Tag Archives: komiks

Komiks na uspokojenie

W lutym minął rok od śmierci Jirō Taniguchiego, wydawanego w Polsce przez Hanami. Obok historii Guy Delisle’a, to najładniejszy komiks zeszłego roku. I zupełnie inny. Cykl cichych, uważnych historii, spacerów po mieście, powrotów z pracy. Moknie w deszczu, pływa w basenie po zapadnięciu zmroku, po zamknięciu; wchodzi w ulotne kontakty z przechodniami, podgląda ptaki, rzekę i spadające płatki kwiatów wiśni – Idący człowiek. Komiks, który czyta się i ogląda dla uspokojenia, dostrzeżenia zwyczajności i wspólnego, kojącego spaceru z Taniguchim, dla gorącej kąpieli, wspinania się na drzewo, dla czerpania przyjemności ze spoglądania na codzienność. Bardzo piękna rzecz, kończy się nakład, spieszcie się.

Na język polski “Idącego człowieka” przetłumaczył Radosław Bolałek, który chowa swoje nazwisko, gdzieś pod stopką redakcyjną.

Jiro Taniguchi / Idący człowiek / tłum. Radosław Bolałek / Hanami

Advertisements

O szaleńcu, który katologował ptaki

John James Audubon. Żył w dziewiętnastym wieku i cel miał wielki – narysować/skatalogować wszystkie (wszystkie) gatunki ptaków Ameryki Północnej. Prawie oszalał, gdy dotarło do niego, że nie jest w stanie tego zrobić. Uświadomił sobie również, jak szybko znikają gatunki i że być może jego rysunki będą niebawem źródłem historycznym. Miał ci on żonę żyjąca na szczytach gór cierpliwości i ogromnej miłości do swego męża płodzącego kolejne dzieci i spędzającego w domu niewiele czasu. Nie chcieli go wydać w Stanach, to pojechał do Wielkiej Brytanii, gdzie znani z birdwatchingowej pasji Anglicy z miejsca zachwycili się rysunkami. Dzisiaj reprinty niezwykłych rysunków Audubona można kupić w albumach (mamy w Bookowskim*), a gadżety książkowe i inne są licznie obecne na Amazonie. Lornetki, kubki, reprodukcje.

A powieść graficzną o tym szalonym kolesiu stworzyli Fabien Grolleau oraz Jeremie Royer, wydało wydawnictwo Nobrow w 2016 r. Komiks podobno będzie tłumaczony na język polski. Przy lekturze trzeba pamiętać, że opowieść toczy się w czasie przed wojną secesyjną, niewolnictwo jest “normą”, a w lasach żyją rdzenni mieszkańcy kontynentu. Za chwilę wytępione zostaną bizony, zmiany obserwujemy oczami Audubona i wiemy, że jest on świadom nieodwracalności pewnych procesów w przyrodzie i w świecie. Autorzy zaznaczają, że sam Audubon mógł konfabulować nieco w swoich wspomnieniach, a w powieści znajdują się zdarzenia prawdopodobne (jak spotkanie z Darwinem), ale nie potwierdzone. Całość oddaje ducha audubonowskiego przedsięwzięcia i jego barwnego życia.

“Despite his foibles, history will remember Audubon as an unparalleled ornithological painter, one of fledgling America’s pioneer landscape adventurers, as well as a writer and one of the fathers of modern American ecology.”

Czy warto po komiks sięgnąć? Warto. Powiadam. DLA KOGO? Dla ptasiarzy, miłośników powieści graficznych, dla przyrodników, dla ciekawskich, dla dorosłych oraz starszej młodzieży.

Audubon. On the Wings of the World / Fabien Grolleau & Jeremie Royer / NOBROW / London – New York 2016

Foto poczynione w gościnnych progach namiotu obozu letnio-jesiennego by Akcja Bałtycka.

