Tag Archives: Bookowski. Księgarnia w Zamku

Reporterzy z Winiarni. Odcinek trzeci. Mikołaj Golachowski

Po książkę Mikołaja Golachowskiego “Czochrałem antarktycznego słonia” (wyd. Marginesy w serii Eko”) sięgnęłam z ciekawości reportażu ekologicznego. To momentami wręcz manifest. To nie jest taka, wiecie, literatura z ambicjami. To jest tekst, który pokazuje nam kawał świata jak z Parku Jurajskiego. Kilkumetrowe ssaki, olbrzymie wieloryby, śmieszne alki, drepczące pingwiny i śnieg, śnieg, śnieg. Książka jest fajnym źródłem wiedzy przyrodniczej podanej w skoczny sposób. Skoczny, bo Mikołaj to osoba z miejsca sprawiająca wrażenie szczerej i energicznej. Czasem do bólu szczerej. To może denerwować, ale może inspirować. Autor, zakochany w “miejscowych knajpkach pełnych lokalsów” gdzie piwo niedrogie, a rozmowy nieudawane – zgodził się przyjechać do nas, do Poznania. Opowiadał o Antarktyce, Arktyce, rosyjskich lodołamaczach atomowych, doli-niedoli Inuitów, zagrożeniach wywoływanych ocieplaniem się klimatu. Było też o urokach życia na stacjach badawczych i o pracy w “turystyce arktycznej”. Wiele z tych opowieści znajdziecie w książce o inne musicie zapytać autora 🙂

Miało być pieruńsko zimno. A tu lato pełną gębą. Przy trzydziestu stopniach Celsjusza (wrzesień!) robiliśmy malinową nalewkę na stacji Arctowski, na biegunie południowym, obserwowaliśmy morsy, uciekaliśmy przed uchatkami i żgaliśmy kijkiem niedźwiedzie polarne. Wszystko to dzięki Mikołajowi. I pamiętajcie – miś polarny nigdy nie zje pingwina – chyba, że “w źle zarządzanym zoo lub w wyniku jakiegoś durnego eksperymentu”. Dziękujemy Państwu za uwagę i oddajemy głos Mikołajowi Golachowskiemu i niezastąpionej grunwaldzkiej publice. A ponieważ to było ostatnie spotkanie tego cyklu, tutaj odnośniki:

TEKST KASI BONI TU,

TEKST IZY KLEMENTOWSKIEJ TU.

Wszystkie foty: Paweł Piekarski

A książki Mikołaja znajdziecie tu: KSIĘGARNIA

_h2b0769

Reporterzy z Winiarni. Odcinek drugi – Mikołaj Golachowski

Mogło być całkiem odwrotnie. Nie wiem, czego dokładnie spodziewałem się po spotkaniu w poznańskiej winiarni, ale, zapewne dlatego, że siedzibą zapraszającej mnie księgarni Bookowski jest Centrum Kultury Zamek, nie całkiem świadomie pełzały mi po głowie wizje omszałych piwnic, starych murów, beczek i pająków. A tu – niepozorny, parterowy budyneczek wśród bloków i willi poznańskiego Grunwaldu. Zwłaszcza w ciągu dnia nie rzucał się w oczy, a nawet jak już się rzucił, nie robił żadnego wrażenia. Ot, kolejny osiedlowy sklep. Za to w środku… No właśnie – mogło być całkiem odwrotnie. Omszała, klimatyczna piwnica mogła, jak sporo takich miejsc, okazać się w środku nadętą, niegościnną i nudną. Ale na szczęście tak nie było.

