Tag Archives: #ptaki

O krukach

Bernd Heinrich o krukach. Jeśli kiedykolwiek miałabym pojechać do Stanów, byłby to stan Maine. Coraz częściej wpada w ucho, że lasy tamtejsze piękne i rozległe. I krążą nad nimi stada Corvus Corax, które tak polubił Pan Bernd. Historia związków przyrodnika z krukami i badań nad nimi jest bardzo ciepła. Heinrich ma w sobie coś niesamowicie sympatycznego – zarówno gdy ściąga krowie truchło z ciężarówki i zbiera z drogi padlinę na potrzeby badań, jak i gdy je śniadanie, pije kawę i żałuje, że nie może tej czynności pokontemplować, bo nauka czeka. A naokoło lasy Maine. To tylko drobiazgi, tak na zachętę, smacznego 😉

Gościnny udział w sesji – Maciej “Zmarzlina” Gierszewski, foto: Tomasz “Mokra stopa” Kandziora, nad nami bielik, kruki, myszak, gęsi.

Bernd Heinrich / Umysł kruka / tłum. Michał Szczubiałka / Wydawnictwo Czarne

Advertisements

O szaleńcu, który katologował ptaki

John James Audubon. Żył w dziewiętnastym wieku i cel miał wielki – narysować/skatalogować wszystkie (wszystkie) gatunki ptaków Ameryki Północnej. Prawie oszalał, gdy dotarło do niego, że nie jest w stanie tego zrobić. Uświadomił sobie również, jak szybko znikają gatunki i że być może jego rysunki będą niebawem źródłem historycznym. Miał ci on żonę żyjąca na szczytach gór cierpliwości i ogromnej miłości do swego męża płodzącego kolejne dzieci i spędzającego w domu niewiele czasu. Nie chcieli go wydać w Stanach, to pojechał do Wielkiej Brytanii, gdzie znani z birdwatchingowej pasji Anglicy z miejsca zachwycili się rysunkami. Dzisiaj reprinty niezwykłych rysunków Audubona można kupić w albumach (mamy w Bookowskim*), a gadżety książkowe i inne są licznie obecne na Amazonie. Lornetki, kubki, reprodukcje.

A powieść graficzną o tym szalonym kolesiu stworzyli Fabien Grolleau oraz Jeremie Royer, wydało wydawnictwo Nobrow w 2016 r. Komiks podobno będzie tłumaczony na język polski. Przy lekturze trzeba pamiętać, że opowieść toczy się w czasie przed wojną secesyjną, niewolnictwo jest “normą”, a w lasach żyją rdzenni mieszkańcy kontynentu. Za chwilę wytępione zostaną bizony, zmiany obserwujemy oczami Audubona i wiemy, że jest on świadom nieodwracalności pewnych procesów w przyrodzie i w świecie. Autorzy zaznaczają, że sam Audubon mógł konfabulować nieco w swoich wspomnieniach, a w powieści znajdują się zdarzenia prawdopodobne (jak spotkanie z Darwinem), ale nie potwierdzone. Całość oddaje ducha audubonowskiego przedsięwzięcia i jego barwnego życia.

“Despite his foibles, history will remember Audubon as an unparalleled ornithological painter, one of fledgling America’s pioneer landscape adventurers, as well as a writer and one of the fathers of modern American ecology.”

Czy warto po komiks sięgnąć? Warto. Powiadam. DLA KOGO? Dla ptasiarzy, miłośników powieści graficznych, dla przyrodników, dla ciekawskich, dla dorosłych oraz starszej młodzieży.

Audubon. On the Wings of the World / Fabien Grolleau & Jeremie Royer / NOBROW / London – New York 2016

Foto poczynione w gościnnych progach namiotu obozu letnio-jesiennego by Akcja Bałtycka.

