Tag Archives: #podróże

O krukach

Bernd Heinrich o krukach. Jeśli kiedykolwiek miałabym pojechać do Stanów, byłby to stan Maine. Coraz częściej wpada w ucho, że lasy tamtejsze piękne i rozległe. I krążą nad nimi stada Corvus Corax, które tak polubił Pan Bernd. Historia związków przyrodnika z krukami i badań nad nimi jest bardzo ciepła. Heinrich ma w sobie coś niesamowicie sympatycznego – zarówno gdy ściąga krowie truchło z ciężarówki i zbiera z drogi padlinę na potrzeby badań, jak i gdy je śniadanie, pije kawę i żałuje, że nie może tej czynności pokontemplować, bo nauka czeka. A naokoło lasy Maine. To tylko drobiazgi, tak na zachętę, smacznego 😉

Gościnny udział w sesji – Maciej “Zmarzlina” Gierszewski, foto: Tomasz “Mokra stopa” Kandziora, nad nami bielik, kruki, myszak, gęsi.

Bernd Heinrich / Umysł kruka / tłum. Michał Szczubiałka / Wydawnictwo Czarne

Advertisements

Momenty o ciszy i bezkresie

Kot spogląda podejrzliwie albowiem wie wszystko o łazęgach i bezdrożach. Adam Robiński wie też sporo. Ale. Coś mnie drażniło przez jakąś niecałą połowę książki. Maniera? Styl? Czy męska wyłączność na odkrywanie świata? O-ho. Żony zostają z remontami, szczeniącymi się suczkami i zadaniem znalezienia najlepszego namiotu dla wyruszającego w spływ kajakowy Wisłą męża. No tak. No bo jak. Na deser Zofia Nałkowska, która (niestety?) przyćmiła swego ojca – geografa i publicystę – książkami z dzisiejszego kanonu lektur szkolnych. Ała. To są sprawy, których można się czepiać, można też przemyśleć i spróbować wybaczyć. Piszę o nich, bo po kilku rozmowach, ponownej lekturze, próbie złagodzenia osądu – nadal mnie coś drażni. Uczciwość nakazuje więc przyczepienie się. A teraz…

Dobrze, panie Robiński, teraz trochę panu wybaczę. Za tytuł – bo “hajstra” to piękne słowo i na dodatek oznacza odludka – bociana czarnego. Wyłapuję te momenty o ciszy, bezkresie i pustych przestrzeniach zasypanych śniegiem, gdzie tylko lisi trop niepokojąco przecina nam drogę. Wybaczę, bo można śladem książki dotrzeć wreszcie do Kampinosu, do Puszczy Karpackiej, gdzie stuletnie jodły, zgniotek cynobrowy, puchlinka ząbkowana i planowany, a niechciany przez lobby biznesowe, Turnicki Park narodowy. Nawet trochę polubię za Rogera Deakina, który przyjeżdża z przyjaciółką w Bieszczady i wędrują śladami wysiedlonych wiosek i ludzi, po których zostały ule i jabłka w zdziczałych sadach. Jak cukierek smaczny jest fragment o tolkienowskich drzewach, o najlepszej tłumaczce Tolkiena Marii Skibniewskiej. Na deser – sposób na ochronę starych, potężnych drzew – kapliczki. Dlaczego?


Zabierzcie “Hajstry” Adama Robińskiego do pociągu. To dobre miejsce do takiej lektury. “Hajstry” mają sporo mielizn, ale na mieliźnie zawsze można spotkać jakiegoś brodźca, kszyka czy inne ptaszydło. Takie książki cenię za tropy i podpowiedzi, za zachętę do wskoczenia w treki i wyruszenie do lasu. To macie, czytajcie i szukajcie czegoś dla siebie.

Adam Robiński / “Hajstry” / Wydawnictwo Czarne

Księgarze w pogoni za książką

Kiedyś pojechaliśmy za “Miedzianką” Springera do Miedzianki. Na piwo, po łubin i na łąkę. W ubiegły weekend pojechaliśmy za srokami Staszka Łubieńskiego na Akcję Bałtycką. Akcja Bałtycka co roku wiosną i jesienią rozbija obozy na Mierzei Wiślanej i na “Bukowie” czyli obok Dąbkowic, na takim pięknym zadupiu między jeziorem Bukowo a Bałtykiem. Tam, przez kilka miesięcy w roku pracownicy i wolontariusze obserwują ptasie migracje, obrączkują ptaki, prowadzą badania, gotują kolektywne obiady, słuchają morza. Spędziliśmy z nimi półtora dnia, zdecydowanie za mało, ale zdecydowanie warto było prawie nie spać, dać się wychłostać wiatrowi i wreszcie zobaczyć trochę słońca, sokoła wędrownego, klucze gęsi, modraszkę face to face i nalot wąsatek na naszą noclegownię. Dlaczego Was tym zanudzam? A bo pomyślałam, że opowiem o tym, jak książki jednak czasem wpływają na rzeczywistość. Bo gdyby Stanisław nie napisał “Dwunastu srok za ogon”, to pewnie nie poznałabym ani jego, ani Michała, ani nigdzie bym w ten weekend nie pojechała. Mam nadzieję, że też macie takie książki, które dają nowe radości, nowych przyjaciół i znajomych i kierują Was w rejony wcześniej nie tyle nawet nieznane, co nie-pomyślane. Macie, prawda? 🙂

Za gościnę nadmorską podziękowania niech przyjmą fajni ludzie (Ela, Danusia, Monika, Piotr, a szczególnie Michał Polakowski!) oraz jeden prześwietny pies 🙂