 

* “The Birds of America” John James Audubon, wydało The Natural History Museum

audubon 2

Prosta i celna kreska kronik

Z Guy Delislem (czyt. Gi Delilem) łączy mnie to, że czasem śpiewam coś pod nosem. A poza tym niewiele. Na półkach mamy “Kroniki birmańskie” i “Kroniki jerozolimskie”. Żona Delisle’a pracuje dla organizacji pozarządowej (Lekarze bez granic) w związku z czym małżeństwo mieszka to tu, to tam. Rok w Birmie, rok w Jerozolimie. Podczas, gdy żona pracuje w biurze lub w terenie, Delisle zajmuje się dziećmi (najpierw synem, później synem i córką) i poznaje okolicę oraz pracuje – rysuje. Guy Delisle jest dla mnie odkryciem roku. Oba komiksy stoją frontami w okolicach biurka, bo po prostu lubię te okładki, zwłaszcza “Kronik birmańskich”. Absolutnie uwodzi mnie figura pracującego z domu ojca, spacerującego, będącego takim wprost, zagadującego, obserwującego. Delisle z ręką w kieszeni popija kawę z dużego kubka, odwozi dzieci do przedszkola, spędza z nimi czas na przedpołudniach dla dzieci dyplomatów (dzieci z niańkami, matki z drinkiem i ten jeden ojciec). Poza tym przekonuje wszystkich, że rysowanie powieści graficznych to też praca.

kroniki2

Kreskę ma prostą, a celną. Jest mistrzem niemych kadrów. Jest mistrzem obserwacji – w Jerozolimie pewien Arab wypożycza drewniane krzyże, jeśli ktoś ma ochotę poczuć się jak Chrystus i przejść tradycyjną drogę krzyżową. Delisle próbuje zobaczyć i opowiedzieć Jerozolimę, obserwuje jej różnorodność, ścieranie się różnych światopoglądów. Mimo całej lekkości i doskonałego poczucia humoru, nie ucieka od momentów grozy. Czasem spada bomba, czasem wybuchają niepokoje, agresja, ktoś gdzieś utknie, jest blokada, nie można wrócić do domu. Długo czytałam “Kroniki jerozolimskie”. Długo i z namysłem, próbując ułożyć sobie w głowie sprawy społeczno-polityczno-religijne miasta. Ale i tak, najcenniejsze u Delisle’a są drobiazgi, nieprzegadane kadry. I takie cukierki, jak ten w Birmie – żona autora jedzie na kilka dni w teren, a on zostaje z synem pierwszy raz sam na tak długo. Zmagania rodzica z materią własnego zmęczenia, zniecierpliwienia pomieszanego z troską, wreszcie powrót matki, która od progu nie marzy o niczym innym, jak o nakarmieniu syna, bo ma piersi obolałe od nadmiaru pokarmu. Do tego birmańskie i jerozolimskie realia, knajpki, mury, osiedla, walka o klimatyzację, o tusz do rysowania, o komputer, o internet, o powiew wiatru, o zdrowie po zjedzeniu posiłku od obwoźnego gastronoma. Czytajcie i oglądajcie. Bardzo, bardzo warto. Oba tomy wydała Kultura Gniewu. Oba przetłumaczyła Katarzyna Koła-Bielawska

Guy Delisle / Kroniki birmańskie / tłum. Katarzyna Koła-Bielawska / Kultura Gniewu

Guy Deliske / Kroniki jerozolimskie / tłum. Katarzyna Koła-Bielawska / Kultura Gniewu

Jak ocalić dumę narodową?

Dzień odpoczynku spędziliśmy w lesie, gdzie koziołek, dwie sarny, krzyżodziób(!) pomarańczowy jak płomyk, gruby gil, a poza tym żywego ducha. Z nosem przy ziemi i wykrywaczem metalu włóczyli się poszukiwacze skarbów. Popiliśmy lipy z miodem, poczytaliśmy Świdzińskiego. Czarno-biało, mało kresek, a drogo, jak to komiks. Jak zrobić film, najlepiej bez reżysera, bez scenariusza i z górą hajsu, a z użyciem (i zużyciem) stażysty. I jak na końcu ocalić dumę narodową? Kim jest Producent? Kto zagra Kościuszkę? Kto za tym wszystkim stoi? Bardzo haha, bardzo się uśmiałam, śmiech mój rozsadził strop około strony trzysetnej (spoiler!). Potem było mi trochę smutno. Bo cóż. No. Świdziński w formie, obstawiamy, czy go wsadzą (haha…), polskość polska wystawiona na szwank i dźgnięta kreską ołówka. Ku refleksji. Ku namysłowi. Ku dystansowi. Kuku.

