Tag Archives: #poezja

Kobiety

„Po diabła te kobiety piszą?”. Takiego pytania nigdy nie zadano wprost, ale od początku lat dziewięćdziesiątych wisiało w powietrzu. Próbowano dla kobiet utworzyć osobną kategorię, niech się otorbi ta ich pisanina jak łagodny nowotwór. Przy tym mieszano pojęcia. Nigdy nie było jasne, czy określenie „literatura kobieca” oznacza książki pisane przez kobiety, czy te, w których mówi się o sprawach kobiet, czy może romanse. Jakby pisząc o tym zjawisku zakładali, że trzy wyróżniki z natury rzeczy spełniają się łącznie, a specyfika tej literatury wynika z kobiecej fizjologii.”
Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską w książce „Jaka piękna iluzja” (Znak).

Ida Linde w tłumaczeniu Justyny Czechowskiej i z rysunkami Zosi Dzierżawskiej, wydana przez Lokatora. Najpiękniejszy tytuł na bookowskich półkach – „Jeśli o tobie zapomnę, stanę się kimś innym”. O cieple lata i chłodzie jesieni, śmierci, która taka oczywista, przychodzi po cichu i zawsze nagle. Ale najbardziej o tym, że się tęskni i o kąpieli w balii. Uwaga na niebezpieczne słowa – kobiecość, męskość, ciało, menstruacja, starość.

Joanna Roszak w wierszach opowiada mi (bo poezja każdemu opowie coś trochę innego), że ciągle po kole, ciągle to samo, ciągle zatrzaskujemy drzwi przed obcym, przecieramy z kurzu pusty talerz, przykładamy palec do ust. I gawrony. Gawrony siwieją, w schronisku skamlą psy. Tomik “Przyszli niedokonani” wydało Biuro Literackie.

I na koniec albo na początek – Puszcza. Bo Puszcza też jest kobietą. Wędruję palcem po Trybie Jagiellońskim, gdzie już, być może, czeka na mnie włochatka. Pięknego dnia, bez goździka (lepiej tulipan), a z refleksyjnością level hard!

Advertisements

Czy Bookowski to Bukowski?

Co jakiś czas (średnio 10 minut) pyta mnie ktoś, dlaczego ta księgarnia nazywa się Bookowski i czy to ma coś wspólnego z tym pijakiem Bukowskim? Otóż. Tak. Na grzbiety książek (wtedy w dużo ładniejszym wydaniu) Charlesa gapiłam się w każdej księgarni myśląc o tym, że nie czytałam żadnego pisarza amerykańskiego i że kiedyś trzeba będzie. I było. W skrócie zupełnym – tak, zaprzyjaźniliśmy się. Od nielubianego przez wielu “Listonosza”, w którym cenię zapędy pisarza wkurwionego na nierówności społeczne, na życie nizin socjalnych. Tak to czytałam. A scenę, w której listonosz brnie przez ocean deszczu mam wyrytą w którymś płacie mózgu. Nie mam sentymentu do “Kobiet”, lubię “Szmirę”, zadumałam się wreszcie nad “Hollywood”, w którym Bukowski z żoną obserwują zgniły światek miasta marzeń. A z przyjęć wychodzą całkiem wcześnie, bo trzeba nakarmić koty. Lubię o Bukowskim myśleć w całości. Od zaangażowanego postmana, przez detektywa Nicka Belane’a poszukującego Celina (bo Hemingway nie żyje), samotnego pisarza-pijaka, kolesia szukającego ludzi, ale skutecznie ich do siebie zniechęcającego, aż po starszego, żonatego kolesia z kotami. Co jeszcze? Lubię tę lapidarność, absurd, dystans do rzeczywistości i zjawisk.

Rodzina Bukowskiego pochodzi z Niemiec z terenów dzisiejszej Polski. Babka Emilia pochodziła z Danzig. On sam w wieku trzech lat przeniósł się z rodzicami do Los Angeles i zmienił imię z Heinrich na Charles. Zmarł na białaczkę, był alkoholikiem, parę razy z tym walczył. Pisarz płodny, poeta i prozaik. słyszałam kiedyś legendę, że odwiedził raz Polskę. A może to chodziło o Henry’ego Millera… To nie jest tak, że kocham bezwarunkowo Bukowskiego. Ale jest dla mnie ciekawostką. I cały czas myślę, że dużo pisał o tym, że może i Ameryka to kraj marzeń, jak śpiewa Barbara Streisand u Duck Sauce’a “this is a place of opportunities”, ale sporo z tych marzeń i szans trafia szlag, alkohol i depresja.

Bukowskiego w Polsce wydaje Oficyna Literacka Noir sur Blanc, a tłumaczą sami mężczyźni: Jan Krzysztof Kelus, Robert Sudół (który lubi “Kobiety”, a nie lubi “Listonosza” 😉 ), Michał Przybysz, Lesław Ludwig, Marek Fedyszak, Tomasz Mirkowicz, Jacek Lachowski; poezję: Leszek Engelking, Piotr Madej, Michał Kłobukowski, Marcin Baran, Dobrosław Rodziewicz.

ps. No pewnie, że Bookowski to nie Bukowski. Chociaż myśleliśmy o tym. Ale wtedy pod ladą musiałby lać się twardy alko, na ladzie podawalibyśmy ciężki egzystencjalizm, a pracę kończyli nad ranem. A my jednak kochamy się w literaturze dziecięcej, prozie wspanialej, poezji ptasiej, komiksie czy typografii. Więc nie tylko Bukowski. Ale skorzystałam z okazji, żeby porozwodzić się o Charlesie, bo trzeba od czasu do czasu 😉