Tag Archives: karakter

Straszna opowieść o wykorzystywaniu

Mam problem, bo “Świństwo” to straszna opowieść o wykorzystywaniu: kobiet przez mężczyzn, kobiet przez kobiety, ludzi przez system polityczny i ekonomiczny. Co tu ukrywać – ludzi przez ludzi. Zezwierzęcenie jest formą ucieczki? Poza tym w głowie mam koktajl ze skojarzeń z “Candy” Southerna&Hoffenberga (tłum. Świerkocki), “451* Farenheita” Bradbury’ego (tłum. Michałowska) – oraz wisienka – z “Dzisiejszymi czasami” Chaplina. Nie ma happy endu, nie ma dobrych ludzi.

I co teraz? Czytać? Nie czytać? Czytać się chce, bo jak Przemek Dębowski zrobi książkę, to mi się jej po prostu chce. Obwoluta jest szara, wnętrze różowe, tłumaczenie (śmiem rzec) dobre, treści niestety aktualne po wsze czasy. Tylko mój eko-terrorystyczny mózg wskazuje palcem i skrobie paznokciem – wilki nie jedzą ludzi. No chyba, że wilkołaki. Ale ludzie też nie zamieniają się w świnie….aaaa, czekaj, wróć…hmm.

Marie Darrieussecq / Świństwo (Truizmy) / tłum. Barbara Walicka / Karakter

 

Książka w kolorze sepii

Nie wiem, ilu osobom już mówiłam, że Agneta Pleijel, to jeden z najlepszych strzałów Wydawnictwa Karakter. Po zimnej “Wróżbie” przyszła w tym roku druga powieść “Zapach mężczyzny”. Obie przetłumaczone przez Justynę Czechowską a wizualnie zaprojektowane przez Przemka Dębowskiego. Uwielbiam je czytać – czysto technicznie, bo są doskonale złożone i dlatego, że Pleijel pisze magnetycznie. W “Zapachu mężczyzny” dziewczynka/kobieta znów przepracowuje swoje relacje, tym razem dalej od rodziców, na studiach. Lęki, odcięcie pępowiny, próba życia na własnych warunkach, szamotanie się w poszukiwaniu swojej własnej wersji niewymyślonej przez nikogo. Związki. Próba naprawienia życia rodzicom i olśnienie przychodzące zbyt późno, że nie od tego są dzieci, że dzieci to osobne byty, że idzie się w końcu swoją drogą. A potem rodzi się swoje dziecko i to trochę zaskakujące, choć trudno powiedzieć dlaczego.
pleijel
Może to powieść obyczajowa, może autoterapeutyczna, może psychologiczna, w najlepszym sensie kobieca – może to wszystko na raz. Opowiadaczką jest znów Pisarka. Z perspektywy czasu opowiada i ogląda pod światło, nie ocenia Dziewczynki, zastanawia się, przypomina sobie, odtwarza ścieżki, ulice, mieszkania. To jest książka w kolorze sepii, starej fotografii, którą oglądamy po raz setny i dokładamy do innych, układamy ciągi, grupujemy, rozsypujemy. Wiemy, jak dziś byśmy postąpili, co trzeba było zrobić – wiemy? Znacie to uczucie? Że trzeba było to inaczej rozegrać, wrócić/iść, powiedzieć/zmilczeć. Ale teraz mamy już tylko te pożółkłe fotografie, trochę dokumentów, wspomnienia i to, co musimy sobie w głowie i sercu poukładać.

Na pewno dobrze posmakować Pleijel. A nabywać w pakiecie. To dobry prezent.

Agneta Pleijel / “Wróżba”, “Zapach mężczyzny” / tłum. Justyna Czechowska / Wydawnictwo Karakter

 

We are living in America…

Na początku zapachniało Bukowskim: “Bob Munroe obudził się, leżąc twarzą w dół. Bolała go szczęka, darły się poranne ptaki, a w majtkach coś mocno uwierało”. Dalej robiło się momentami duszno, przygnębiająco i bez perspektyw. Trzy ostatnie teksty sprawiają, że rzeczywiście coś cię uwiera, niekoniecznie w majtkach.