Jacek Świdziński / Powstanie film narodowy / Kultura Gniewu

Komiksowe opowieści bezkresne

Liście lecą, jesień się rozgościła, zaduszki za pasem, Łauma wychodzi na łów. KaeReL jak nikt łączy szalenie odpowiadające mi poczucie humoru (nieco mroczne) ze swobodnym (ale zupełnie poważnym) pisaniem o śmierci i przemijaniu oraz… o poszukiwaniu siebie i zwalnianiu obrotów. Chyba jest tak, że Karol Kalinowski bardzo wtopił się w suwalski krajobraz, a to oznacza, że porusza się między ludźmi, przyrodą i zjawami z dawnych podań i robi to w tak naturalny, lekki sposób, że mogę czytać jego opowieści po wiele razy. I “Kościsko” i “Łauma” są niesłychanie wyraziste, wypełniają mi lukę na opowieści bezkresne, bohaterowie mają tysiąc albo trzysta, albo trzydzieści lat, śmierć jest czymś naturalnym, a na cmentarzach bywa podejrzanie wesoło. To nie banalizowanie, może oswajanie. Wszyscy umrzemy, czasem chorujemy, nieraz bardzo poważnie (patrz “Kościsko”), ale taki jest rytm życia i śmierci. KaeReL dokłada do tego magię, ale taką z ludowych podań. Miksuje, dorzuca swój niepowtarzalny humor, popkulturę i otrzymujemy komiksy dla dużych i małych o niespotykanej urodzie.

O czym jest “Łauma”? Po śmierci babci Dorotka z rodzicami przenoszą się z miasta do Łojm niedaleko Suwałk. Tata Dorotki rzuca pracę w dużej firmie (był grafikiem), mama upiorną pracę w szkole. Układają sobie życie na wsi. Remontują dom, przypadkiem zabijają dziadka… Ciiii. Dorotka nawiązuje nowe znajomości. Jedną z bliższych i groźniejszych z Łaumą. Po okolicy błąkają się istoty z dawnych wierzeń. Trochę osamotnione, bo ludzie już w nie nie wierzą. Co niepomiernie wkurza bożka Perkuna.

Czy Dorotka ocali wieś przed przerażającym smutkiem Łaumy? Czy poleje się krew dzieci? Kto mieszka w stawie? Co do tego wszystkiego ma pan Norbi oraz przebój “Always on my mind”? Bierzcie (może nie na cmentarze) “Łaumę” i czytajcie. Forma komiksowa sprzyja szybkiej lekturze. Gwarantuję, że będziecie do tej fabuły wracać, bo nie da się jej tak po prostu odłożyć na półkę.

KaeReL czyli Karol Kalinowski / Łauma / wydała Kultura Gniewu

Chodźcie z nami do Kościska!

Wiem, że “eee, nie lubię czytać komiksów”. Wiem, że jak ktoś nie lubi to nie przekonam. Ale, jeśli nie zdarzyło Wam się wcześniej czytać tej formy albo po prostu zapominacie o jej istnieniu, a lubicie dobre opowieści, to coś Wam powiem. Ja lubię dobre opowieści – w prozie, poezji, komiksie. W komiksie nie mogą być narysowane w bardzo awangardowy sposób, bo nie daję rady. “Kościsko” jest narysowane czadowo. Napisane tak, że do niektórych scen wracam kilka razy. Z poczuciem humoru, z nutką grozy. To jest historia o czymś bardzo ważnym, bo o próbie przeżycia resztki danego czasu z osobą, którą się bardzo kocha (z synem) i ze świadomością, że choroba nie odpuści. Tak właśnie, “Kościsko” to czułe story w oprawie zjaw, południc, wodników i świata, który istnieje gdzieś w podskórnej warstwie naszej oswojonej rzeczywistości. Miasteczko Kościsko to azyl stworzeń z dawnych słowiańskich wierzeń. Wokół tempo życia przyspiesza, lasy padają, autostrady się wydłużają, cywilizacja postępuje…a od czasu do czasu pojawia się człowiek, który od tej cywilizacji ucieka i szuka schronienia na przedmieściach. I trafia do Kościska… I zaczynają się dziać ciekawe rzeczy….Dodam tylko, że główny bohater dostaje robotę w lokalnej bibliotece, która jest czymś więcej niż zwykłą biblioteką (ale to przecież normalne w każdej porządnej bibliotece…)
A moim ulubionym bohaterem jest pan Leszy. Polecam. Zalecam. Na liściopad jak znalazł. Dla dorosłych i dla niedorosłych.

