.
To było ostatnie spotkanie literackie w tym roku. Zamkowa ekipa wyprodukowała ich około setki. Bardzo ich kocham.

Organizatorzy: Centrum Kultury ZAMEK, Zamek Czyta, Wydawnictwo WBPiCAK

Prowadzenie: Piotr Śliwiński

Anna Bolavá

Anna zbiera zioła – lipa, wrotycz, skrzyp, liście malin, porzeczek, mniszek lekarski, krwawnik, dziurawiec… Ususzone, pachnące dobro oddaje do skupu. Ale to ususzone dobro staje się obsesją Anny. Obsesyjnym zbieractwem zagłusza ciemność materii w której ugrzęzła, ucieka w szaleństwo. Powoli dowiadujemy się, dlaczego bohaterka traci łączność ze światem ludzi i pogrąża się w naturalnym rytmie zbiorów, wpada w świat zapachów, wspomnień i zdąża ku nieuchronnemu.

Liczyłam na to, że zbieractwo będzie bardziej tematem niż pretekstem. Po lekturze zostaje mi na rękach pyłek, a w nosie kręci zapach lipy zgromadzonej na strychu w stosach do suszenia. Największym plusem języka Bolavy jest sensoryczność – zapach, dotyk, drzazga skrzypu w skórze. Książka jest mroczna, depresyjnie jesienna, bo jesień bywa trudna.

“W ciemność” napisała Anna Bolavá, przetłumaczyła Agata Wróbel.

Boso, w butach, po dnie morza i w góry. Robert Macfarlane ciągle idzie

“Właśnie następnego ranka, podążając śladami jeleni, wszedlem w kamienistą dolinę, która podchodziła pod północną ścianę Griomabhala. Wiatr dął ze wschodu. Przeszukiwałem dolinę prawie przez dwie godziny, coraz bardziej się w nią zagłębiając i wychodząc coraz wyżej, z coraz mniejszą nadzieją, że znajdę ścieżkę.”

To mogła być coachingowa książka albo metafizyczny poradnik o tym, że własnej drogi trzeba wytrwale szukać, a w kryzysowym momencie szukania zwrócić się do tych, którzy już ją przeszli albo mają wskazówki jak znaleźć właściwą ścieżkę. Całe szczęście, że Robert Macfarlane czegoś takiego nie napisał.

Continue reading