To nie jest horror, fantasy ani diagnoza społeczna – ale trochę koktajl z tych składników. Opowiadania o strachach z przedmieścia, zboczeńcach za rogiem, kredytach, co rujnują życie. Fundatorem tych atrakcji jest głównie życie, sąsiad, rodzina i czasem american dream. Smutek alzheimera, niespełnione (seksualnie, a co) nastolatki na nudnym przedmieściu, groza wesołego miasteczka bez klauna (tendencyjne, ale jakże skuteczne), a na koniec kompletny odpał – wikingowie z odjechanego opowiadania tytułowego „Ruiny i zgliszcza” – coś między grą komputerową, Monthy Pythonem i dobrym serialem. Nieźle się bawisz, trochę truchlejesz, ale: “i tak późną nocą budzisz się i leżysz, nasłuchując skrzypnięć i plusku wioseł, szczęku stali: wytężasz słuch, bo a nuż jacyś ludzie płyną ku twojemu domowi.”

Idzie jesień, przyjemnie grzeje słońce (albo nieprzyjemnie ciągnie po stopach wiatr z północy), warto machnąć coś dobrego a ponurego.

Wells Tower / Ruiny i zgliszcza / tłum. Michał Kłobukowski / Wydało Wydawnictwo Karakter

Książkę kupicie TUTAJ: BOOKOWSKI.EU

 

Agneta Pleijel nad brzegiem dzieciństwa

“Wróżba” bardzo mi przypomina komiksy Alison Bechdel, która rysuje i pisze, żeby dotrzeć do sedna swoich relacji z rodzicami. Nie wiem, jak Wam to opowiedzieć, bo fabuła w zasadzie zostaje jakoś tak poza świadomością? Czytamy o licznych przeprowadzkach rodziny Nety (utrudniających zakorzenienie się), o perypetiach rodzinnych, ale to wszystko spowite jest Freudem, kąpielą w rozhulanym oceanie, krzykiem na brzegu morza, poszukiwaną kobiecością. Scenariusz życia bohaterki jest jakiś taki chwiejny. Neta próbuje się dowiedzieć, kim jest ona, kim dla siebie są jej rodzice, niezbyt przyjaźni dziadkowie, tajemnicza, piękna i niezależna Ricky, której “odrębne” życie toczy się według tytułowej wróżby. Neta chce sobie wytłumaczyć dramat zdrady i rozpadu związku rodziców. Pływa w tym wszystkim, unosi się, podejmuje pierwsze własne, choć ciągle naznaczone stemplem rodziców, decyzje. Do tego narracja. Zdania też pływają – w dwóch narracjach – Nety, wczesnej nastolatki i dorosłej Agnety. Obie potrafią spleść się w jednym zdaniu jakby dziewczynka cały czas żyła i boksowała się ze sobą w głowie dorosłej kobiety-pisarki. Jakby obie próbowały sobie tę narrację uporządkować odnajdując w kolejnych zdarzeniach i “wróżbach” potwierdzenie swoich wyborów czy podejrzeń, poszukać znaków w przeszłości, które zostały zlekceważone albo odczytane, ale z lękiem wyparte. “Wtedy” w perspektywie “dziś” i “dziś” w świetle “wtedy”?


Książka na dwa wieczory. Mimo, że dramatyczna, to jednak tchnąca skandynawskim chłodem i spokojem zmrożonego jeziora. Po tym wszystkim, co ostatnio czytałam, to jest bardzo delikatna rzecz, pajęczyna emocji. Taka dobrze opowiedziana podróż w dzieciństwo, w którym czasem jesteśmy trochę osamotnieni, a dorośli wydają się mniej sensowni niż powinni być – osaczają, nieświadomie (albo chorobliwie) krzywdzą, są nieobecni, trochę zimni, ale przecież wiemy, że szukają swojego własnego szczęścia. Jak my wszyscy, prawda?

