Straszna opowieść o wykorzystywaniu

Mam problem, bo “Świństwo” to straszna opowieść o wykorzystywaniu: kobiet przez mężczyzn, kobiet przez kobiety, ludzi przez system polityczny i ekonomiczny. Co tu ukrywać – ludzi przez ludzi. Zezwierzęcenie jest formą ucieczki? Poza tym w głowie mam koktajl ze skojarzeń z “Candy” Southerna&Hoffenberga (tłum. Świerkocki), “451* Farenheita” Bradbury’ego (tłum. Michałowska) – oraz wisienka – z “Dzisiejszymi czasami” Chaplina. Nie ma happy endu, nie ma dobrych ludzi.

I co teraz? Czytać? Nie czytać? Czytać się chce, bo jak Przemek Dębowski zrobi książkę, to mi się jej po prostu chce. Obwoluta jest szara, wnętrze różowe, tłumaczenie (śmiem rzec) dobre, treści niestety aktualne po wsze czasy. Tylko mój eko-terrorystyczny mózg wskazuje palcem i skrobie paznokciem – wilki nie jedzą ludzi. No chyba, że wilkołaki. Ale ludzie też nie zamieniają się w świnie….aaaa, czekaj, wróć…hmm.

Marie Darrieussecq / Świństwo (Truizmy) / tłum. Barbara Walicka / Karakter

 

Advertisements

Warszawskie poboczności

“Znałem faceta, który jadł frytki ze śmietaną (…)”. Znał i kilku innych, wypalił trochę papierosów, osuszył trochę butelek z browarem, złaził blokowiska. Znał swoją babcię Zosię, co syna rodziła w spiżarce, w ziemi, bo dom zabrała ofensywa Armii Czerwonej. W ’47 rodziła. I chodziła być może do cerkwi, ale kto by się dzisiaj zastanawiał? Znał Profesora Kruka. Jest ten Pablo, ten Paveł facetem, który napisał rozdział o kociej śmierci. Wierzysz facetowi. “Idę i rymują mi się te domy i ogródki”. “Ludzie zatrzymali przy sobie koty chyba po to, by mieć na co dzień trochę tajemnicy, czegoś co nie będzie wielką religią, tylko powszednim obcowaniem z niepewnością”. “(…) dwadzieścia lat to kupa czasu, tony deszczu i setki tysięcy kilometrów na godzinę wiatru od Wisły.” Czytasz jakbyś go słuchał. Warszawskie poboczności. Listy z przeszłości, pocztówki z nieistniejących barów. To nie jest pijacko-nikotynowe podlizywanie się czytającym. Wierzę Sołtysowi, gdy opowiada o ludziach, chłopakach, dziewczynach, zdarzeniach, które są codziennie obok i tylko niektóre zapamiętujemy i męczą czasem, wynurzając się z przeszłości. Nie lubię prozy dla prozy, dla flirtu. Ale tu w rytm słów wchodzę między bloki, badyle, do blaszaków, pustostanów, do izby, w której babcia Zosia leży ze świecą w rękach. Dobrze to spisane. Jest fajnie. Cieszy mnie ta ciekawostka literacka. Cieszcie się nią i Wy 🙂

Paweł Sołtys / “Mikrotyki” / Wtydawnictwo Czarne / okładka fajna od Fajne Chłopaki / oczy mam zmęczone nie piwem, piwa nad morzem, na zadupiu jeszcze nie ma, ale świeże powietrze i słońce robią swoje.

Jak czytać historię i docierać do faktów?

“Sendlerowa” – ogromna i dociekliwa praca Anny Bikont. Mam przeczucie, że “Sendlerowa” to lektura obowiązkowa. Żeby przemyśleć, dowiedzieć się, szturchać partnera czytającego Kołakowskiego – “ej, ej, a wiedziałeś?? Że była taka ulica i tam Falski i ta Piotrowska….”, gadać z rodzicami o Baczyńskim i sięgnąć ponownie po Michała Głowińskiego. “Sendlerowa” – książka, która jak kamień rzucony w staw, raz dobrze chlupnie, a potem długo jeszcze woda faluje i szemrze.