Już od progu gościnna gospodyni powitała nas pytaniem, czego się napijemy. Na mój niepewny uśmiech doprecyzowała, że chodzi o kolor. Zaczęło się więc od czerwonego wina, którym mogłem się raczyć zanim jeszcze dobrze się rozejrzałem po wnętrzu. A było po czym. Wszystkie ściany zastawione były tym co ze zdobyczy cywilizacyjnych lubię najbardziej, czyli winem i książkami. I jednych, i drugich wybór był spory, choć oczywiście pierwszych było więcej – w końcu to winiarnia była u siebie, a zaprzyjaźniona księgarnia tylko na gościnnych występach. Kontynuowałem zwiedzanie przy pełnym i smakowitym winie z mojego ulubionego regionu Rioja, powoli podłączając sprzęt i ustalając szczegóły spotkania. W międzyczasie dostałem pyszne, na miejscu robione pierogi, których wybór był właściwie jedynym problemem w trakcie całego wieczoru, bo wszystko w menu wyglądało i pachniało fantastycznie, a na coś trzeba się było zdecydować. Później, kiedy goście zaczęli już się schodzić, na stół dotarła butelka wyśmienitej szkockiej whisky, z rozbrajającym argumentem gospodarza, że przecież będziemy rozmawiać o rejonach polarnych, więc trzeba się trochę rozgrzać. Nie da się ukryć, że rozgrzanie bardzo się udało, choć podejrzewam, że nie tyle dzięki stopniowo opróżniającej się butelce, ile w związku z przyjazną, nieformalną atmosferą i ogólną życzliwością zarówno gospodarzy, jak i gości spotkania. Ciekawe rozmowy ciągnęły się długo w noc i dopiero po zmierzchu winiarnia pokazała swą prawdziwą naturę – na zewnątrz było równie tłoczno i gościnnie jak w środku. Lubię spotykać się z czytelnikami, ale ten wieczór pozostanie mi w pamięci jako zupełnie wyjątkowe. Do pełni szczęścia zabrakło tylko czarnego kota, ale mam nadzieję, że spotkam go następnym razem. I że ten następny raz zdarzy się wkrótce.

Mała Antarktyda w centrum Poznania. Rozmowy przy winie. Dzień trzeci

Nie chciał pisać…Na Japonii były dołeczki, ciekawe, co dziś? Prócz zimy, zimna i ciepła na zewnątrz?…Po co jechać na Antarktykę żeby napić się, pędzić alkohol skoro można wpaść do Winiarni Pod Czarnym Kotem?…Wyprawa jest symbolem metamorfozy, zmienia się klimat, otoczenie oraz ludzie nawet ci, z którymi zaczyna się tę wyprawę…Gratuluję pasji i doświadczeń!…Ej! Ciekawe czy można się zgłosić na taką wyprawę z dietą wegetariańską?…No coś ty! A co byś jadła?… No słyszałaś, że mają wielką zamrażarkę owoców… Ale słyszałaś do czego ich używają?… No tak. Malinowy chruśniak. Ciekawe, co Leśmian by na to powiedział… To taki typ metafizyczny, wcale nie geograficzny….Słyszysz ten gwar? … Ach! Odkrycie lingwistyczne!…Mała Antarktyda w centrum Poznania, chociaż gwar jak na stacji brazylijskiej…Co w Winiarni pod Czarnym Kotem zmieni się ósmego września 2016 roku? W menu pojawi się drink z “ostatnim pierdnięciem dinozaura”?… Sposób na Antarktydę? Pokora i zrozumienie…Jestem dzisiaj pierwszy raz w Czarnym Kocie. Jestem zachwycona atmosferą i klimatem tej knajpki…. Spotkanie z panem Mikołajem Golachowskim bardzo ciekawe!…Północne oczy… Czuję się oszukany, ponieważ nikt nie próbował mnie zabić, choć winiarnia była tania i pełna lokalsów…choć było o włos, kiedy porównałem dwie panie do dwustu kilowych zwierzołków…A ja bym coś zjadła…

3h2b0741

3h2b0905

3h2b0915

_h2b0993

_h2b0961-copy

_h2b1014

_h2b0912

_h2b0825

 