Agneta Pleijel / Wróżba / Wydawnictwo Karakter / tłum. Justyna Czechowska / książka jest bardzo pięknie wydana.

co to jest islam?

wiem jakieś totalnie podstawowe rzeczy o islamie. boję się fanatyzmu, ale w każdej religii – chyba najbardziej we własnej, bo muszę się wtedy bronić, tłumaczyć, że to nie tak, że to nie jest moje, że fanatyzm nie jest spójny z podstawowymi sprawami – wolnością, szacunkiem i miłością do drugiego człowieka.

wyobrażam sobie, że książka Tahara Ben Jellouna powstała z podobnych powodów. chęci opowiedzenia (a opowiadać pan Tahar umie doskonale!) o pewnym proroku i pewnej religii. to historia mocna, wynikająca z wiedzy, wiary i przekonania, że trzeba wiele rzeczy wyjaśnić – dorosłym i dzieciom, wprost, w formie dialogu oraz odpowiadania na FAQ (chusta, burka, Arabska Wiosna, skąd się bierze agresja w islamie?). mam takie poczucie, że powinniśmy tę książkę z uwagą przeczytać. ze dwa razy. i wiele z niej zapamiętać i opowiadać – dzieciom, znajomym, rozmawiać, dyskutować. może w ten sposób oswoimy nieoswojone? a też spojrzymy na własną religijność lub jej brak, z trochę innej perspektywy? bardziej empatycznej?

i fragment, który, tak myślę, mówi nie tylko o islamie…:
“Należy z jednej strony w imię bezpieczeństwa walczyć z fanatykami (to sprawa policji), a z drugiej – doprowadzić do ewolucji mentalności i zaakceptowania tego, co jest faktem: islam da się pogodzić z demokracją, wolnością i laickością. W tym celu konieczne jest, aby europejscy politycy przestali eksploatować tę religię do celów wyborczych i wykorzystywać strach do rządzenia krajem.”

Tahar Ben Jeloun / “Co to jest islam?” / tłum. Dorota Zańko, Helena Sobieraj / Wydawnictwo Karakter

książkę kupisz tu!

albo po prostu do nas wpadnij!

IMG_9699

 

dajcie nam spać!

nie byłam jeszcze u fryzjera. za mało kupiliście. za mało zamówiliście przez naszą stronę, która przecież działa 24/7 w dzień i w nocy. dlaczego nie korzystacie? po co spać, skoro można kupić sobie książkę? potem można nie spać dalej i czytać tę książkę…

ja po takich lekturach czuję się złym człowiekiem uczestniczącym w jakimś zbolałym procesie napędzania gospodarki, która i tak nas przemieli i wypluje kiedy tylko jej się spodoba. cały świat jest podporządkowany mechanizmom sprzedaży. nawet wydłużanie naszego życia przez Amerykańskich Naukowców – konsument dłużej pociągnie – więcej kupi. nie dać się zwariować – staje się jakąś misją totalną. dobrze pojęta ekologia – koniecznością. sen – oznaką buntu! minimalizm i dystans do świata posiadaczy – warunkiem zdrowia psychicznego.

ta książka jest o nieustanności. ciągłości – pracy, konsumpcji, wytwarzania. dążeniu do jak największej aktywności – łącznie z pomysłami na zlikwidowanie nocy, w której wykazujemy się zbędną pasywnością – śpimy. a sen jest bezwartościowy. “w globalnym paradygmacie neoliberalnym śpią tylko niedojdy”. ta książka mówi mi o tym, że żyjemy w ciągłym “świetle”, brakuje nam prywatności, a tylko w “mrokach prywatnej egzystencji” nasze “ja” może się rozwijać, znaleźć czas na refleksję i zadumę.

co do pozbawienia nas snu, niczym więźniów z Guantanamo (kontrola nad snem jest przerażającym narzędziem przejęcia kontroli nad całym człowiekiem, poniżenia go i podporządkowania). no to sorry. tu przegrali. zasypiałam zawsze i wszędzie. straciłam nawet w ten sposób ząb wpadając pod stół (zasnęło mi się nad kaszką). śpijcie dobrze na przekór kapitalizmowi i pielęgnujcie swoje prywatne mroki egzystencji. kibicujemy i sobie, i Wam.

24/7. Późny kapitalizm i koniec snu / Jonathan Crary / przekł. Dariusz Żukowski / Wydawnictwo Karakter

książkę kupisz tu!

lub po prostu do nas wpadnij!

IMG_9013