Dla mnie ta książka to też czas spędzony w wojennej Warszawie, powrót do obrazów getta znanych z tylu innych lektur, zaskoczenie PRLowską Sendlerową. Może nie zaskoczenie, bo tak naprawdę niewiele o niej wiedziałam. Zabrałam się za czytanie ćwicząc najpierw przytupy sumo, bo wiedziałam, że to nie będzie myk-myk, lektura na dwa popołudnia. Nie jest łatwo, jeszcze czytam, zachwycona ogromem pracy wykonanym przez Bikont. Wielu mądrzejszych już pisało o tej książce, nie będę się silić. Chcesz coś wiedzieć o swoim kraju, o historii, o tym, jak ją czytać i jak docierać do faktów, lawirując między wspomnieniami, sprzecznymi datami? Bikont. Bardzo.

A tu jeszcze wywiad Olgi Wróbel z autorką. Nie czytajcie komentarzy, bardzo proszę. To nie ma sensu.
http://krytykapolityczna.pl/kultura/czytaj-dalej/bikont-na-kazdym-kroku-pilnie-wykluczano-zydow-z-polskiej-spolecznosci/

Anna Bikont / Sendlerowa / Wydawnictwo Czarne

O rety!

Od Puszczy Białowieskiej przez Syberyjską tajgę, Wielką Rafę Koralową, Madagaskar, Antarktydę, Patagonię, Wielki Kanion Kolorado, po Arktykę. 37 arcyciekawych miejsc na Błękitnej Planecie. Tomek Samojlik nielicho się narobił, narysował, naskrobał ołówkiem i kredkami, żeby zabrać Was w niesamowitą podróż po krainie przyrody – tej mniej i bardziej znanej. Poznacie zwierzęta, które mają się świetnie i te na skraju wyginięcia. Dowiecie się, kto oprócz dzięcioła jest trójpalczasty, po co palczakowi aj-aj wydłużony środkowy palec (nie, nie pokazuje go drapieżnikom) i gdzie żyje sóweczka kaktusowa? W warstwie komiksowej (dymki białe) dla bystrzaków są ukryte zagadki – dlaczego assapan północny krzyczy “Geronimo!” i co żółw słoniowy ma wspólnego z mistrzem Yodą?

Zabraliśmy książkę na weekend na wioskę, bawiliśmy się świetnie, przyroda jest zaje..sta!

Tomasz Samojlik / O rety! Przyroda świata / MULTICO Oficyna Wydawnicza

Czas na prozę

Na melancholię, na ból egzystencji, na braki słońca. Wznowienie “Olive Kitteridge” w przekładzie Ewy Horodyski. Był Pulitzer, serial, jest znów książka. W serialowych rozdziałach, obyczajowo, z dreszczem, z katalogiem ludzi z małego miasteczka w stanie Maine. Tulipany, kawa po irlandzku, zawiedzione nadzieje, zmarnowane życie, powolne życie, rozwody, zdrady, alkohol, matki tyranki, ojcowie cisi. Z widokiem na drzewa i zatokę. Z szumem przypływów i odpływów nadchodzi starość, dzieci dorastają i popełniają już tylko swoje błędy. To wszystko jest otulone spokojem, jak śmietanką, ale nagle coś tężeje, łamie się w każdym rozdziale inaczej. Kiedyś pomyślałam, że jeśli przeczytam coś Elizabeth Strout to niech to będzie “Olive…”. Olive Kitteridge, zjawiająca się niemal jak deus ex machina w każdym opowiadaniu tworzącym mozaikę miasteczka. Olive wyczuwająca emocje i katastrofy, a przy tym obcesowa, trudna, nigdy nie mówiąca przepraszam. Bierzcie, czytajcie, starczy tych reportaży, pora na trochę prozy 😉

PS. I jednak cały czas miałam wrażenie, że to bardziej epoka saloonów niż zamachu na WTC, maili i rezonansu magnetycznego… Właściwie nie wiem czemu. Oraz chciałam dodać, że w pierwszym albo drugim opowiadaniu taka scena jest, że przyjaciele idą na polowanie i jeden myli drugiego z jeleniem. Ojej.

Książkę wznowiło wydawnictwo Wielka Litera.

Z Filipowiczem na prowincji

Z Filipowiczem na prowincji. Czytam i pachnie naftaliną, czasem jaśminem, czasem żniwami. Prowincją wiejską, małomiasteczkową, mentalną, dumną. Czasem zbrodnią, czasem nagłym rozczarowaniem. Pisarz to pojawia się, to znika. Opowiadania są tak różne, że wędrówka od jednego do drugiego, to zawsze lekko zaskakująca przygoda. Ulubione, bowlesowskie jest o zazdrości, a najbardziej zaskakujące to chyba to o antagonistach. W tle większości szumi przyroda, brodziec, kot, rzeka. Jako smakosz opowiadań mówię: TAK. Jedyny problem polega na tym, że nie można czytać wszystkich na raz, na jeden wieczór. Nie o to, nie o to chodzi, nie po to to pisanie, żeby efekt zbić w ciasny kłębek. Dawkujcie.