_h2b0829

_h2b0836

_h2b0868

_h2b0773

3h2b1023

Bukowski, och, Bukowski…

Do dziś nie do końca rozumiem, dlaczego nazwaliśmy księgarnię prawie jego nazwiskiem. Nie sączymy whiskacza spod lady, jesteśmy mili i schludni (chyba). Natomiast niewątpliwie chodziło o jakąś przewrotną sympatię do starego Chinaskiego. Noir Sur Blanc wypuściło chyba już trzecie wydanie “Na południe od nigdzie”. Okładka brzydka jak noc po pijatyce, plus różowy womit. Zawartość – opowiadania jak prawy sierpowy wymierzony Hemingwayowi. Jak to jest, że pisząc o rżnięciu, chlaniu, zarzynaniu – Bukowski nie tylko śmieszy i przeraża na przemian, ale jednak wyczuwa się, że ten facet ma coś więcej do powiedzenia? Że poziom cynizmu literackiego wspiął się u niego na wyżyny? No i kto umie tak pisać opowiadania? Szybkostrzelne i mięsiste?

Charles Bukowski / Na południe od nigdzie / tłum. Lesław Ludwig / Oficyna Literacka Noir sur Blanc

Reporterzy z Winiarni. Odcinek drugi. Iza Klementowska

Ciril Pedrosa rysując album “Portugalia”, w którym opisuje historię chłopaka poszukującego swoich korzeni, użył zmiennej kolorystyki. Akcja powieści graficznej dzieje się we Francji i w Portugalii. Gdy przemieszczamy się do Portugalii rysunki zyskują ciepłe barwy, dominują odcienie żółci i pomarańczu. Bohatera otacza język, z którego nie rozumie ani słowa. Nurza się w tej słonecznej rzeczywistości i zanim zacznie poszukiwać swojej historii, po prostu jest.  Słucha języka jak muzyki i po prostu jest. O takich samych początkach swojej portugalskiej podróży opowiedziała nam Iza Klementowska. Dlatego również fotograficznie przeniesiemy się na ciepłe i kawowo-winne ulice Lizbony, a może i Mozambiku… Za nami drugie spotkanie z cyklu Reporterzy z Winiarni. Poniżej tekst-impresja Izy Klementowskiej – autorki “Samotności Portugalczyka”, “Minut” oraz “Szkieletu białego słonia” –  i dialogi niezrównanej publiczności. Cykl zakończymy ósmego września spotkaniem z Mikołajem Golachowskim ( jego książki TUTAJ). Ciepło nie będzie. Będzie o Antarktyce. Zapraszamy! Z serdecznym ahoj! Winiarnia pod Czarnym Kotem & Bookowscy

Za spotkaniowe portugalskie kadry dziękujemy Pawłowi Piekarskiemu!

