Tag Archives: #KulturaGniewu

Prosta i celna kreska kronik

Z Guy Delislem (czyt. Gi Delilem) łączy mnie to, że czasem śpiewam coś pod nosem. A poza tym niewiele. Na półkach mamy “Kroniki birmańskie” i “Kroniki jerozolimskie”. Żona Delisle’a pracuje dla organizacji pozarządowej (Lekarze bez granic) w związku z czym małżeństwo mieszka to tu, to tam. Rok w Birmie, rok w Jerozolimie. Podczas, gdy żona pracuje w biurze lub w terenie, Delisle zajmuje się dziećmi (najpierw synem, później synem i córką) i poznaje okolicę oraz pracuje – rysuje. Guy Delisle jest dla mnie odkryciem roku. Oba komiksy stoją frontami w okolicach biurka, bo po prostu lubię te okładki, zwłaszcza “Kronik birmańskich”. Absolutnie uwodzi mnie figura pracującego z domu ojca, spacerującego, będącego takim wprost, zagadującego, obserwującego. Delisle z ręką w kieszeni popija kawę z dużego kubka, odwozi dzieci do przedszkola, spędza z nimi czas na przedpołudniach dla dzieci dyplomatów (dzieci z niańkami, matki z drinkiem i ten jeden ojciec). Poza tym przekonuje wszystkich, że rysowanie powieści graficznych to też praca.

kroniki2

Kreskę ma prostą, a celną. Jest mistrzem niemych kadrów. Jest mistrzem obserwacji – w Jerozolimie pewien Arab wypożycza drewniane krzyże, jeśli ktoś ma ochotę poczuć się jak Chrystus i przejść tradycyjną drogę krzyżową. Delisle próbuje zobaczyć i opowiedzieć Jerozolimę, obserwuje jej różnorodność, ścieranie się różnych światopoglądów. Mimo całej lekkości i doskonałego poczucia humoru, nie ucieka od momentów grozy. Czasem spada bomba, czasem wybuchają niepokoje, agresja, ktoś gdzieś utknie, jest blokada, nie można wrócić do domu. Długo czytałam “Kroniki jerozolimskie”. Długo i z namysłem, próbując ułożyć sobie w głowie sprawy społeczno-polityczno-religijne miasta. Ale i tak, najcenniejsze u Delisle’a są drobiazgi, nieprzegadane kadry. I takie cukierki, jak ten w Birmie – żona autora jedzie na kilka dni w teren, a on zostaje z synem pierwszy raz sam na tak długo. Zmagania rodzica z materią własnego zmęczenia, zniecierpliwienia pomieszanego z troską, wreszcie powrót matki, która od progu nie marzy o niczym innym, jak o nakarmieniu syna, bo ma piersi obolałe od nadmiaru pokarmu. Do tego birmańskie i jerozolimskie realia, knajpki, mury, osiedla, walka o klimatyzację, o tusz do rysowania, o komputer, o internet, o powiew wiatru, o zdrowie po zjedzeniu posiłku od obwoźnego gastronoma. Czytajcie i oglądajcie. Bardzo, bardzo warto. Oba tomy wydała Kultura Gniewu. Oba przetłumaczyła Katarzyna Koła-Bielawska

Guy Delisle / Kroniki birmańskie / tłum. Katarzyna Koła-Bielawska / Kultura Gniewu

Guy Deliske / Kroniki jerozolimskie / tłum. Katarzyna Koła-Bielawska / Kultura Gniewu

Advertisements

Jak ocalić dumę narodową?

Dzień odpoczynku spędziliśmy w lesie, gdzie koziołek, dwie sarny, krzyżodziób(!) pomarańczowy jak płomyk, gruby gil, a poza tym żywego ducha. Z nosem przy ziemi i wykrywaczem metalu włóczyli się poszukiwacze skarbów. Popiliśmy lipy z miodem, poczytaliśmy Świdzińskiego. Czarno-biało, mało kresek, a drogo, jak to komiks. Jak zrobić film, najlepiej bez reżysera, bez scenariusza i z górą hajsu, a z użyciem (i zużyciem) stażysty. I jak na końcu ocalić dumę narodową? Kim jest Producent? Kto zagra Kościuszkę? Kto za tym wszystkim stoi? Bardzo haha, bardzo się uśmiałam, śmiech mój rozsadził strop około strony trzysetnej (spoiler!). Potem było mi trochę smutno. Bo cóż. No. Świdziński w formie, obstawiamy, czy go wsadzą (haha…), polskość polska wystawiona na szwank i dźgnięta kreską ołówka. Ku refleksji. Ku namysłowi. Ku dystansowi. Kuku.

Jacek Świdziński / Powstanie film narodowy / Kultura Gniewu

Komiksowe opowieści bezkresne

Liście lecą, jesień się rozgościła, zaduszki za pasem, Łauma wychodzi na łów. KaeReL jak nikt łączy szalenie odpowiadające mi poczucie humoru (nieco mroczne) ze swobodnym (ale zupełnie poważnym) pisaniem o śmierci i przemijaniu oraz… o poszukiwaniu siebie i zwalnianiu obrotów. Chyba jest tak, że Karol Kalinowski bardzo wtopił się w suwalski krajobraz, a to oznacza, że porusza się między ludźmi, przyrodą i zjawami z dawnych podań i robi to w tak naturalny, lekki sposób, że mogę czytać jego opowieści po wiele razy. I “Kościsko” i “Łauma” są niesłychanie wyraziste, wypełniają mi lukę na opowieści bezkresne, bohaterowie mają tysiąc albo trzysta, albo trzydzieści lat, śmierć jest czymś naturalnym, a na cmentarzach bywa podejrzanie wesoło. To nie banalizowanie, może oswajanie. Wszyscy umrzemy, czasem chorujemy, nieraz bardzo poważnie (patrz “Kościsko”), ale taki jest rytm życia i śmierci. KaeReL dokłada do tego magię, ale taką z ludowych podań. Miksuje, dorzuca swój niepowtarzalny humor, popkulturę i otrzymujemy komiksy dla dużych i małych o niespotykanej urodzie.

O czym jest “Łauma”? Po śmierci babci Dorotka z rodzicami przenoszą się z miasta do Łojm niedaleko Suwałk. Tata Dorotki rzuca pracę w dużej firmie (był grafikiem), mama upiorną pracę w szkole. Układają sobie życie na wsi. Remontują dom, przypadkiem zabijają dziadka… Ciiii. Dorotka nawiązuje nowe znajomości. Jedną z bliższych i groźniejszych z Łaumą. Po okolicy błąkają się istoty z dawnych wierzeń. Trochę osamotnione, bo ludzie już w nie nie wierzą. Co niepomiernie wkurza bożka Perkuna.

Czy Dorotka ocali wieś przed przerażającym smutkiem Łaumy? Czy poleje się krew dzieci? Kto mieszka w stawie? Co do tego wszystkiego ma pan Norbi oraz przebój “Always on my mind”? Bierzcie (może nie na cmentarze) “Łaumę” i czytajcie. Forma komiksowa sprzyja szybkiej lekturze. Gwarantuję, że będziecie do tej fabuły wracać, bo nie da się jej tak po prostu odłożyć na półkę.

KaeReL czyli Karol Kalinowski / Łauma / wydała Kultura Gniewu