 

* “The Birds of America” John James Audubon, wydało The Natural History Museum

audubon 2

Jedzenie z widokiem na Śnieżkę

Niech Was nie zmyli ten tytuł. Slow Life to mają ci, co do nich jadą. Magda z Mateuszem gotują i podają jedzenie tak, że do dziś pamiętam tę soczewicę z parmezanem i pesto, prosto z patelni, wniesioną przez bosostopego Mateusza wprost na ten boski stół z piaskowca… Był sierpień, upał taki, że woda w studniach wysychała, spływ pontonem po Bobrze skończył się taszczeniem za sobą pontonu. Staliśmy w wodzie po kostki patrząc na wydrę i zimorodka. Wrócilismy na obiad do Wlenia, a w zasadzie na jego koniec, pod górkę, na skarpę, gdzie osadzony w zboczu dom i stół zastawiony do wspólnego jedzenia. To tam w sercu Tomasza pierwszy raz zagościła miłość do zielonej soczewicy i brokuła (!!!) w jakimś magicznym, absolutnie pysznym sosie. To tam były warzywa świeże i aromatyczne na śniadanie, chleb pachniał, kawa bulgotała w kawiarce, a wieczorem na tarasie świerszcze zagłuszały lekturę. Pod stopami Wleń, zapomniany przez ludzi, turystów, a może i Boga, bo kazanie wołało o pomstę do upałem wypalonego nieba. Dookoła Dolny Śląsk i jego tajemnice i wygasłe wulkany.

We wstępie Magda pisze, jak to jest, wyrwać się z Warszawy i zaryzykować taką oto Polną Zdrój. Pisze bez mitologii. Że jak przeliczycie kasę i siły i Wam wyjdzie, że nie – to może jednak nie ryzykujcie? Im się jakoś psychicznie i fizycznie skalkulowało i są, i goszczą, i pasą do dzisiaj. Co gotują, to macie w woluminie. Magda ułożyła jadłospisy pod konkretne imprezy (wesele, sylwester, stypa), bo jak mówi, to komponowanie sprawia jej wielką przyjemność. Jest tu mięcho, ale bez niego też coś znajdziecie. A wspomnienia naszych kubków smakowych mówią, że to bezmięsne, a proste, a pyszne, że hej!

“Slow Life z widokiem na Śnieżkę czyli Polna Zdrój” / Magda Trojanowska & Co / Wydawnictwo Marginesy

Aha, my tam pojechaliśmy takim tropem dziwnym, acz charakterystycznym – logotyp Polnej zrobiła Marianna Sztyma i tak po nitce ilustratorskiej pojechaliśmy na wakacje… No co zrobisz…

Księgarze w pogoni za książką

Kiedyś pojechaliśmy za “Miedzianką” Springera do Miedzianki. Na piwo, po łubin i na łąkę. W ubiegły weekend pojechaliśmy za srokami Staszka Łubieńskiego na Akcję Bałtycką. Akcja Bałtycka co roku wiosną i jesienią rozbija obozy na Mierzei Wiślanej i na “Bukowie” czyli obok Dąbkowic, na takim pięknym zadupiu między jeziorem Bukowo a Bałtykiem. Tam, przez kilka miesięcy w roku pracownicy i wolontariusze obserwują ptasie migracje, obrączkują ptaki, prowadzą badania, gotują kolektywne obiady, słuchają morza. Spędziliśmy z nimi półtora dnia, zdecydowanie za mało, ale zdecydowanie warto było prawie nie spać, dać się wychłostać wiatrowi i wreszcie zobaczyć trochę słońca, sokoła wędrownego, klucze gęsi, modraszkę face to face i nalot wąsatek na naszą noclegownię. Dlaczego Was tym zanudzam? A bo pomyślałam, że opowiem o tym, jak książki jednak czasem wpływają na rzeczywistość. Bo gdyby Stanisław nie napisał “Dwunastu srok za ogon”, to pewnie nie poznałabym ani jego, ani Michała, ani nigdzie bym w ten weekend nie pojechała. Mam nadzieję, że też macie takie książki, które dają nowe radości, nowych przyjaciół i znajomych i kierują Was w rejony wcześniej nie tyle nawet nieznane, co nie-pomyślane. Macie, prawda? 🙂

Za gościnę nadmorską podziękowania niech przyjmą fajni ludzie (Ela, Danusia, Monika, Piotr, a szczególnie Michał Polakowski!) oraz jeden prześwietny pies 🙂