_H2B0636

Reporterzy z Winiarni. Odcinek drugi – Miejsce Spotkań. Iza Klementowska

Bufetowy Marcin zaczął od pytania: – Napijesz się wina? Jeszcze dwie minuty wcześniej szłam po zadziwiająco pustej ulicy i od tego nie-dziania się z każdym krokiem robiło mi się coraz bardziej sennie. Przez prawie pięćset metrów nie spotkałam ani jednego człowieka, z bocznej ulicy wyjechał samochód i szybko zniknął pozostawiając mnie jedynie z szumem drzew i odgłosem stąpania własnych, cichych przecież ze swej natury, tenisówek. Próg Winiarni pod Czarnym Kotem zmienił wszystko. Jakby ktoś przewrócił niezapisaną kartkę na drugą stronę pełną liter. W środku bowiem mrowie ludzi, oczy nagle przestały rozumieć, na kogo mają patrzeć, więc wzrok latał od stolika do stolika, zaczepiając po drodze o półkę z książkami zawieszoną na ciemnoszarej ścianie środkowego pomieszczenia i rzędy pustych krzeseł oczekujących na czytelników. Maria  przechwyciła mnie w odpowiednim momencie – zanim mózg zdążył opanować lęk przed dużą liczbą osób i nieśmiałość znowu dałaby o sobie znać. Skupiłam się na niej. A zaraz po niej na Bufetowym Marcinie i jego powitalnym pytaniu, które później okazało się bardzo powtarzalne, co akurat w miejscu takim jak Winiarnia nie powinno chyba dziwić. I pytań zaczęło być coraz więcej. Punkt 20:00 środkowa sala, do tej pory pusta jak dziurawa szalupa, do której nikt nie chce wejść, nagle wypełniła się. Wzięta w dwa ognie przez Marię i Bufetowego, pod obstrzałem kilkudziesięciu par oczu naprzeciwko, oddaliłam się najpierw do Lizbony, później do Maputo, a potem skakałam z jednego kontynentu na drugi próbując sama przed sobą zrozumieć, jakie licho zaniosło mnie w tamte okolice, że teraz o wszystkim odważam się opowiadać. Do uszu docierał szum rozmów i muzyki z przyległych sal, czasem ryk motocyklowego silnika przejeżdżającego przez ulicę przylegającą do patio Winiarni, ale mój mózg skupiony był na kolejnych obrazach wywołanych przez pytania Marii. O Antonio de Oliveirę Salazara – widziałam go nad talerzem pełnym uwielbianego przez niego drobiu, by za chwilę ujrzeć puste talerze więźniów jego dyktatury. O trzy Marie oskarżone za napisanie obrazoburczej książki – widziałam stosy egzemplarzy „Nowych Listów Portugalskich” wyrzuconych przez cenzurę na śmietnik. O mozambijskich Portugalczyków – widziałam Anę Abrantes, która ścina liście bananowca, żeby móc zobaczyć, kto wprowadził się do byłego domu przyjaciółki, która musiała opuścić Afrykę. O Mia Couto – widziałam go z oczami pełnymi łez, stojącego na stadionie z tysiącem innych, czekających aż portugalską flagę na maszcie zastąpi w końcu flaga niepodległego Mozambiku. O segregację rasową – widziałam ulicę Caldasa Xaviera, która jeszcze pięćdziesiąt lat temu oddzielała dzielnicę zamieszkiwaną przez białych od tej dla czarnych, a teraz jest miejscem swobodnych spotkań wszystkich nacji, jakie zamieszkują Maputo. I pomyślałam sobie, że Winiarnia pod Czarnym Kotem też jest takim miejscem, w którym historie z odległych stron świata spotykają się i mieszają z opowieściami z sąsiedniej ulicy. Przetrwa, dopóki ludzie będą chcieli ich słuchać, a Bufetowemu Marcinowi nigdy nie zabraknie ochoty, by pytać: – Napijesz się wina?

A CO NAM ZOSTAŁO? Rozmowy przy winie. Dzień drugi

Czego się napijesz? Piwo… Lane? Belgijskie?… Lech z sokiem… Nie ma! Belgijskie “Lev” Jest!…Nie idź w lewo… Idę w lewo…Lato się kończy a vinho verde znowu nie ma…A co nam zostało?…Czy na pewno jest tak źle, tak smutno?… Co czułaś będąc w Lizbonie?… Radość, słońce, wolność!… A saudade?…Ono unosi się tam w powietrzu…A w Polsce, co czujesz?… Czuję bezgraniczną tęsknotę za Lizboną!…Przywieź mi proszę sukienkę i sandały! Które? Te ślubne!…A Bufetowy wina portugalskie za wysoko postawił i teraz człowiek normalnie sięgnąć nie może! Małe ludzie też chcą wydać tu pieniądze!… Nudzisz się?… Nieee…Ale kupisz mi jakąś przegryzkę? …Zabierzesz mnie do Lizbony?…Ale ja już byłem w Lizbonie, ale tak, zabiorę cię!…Dlaczego mamy ten smutek wspólny?…Wiem czego nie chcę, ale nie wiem czego chcę, ot co… Hm, to głębokie, co powiedziałaś… Wiem, że nie chcę oliwek, ale chcę makaron z kurkami!… Ciekawe, na ile obcokrajowcy odbierają Portugalię tak melancholijnie, a na ile Portugalczycy tak sami siebie odbierają?…Portugalskie wino kiepsko w Winiarni reprezentowane…Pora to zmienić!…A gdzie porto???… Nie ma, nie słyszałaś? Salazar nie lubił!… Pamiętasz, jak byliśmy w knajpie gdzieś wewnątrz Portugalii? W małym miasteczku, przy rynku. Taka dla lokalsów…. Mhm…Była tam starsza pani, która zaciągnęła Gosię na zaplecze do swoich wnuków… Acha!…Było w niej tyle ciepła i w ogóle…Portugalia… Myślałam, że po spotkaniu już nic mnie w niej nie zaciekawi. Że zostanie mi opowiedziane zbyt wiele. A okazało się, że chcę wiedzieć coraz więcej i oszczędzać jeszcze mocniej na bilet do Lizbony i jeszcze dalej w Portugalię!… Napijesz się wina? Białe? Czerwone?…