Wydawnictwo nieźle dało ciała przy korekcie. Nie ma przebacz. Zwłaszcza w posłowiu Justyny Sobolewskiej (która dokonała wyboru opowiadań do tego tomu) – na połowie strony zaginęły dwa słowa niszcząc sensy zdań. Takie czasy, mruknąłby Filipowicz przygryzając źdźbło trawy…

Kornel Filipowicz / Moja kochana dumna prowincja / Wydawnictwo Znak

Historie wysiedlonych

Nie mieli goretexu, atoma (uszytego z miłości), merynosów i skarpet. Treków też nie mieli. A wszystko, co mieli zostawili na pastwę wojny. Bieżeńcy. Przeczytajcie “Bieżeństwo 1915” Anety Prymaki-Oniszk. To historia Polaków, Białorusinów, Ukraińców, Łotyszy, Żydów, Ormian, Litwinów, Estończyków wysiedlonych z zachodnich kresów Imperium Rosyjskiego – m.in. dzisiejszego Podlasia oraz z części ziem Królestwa Polskiego. Na Syberię, na Krym, pod granicę z Chinami albo bliżej, do części europejskiej. Bieżeństwo – wysiedlenie, wygnanie, dobrowolny(?) wyjazd. Ogromnie dramatyczna historia ludzi spod Dubicz Cerkiewnych, Narewki, Hajnówki, Białegostoku – miejscowości tak dobrze mi znanych z podróży na Wschód. Podobno nie sposób zrozumieć Wschodu bez poznania historii bieżeńców. Najstarsi ludzie pamiętający 1915 rok i grozę nadchodzącej wojny już nie żyją, świadectw jest mało i są niepełne. Wygnanie, życie setki kilometrów od rodzinnych wiosek, a potem powrót do niewiadomego pozostają nieopisane.

Tę lukę stara się wypełnić Aneta Prymaka-Oniszk, wnuczka bieżeńców. To jest książka obowiązkowa. Bo to w dużej mierze historia prawosławna, być może właśnie dlatego tak nieobecna w historii Polski (katolickiej). Bo ważna jest pamięć o losach kilku milionów ludzi, z których jedna trzecia nie przeżyła podróży na wygnanie i z wygnania, ale też dlatego, że historia kołem się toczy, a my nie wyciągamy wniosków. Albo nie mamy zbyt wielkiego wpływu na historię układaną przez mocniejszych, bogatszych, wpływowych. Losy bieżeńców są dziwnie znajome. Opisy obozów przejściowych, łapówek, przyjmowania ludzi w nowych miejscach, życzliwość albo wrogość. Pomoc i niechęć. Rozpacz, śmierć najbliższych, choroby, brak środków do życia, trudności z aklimatyzacją w tymczasowym miejscu pobytu, brak pracy. Wyliczać można długo. Wydaje nam się, że żyjemy w stabilnym, zrównoważonym świecie, ale zanurzając się w historii bieżeńców ma się wrażenie, że wszystko jest zaskakująco i niepokojąco powtarzalne i kruche.

Zaczęłam czytać “Bieżeństwo 1915” przy kominku w Siemianówce. W ciepłym i gościnnym Domu na Wschodzie. Kończę w Poznaniu i zastanawiam się, jak bardzo bieżeństwo i składanie Polski po rozbiorach wpłynęło na to, jacy dziś jesteśmy – jako ludzie i naród? Czy tworzenie granic i wypychanie ze “swojej ziemi” ludzi mówiących innym językiem, wyznających inną religię, być może spiskujących przeciwko nam, nie daj boże myślących o sobie, jako o innym narodzie – czy to gdzieś w nas zostało? Czy to też powtarzalne emocje, tak bardzo zakodowane? Czy granice muszą być szczelnie zamknięte, opieczętowane, a przy wpuszczaniu kogokolwiek na ten “nasz” wychuchany teren, należy sprawdzić, czy obcy aby na pewno umie się przeżegnać i mówi “po naszemu”? Skończyłam czytać o trzeciej w nocy i mam poczucie, że te pytania są bardzo proste i bardzo trudne. Tak, jak i odpowiedzi.

Aneta Prymaka-Oniszk / “Bieżeństwo 1915” / Wydawnictwo Czarne

Więcej informacji o pracy, jaką wykonała autorka, znajdziecie tu: https://biezenstwo.pl/