“Kościsko” / Karol “KaeReL” Kalinowski / Kultura Gniewu seria Krótkie Gatki

Po książkę zapraszamy do księgarni internetowej bookowski.eu

Albo do Bookowskiego w Zamku 🙂

 

Biały Bartniku, gdzie jesteś?

“Bartnik Ignat i skarb puszczy” Tomka Samojlika to komiks dla młodszych i starszych o potędze, ale i przytulności i pięknie, i magii lasu. nie byle jakiego lasu, bo tego najstarszego – Puszczy Białowieskiej. grozi mu zagłada. Caryca Katarzyna właśnie dorwała się do polskich ziem i dzieli włości. kawał Puszczy dostaje się straszliwemu, podłemu uosobieniu zła – generałowi Sobakiewiczowi. generał chce Puszczę wyciąć i spieniężyć. ale… ale w głębokim lesie, jakby poza czasem, żyje w spokoju i harmonii z naturą stary bartnik Ignat. rozmawia ze zwierzętami, kumpluje się z wilkami, dogląda dzikich pszczół. wędrujemy z nim przez las, poznajemy jego przyjaciela Franciszka Karpińskiego, który, być może, właśnie pisze “Laurę i Filona” albo składa strofy kolędy “Bóg się rodzi”. nie spotkamy Jana Jakuba Rousseau, choć ten podobno prawie przeprowadził się do Puszczy, ale przez matactwa niegodziwego pośrednika z biura podróży – pan Jakub obraził się na Polaków i został u siebie.  no cóż.

tymczasem zjadamy śniadanie z Ignatem i ruszamy na obchód: mijamy budników pilnujących stosów, w których wypala się węgiel drzewny, zaglądamy do barci, wyplatamy łapcie z lipowego łyka i w końcu trafiamy do serca Puszczy. w sercu bije źródło wody życia, a niekiedy wszystko tam rosnące zamienia się w złoto. ile w tym prawdy – wie tylko legendarny obrońca białowieskich ostępów – Biały Bartnik. czy legenda powróci, by uchronić ekosystem przed generałem Sobakiewiczem? kim jest tak naprawdę bartnik Ignat? czym jest “skarb Puszczy”? co się stanie z budnikami? i czy mały niedźwiadek odnajdzie mamę? czytajcie, a zdobędziecie wiedzę. a na końcu książki czekają na Was ciekawe informacje na temat Karpińskich, historii Puszczy, wypalania węgla i doglądania barci.

a autor? autor koleguje się z panem Adamem Wajrakiem i pracuje w Instytucie Biologii Ssaków w Białowieży w Zakładzie Ekologii Populacji. najprościej rzecz ujmując, bada ślady obecności człowieka w Puszczy i jej wpływ na ekosystem. dla fascynatów dodam, że w tym samym miejscu pracowała Simona Kossak, a dyrektorem Białowieskiego Parku był przez lata Jan Jerzy Karpiński – potomek Franciszka. kto ma ochotę – niech poszpera w antykwariatach i poszuka książek pana Jana Jerzego – okraszone jego własnymi fotografiami historie czyta się tak samo dobrze, jak “Wilki” Wajraka, a najpiękniejsze jest to, że przenosimy się z Karpińskim w czasy, gdy Puszcza była jeszcze naprawdę dzika, wśród ostępów przemykali łowczy, a raz ryś odgryzł pół ogona pewnemu bobrowi…

“Bartnik Ignat i skarb Puszczy” dostępny chwilowo tylko na aukcjach internetowych. nakład się wyczerpał, czekamy na dodruk. mam nadzieję, że się szybko pojawi, bo coś mi się zdaje, że jest bardzo potrzebny.

“Bartnik Ignat i skarb Puszczy / Tomek Samojlik / wyd. Centrala

 

IMG_0356