 

_H2B0503

_H2B0590

_H2B0579

Untitled-3

Untitled-1

_H2B0580

_H2B0585

_H2B0599

_H2B0596

 

Pan Pelikan chce być człowiekiem.

To może być po prostu zmyślona historia o ptaku, który chciał zostać człowiekiem. Pelikan przestaje latać, wdziewa ludzkie ciuchy, jest trochę niezgrabny, ale za to przeciętny człowiek jest na tyle leniwy, że woli udawać, że nie widzi za dużych butów, dzioba i ogólnej “ptasiości” Pelikana. No chyba, że ten człowiek jest dzieckiem… A Pelikan jest zupełnie niesamowitą postacią. Pracuje w operze, uczy się czytać, chce sprowadzić do miasta swoją rodzinę. To, co zostało we mnie po tej książce, to melancholia. Pelikan mnie rozczula. O człowieku dowiaduje się dużo niefajnych rzeczy. Całą przykrą prawdę odkrywa przez czytanie gazet, encyklopedii i książek. 

To może być też opowieść o inności. O tym, że dzieci widzą więcej i mają odwagę patrzeć i dostrzegać. “Pelikan” mówi też sporo o samotności i potrzebie akceptacji. Samotny jest nie tylko pan Pelikan, ale też chłopiec – Emil – który po przeprowadzce do miasta tęskni za tatą, a mama osuwa mu się w czarną dziurę beznadziei na lepsze życie, lepszą pracę. Emil zaprzyjaźnia się z nowym sąsiadem, kóry ukrywa skrzydła i spędza sporo czasu w wannie. To chłopiec nauczy Pelikana czytać, to chłopiec uratuje ptaka gdy pewnego dnia przyjdą po niego zaniepokojeni stróże porządku.. Resztę doczytajcie. Może jest to książka dla dzieci, może dla dorosłych – zależy, kim się dzisiaj czujecie.
Opowieść jest piękna i jest z Finlandii.

Aha! Foto zrobione na Mierzei Wiślanej, gdzie właśnie w sierpniu obrączkuje się ptaki ruszające w zamorskie podróże – czyli migracje, migracje i jesień za pasem 🙂

“Pelikan. Opowieść z miasta” / Leena Krohn / ilustr. Manuel Blazquez / tłum. Iwona Kosmowska / Wydawnictwo Dwie Siostry (książka jest wznowieniem)

Książkę kupicie TUTAJ

Albo odwiedźcie nas w Bookowskim 🙂

Rok 2015 w Bookowskim – statystyki i refleksje.

wszystkim tu zaglądającym przypominamy, że księgarnia Bookowski mieści się w Poznaniu i można nas tam odwiedzić. jakiś czas temu, w zasadzie na życzenie Tomasza, ale i dla własnej przyjemności przejrzeliśmy, co się działo sprzedażowo w naszej małej korporacji. wpis facebookowy dedykowaliśmy klientom, a tu go archiwizujemy. może komuś się przyda jako mała porada, co przeczytać albo do jakichś badań statystycznych 😉 w każdym razie rzucam na pożarcie:

no i dobra. podejście pierwsze było takie – Tomasz przypadkiem podpalił tealightami listę bestów 2015 i wietrzyliśmy kuchnię zamiast debatować o literaturze. zapach wanilii i spalenizny przywodził na myśl sklepy cynamonowe. ale dość poezji, czas na liczby. proszę Państwa:

KSIĄŻKI, KTÓRE W BOOKOWSKIM. Księgarni w Zamku  KUPOWALIŚCIE W 2015 ROKU NAJCZĘŚCIEJ:

1. WILKI, Adam Wajrak, Wydawnictwo AGORA. cóż mogę powiedzieć. kampania reklamowa jak się patrzy. dopomógł jej zwłaszcza obecny minister ds “wycinki puszcz i dobywania węgla gdzie się da”. nie ukrywam – cieszy mnie to niezmiernie, że tyle osób zaopatrzyło się w książkę, która stała się literaturą interwencyjną. nie bez znaczenia jest tu aura otaczająca autora oraz jego podróż po Polsce. spotkanie w Zamku przeszło do historii najdzikszych wydarzeń, przy których pracowaliśmy. panie Adamie – kłaniamy się w pas. proszę pozdrowić od nas białowieskie drzewa

2. JAK PRZESTAŁEM KOCHAĆ DESIGN, Marcin Wicha, Wydawnictwo Karakter. książka prosta i uczciwa. do dziś słyszę: “boję się przeczytać Wichę, bo byłem na spotkaniu i on ma rację…”. no tak, spotkanie. u nas to naturalne, że książki “spotkaniowe” skaczą w rankingu sprzedażowym. ale jeśli chodzi o Wichę, to proroctwo jest takie, że “Jak przestałem…” stanie się pozycją nieśmiertelną. to jedna z ważniejszych książek ubiegłego roku – może nie wielka literatura, ale rzecz, po którą będę sięgać, która wraca, bo jest taka po prostu normalna. spotkanie z Marcinem też było wydarzeniem oczyszczającym 🙂 nie było na sali i przy kawie dizajnera. był człowiek, który patrzy na świat bez filtrów, jakoś tak wprost i szczerze. powinien założyć telefon zaufania dla sfrustrowanych grafików i projektantów.
dzięki, Marcinie!
(no i ta okładka!)

3. POD ZIEMIĄ, POD WODĄ, Aleksandra i Daniel Mizielińscy Wydawnictwo Dwie Siostry. czyli robimy wyjątek dla książki dziecięcej w zestawieniu dorosłym. dlaczego? bo Tomasz słusznie ocenił, że tę książkę kupują duzi dla dzieci, ale i dla siebie. i że to będzie taka kultowa pozycja jak nasze “Niesamowite przekroje”, w które wgapialiśmy się do nieprzytomności.
bo przyłapaliśmy przy niej osoby w każdym wieku. od trzylatka (!!!) do starszego pana, taty i dziadka w jednym. Mizielińscy zawojowali świat, bez dwóch zdań.

4. BIAŁYSTOK, Marcin Kącki, Wydawnictwo Czarne. znów spotkaniowo. ale książka sprzedawała się dużo i często. publicystyczny sznyt Kąckiego plus ważny a drażliwy temat zrobiły swoje. przeczytałam “Bałystok” na trzy raty. co jakiś czas odkładałam, bo to trudna literatura. i też, nie ukrywam, napisana tak, żeby bolało. zresztą, już o tym wspominałam, zapraszam do archiwum tego bloga –> bookowscy.wordpress.com
to zaskakujące, jak często ta książka wybierana była jako prezent pod choinkę. jesteście Państwo odważni. zupełnie serio.

5. MAM 30 LAT, MATERIAŁY DO ĆWICZEŃ, Natalia Sajewicz, Wydawnictwo Papierówka. suprajs! 😀 wiemy, co robicie w wolnych chwilach. dziergacie tureckie swetry. nie mówcie, że nie.

6. CO TO JEST ISLAM? Tahar Ben Jelloun, tłum. Helena Sobieraj, Dorota Zańko. znów Wydawnictwo Karakter. książka tak bardzo potrzebna, że nie wyobrażam sobie bez niej zeszłego roku. i 2016 też nie. bierzcie i czytajcie.

7. 😀 ŚMIERĆ PIĘKNYCH SAREN, Ota Pavel, tłum. Andrzej Czcibor-Piotrowski, Józef Waczków, Czuły Barbarzyńca. zaskoczeni? my trochę też. faktycznie, przypominam sobie, że otworzyłam nią kilka zatwardziałych anty-czytelniczych serc, trafiła też do niesamowicie pięknych osób, które szukają w literaturze części swojej duszy. zaatakowaliśmy Pavlem kilku nastolatków. i powiemy jedno – nie ma takiej drugiej książki. ona przywraca czucie w literackich synapsach. serio.

8. CZASY SECONDHAND, Swietłana Aleksijewicz, tłum. Jerzy Czech, Wydawnictwo Czarne. badumtss, noblistka. i jej najbardziej poczytna książka. przynajmniej u nas najczęściej pytaliście o tę właśnie. znów odsyłam do bookowskiego bloga. i kłaniam się czytelnikom.

9. NA WSCHÓD OD ARBATU, Hanna Krall InstytutR. pani Hanna Krall przyjechała i podbiła Salę Wielką. książka to wznowienie (2014), a tu proszę, takie zainteresowanie 🙂

10. ŚMIERĆ I ŻYCIE WIELKICH MIAST AMERYKI, Jane Jacobs, Centrum Architektury. było spotkanie w lutym i jest ważna książka. o mieście z perspektywy matki posyłającej dziecko do sklepu pod czujnym okiem sąsiadów i ziomków z dzielni. tak z grubsza. Jane Jacobs budzi taką sympatię, że książka nieodmiennie kusi z regału.

I JESZCZE jedenaste miejsce, ŻEBY TRADYCYJNIE 10 POZYCJI BYŁO SPOŚRÓD LITERATURY “DOROSŁEJ”, jedenastka to zabójczy duet:

11. DETROIT, Charlie Le Duff, tłum. Iga Noszczyk // 13 PIĘTER, Filip Springer, pozdrawiamy Czarne, Wołowiec, Gorlice i Warszawę.
jako, że szeroko komentowaliśmy obie książki, powiem tylko tyle:
to, że występują w zestawieniu razem TO MUSI BYĆ PRZYPADEK. bo połączenie tych dwóch reportaży da coś pomiędzy Alternatywami 4 a Mad Maxem. nie chcę tego widzieć.

ORAZ DESER:

12. ANIMALIUM, Jenny Broom, Katie Scott, tłum. Katarzyna Rosłan, Wydawnictwo Dwie Siostry. czyli wyjątek drugi. tak sobie pomyśleliśmy, że “Animalium” jest dowodem na prężne życie książki papierowej. bo kochamy jej formę, bo jest przepiękna, bo cudownie z nią być i zanurzać się w niej. prawda?
niedługo dodruk!

i co? i tyle. chociaż moment. resume: REPORTAŻ. czytacie go tyle, że aż strach. jeśli chodzi o prozę, to wysoko znajduje się choćby Tove Jansson i jej “Wiadomość”, “Bliskość” Marina Malaicu-Hondrariego (Wydawnictwo Książkowe Klimaty) oraz Houellebecq z “Uległością”. wśród wydawnictw dziecięcych wybija się Wydawnictwo Zakamarki, po którego książki wpadacie do nas chętnie i często. SPOŚRÓD POEZJI najgłośniej krzyczy Marcin Świetlicki i jego tomik “Delta Dietla”.
co nas bardzo cieszy – lubicie nasz antykwariat. przygarniacie nawet mocno “złachane” książki, cieszycie się znajdując tytuły z dzieciństwa. oglądacie różne wydania, rozmawiacie o tym, jak kiedyś wydawało się książki. uwielbiamy Was wtedy podsłuchiwać

DRODZY, DRODZY. wiadomo, że nasz ranking jest ostro wydarzeniowy. wiadomo, że “Detroit”, to moja sprawka, bo polecałam na prawo i lewo 😛 wiadomo, że oprócz masowo sprzedawanych tytułów cieszą takie zupełnie niepozorne pojedyncze sukcesy. każdy księgarz ma swoje typy, każdy chciałby przekabacić na swoją stronę (Tomasz i jego “Księgi jakubowe”, ja z “Bartnikiem Ignatem”, Dominika i jej “Stryjeńska”). i tak się toczy księgarskie życie 😉
DZIĘKUJEMY DZIĘKUJEMY DZIĘKUJEMY
w końcu TO WY stworzyliście ten ranking.

IMG_0310