Tag Archives: Tomasz Samojlik

Rozwiązanie konkursu “Z Pompikiem po Wielkopolskim Parku Narodowym”

Po pierwsze wszyscy uczestnicy wykonali takie prace, że jesteśmy ciężko wzruszeni i zachwyceni. W nocy odbyły się narady z Tomkiem Samojlikiem i tak oto po burzliwych rejsach po Jeziorze Góreckim wyłonili się zwycięzcy:

1. POMYSŁ JULII ZAJĄC (lat 5,5)

Żubr Pompik powinien w Wielkopolskim Parku Narodowym spotkać dwa ciekawe pająki – topika i tygrzyka paskowanego. Książeczka mogłaby mieć tytuł „Poszukiwania pająków”.

Oto uzasadnienie Julki, dlaczego te zwierzęta:

1. Topik jest niezwykły, bo całe życie spędza pod wodą, a nie jest rybą. To jedyny taki pająk w Polsce!

2. Topik robi sobie pęcherzyk z powietrzem wokół pupy! Strasznie to zabawne!

3. Topik buduje gniazdo pod wodą!

4. Tygrzyk nie jest aż tak niezwykły jak topik, ale za to jest piękny i kolorowy i wygląda jak tygrys.

5. Oba pająki są rzadkie i występują w WPN

6. Pająki są pożyteczne, bo łapią muchy.

7. Julka jest dzielna i pająków ani robali się nie boi

8. Do tej pory pająki pojawiły się tylko chwilowo w Sadze o ryjówkach – chcemy więcej!

Tomasz Samojlik:

Julio, jesteś genialna! Pająki to rzeczywiście świetni bohaterowie. Na pewno któryś pojawi się w mojej książce!

 

2. POMYSŁ WOJCIECHA ZAJĄCA (lat 7,5)

Żubr Pompik powinien w Wielkopolskim Parku Narodowym spotkać nocne zwierzęta – puszczyka i gacka brunatnego. Książeczka mogłaby mieć tytuł „Nocni łowcy”.

Oto uzasadnienie Wojtka, dlaczego te zwierzęta:

1. Bo są nocne i wtedy idą na łowy

2. Puszczyk jest symbolem WPN

3. W WPN mieszka wiele gatunków nietoperzy, ale gacek brunatny jest najfajniejszy, bo ma śmieszne wielkie uszy, jak zając!

4. Nietoperze łowią ofiary na słuch i umieją wisieć do góry nogami!

5. Sowy świetnie widzą w nocy i latają prawie bezgłośnie!

6. Młode puszczyki są puchate i strasznie śmieszne [uwaga mamy: Wojtek zaczytywał się kiedyś w książce o przyrodzie/lesie i chichrał się straszliwie przy fragmencie, że gdy młode puszczyki się wykluwają, rozbijają skorupkę jaja ostro zakończonym dziobem, a i sam dźwięk słowa „puszczyk” był dla niego superśmieszny ]

7. Puszczyk jest symbolem parku, więc jeśli nie w tej części, to w której ma się pojawić?

8. Pan Tomek świetnie rysuje puszczyki


Tomasz Samojlik: Wojtku, masz rację, puszczyk po prostu musi się pojawić w tym zeszycie. Mamie Wojtka dziękuję za wskazówkę o chichraniu!

 

3. POMYSŁ ZOSI (lat 5) i TATY PIOTRA:

Miejsce: brzeg Jeziora Góreckiego z widokiem na Wyspę Zamkową

Zwierzę: Perkoz dwuczuby

Uzasadnienie: Wielkopolski Park Narodowy to “muzeum form polodowcowych” i kraina wielu jezior, a perkoz to typowy ptak, który pojawia się na dużych jeziorach. Na dodatek ma ciekawą nazwę, zawadiackie czubki na głowie i fantastyczny zwyczaj “wożenia” swojej rodziny na plecach.

Przygoda Pompika, do której powstała ilustracja:

Pompik dotarł nad brzeg Jeziora Góreckiego. Zauważył ruiny zamku na wyspie. Był bardzo ciekawy, czy w tym zamku mieszka wielki Lądolód, o którym tyle słyszał w okolicy, ale bał się przepłynąć taki kawał drogi. Wtem w pobliżu pojawił się perkoz dwuczuby. Na jego grzbiecie Pompik ze zdziwieniem dostrzegł gromadkę piskląt. Mały żubrzyk szybko zaprzyjaźnił się z perkozią rodziną, a tata perkoz wytłumaczył mu, cóż to takiego ten ogromny lądolód…

Tomasz Samojlik: Zosiu, perkozy są niesamowite, też muszą się pojawić w zeszycie o Wielkopolskim Parku Narodowym. Dziękuję!

Bookowscy: Zosiu, Tato Piotrze, uważamy, że opowieść o strasznym lądolodzie jest kapitalna i powinniście ją kontynuować!

 

4. Nagroda dodatkowa od Księgarzy:

Historyjka wymyślona przez Gabrysię (lat 7):

‘Pompik biegał po lesie z koszykiem  i zbierał grzyby kanie. Na swej drodze spotkał drapieżnego ptaka siedzącego na gałęzi. Zapytał czy nie widział w pobliżu żadnej kani..Ten ptak to była Kania ruda!’ Miejsce: Las w okolicy Jez.Góreckiego.

Gabrysiu, Kania ruda to przepiękny ptak i ogromnie się cieszymy, kiedy uda nam się go zaobserwować. Dzięki za ten pomysł!

I jeszcze list Tomka Samojlika:

Tosiu i Olku, Łucjo, Gabrysiu, Grażynko – to, co wymyśliliście, też kapitalnie nadaje się do książki o Wielkopolskim Parku Narodowym! Ale organizatorzy kazali mi wybrać tylko trzy pomysły, co jest bardzo okrutne. Nie myślcie sobie, że Wasze propozycje są gorsze! Bardzo Wam dziękuję za to, że poświęciliście czas na wymyślenie nowych przygód Pompika. I za rysunki! Przesyłam Wam najserdeczniejsze żubrze pozdrowienia!

 

ALE TO NIE KONIEC!

Po naradzie ustaliliśmy, że wszystkich uczestników konkursu obdarujemy książeczką o przygodach Pompika w Wielkopolskim Parku Narodowym – na wiosnę 2019 r. Bo pomysły, które do nas przysłaliście albo przynieśliście ułożyły się razem w tak wspaniałą historię, że każda jest warta nagrodzenia.

Bardzo, bardzo Wam dziękujemy i będziemy się ze wszystkimi kontaktować mailowo. 

Pozdrawiamy, Bookowscy, Księgarze z Centrum Kultury Zamek w Poznaniu

Advertisements

KONKURS! Z Pompikiem po Wielkopolskim Parku Narodowym!

KONKURS! Z Pompikiem po Wielkopolskim Parku Narodowym!

Wychowaliśmy się w bezpośrednim sąsiedztwie Wielkopolskiego Parku Narodowego. To tutaj, na początku 2019 roku przywędruje żubr Pompik. Tomasz Samojlik, autor serii „Żubr Pompik. wyprawy” (wyd. Media Rodzina), wysyła małego żuberka do kolejnych polskich parków narodowych. Pompik z rodziną byli już w Słowińskim Parku Narodowym, w Borach Tucholskich czy w Wigierskim Parku Narodowym. Książki są świetnymi przewodnikami dla najmłodszych (3+) po miejscach, gdzie przyroda objęta jest szczególną ochroną. Możecie książki podejrzeć TUTAJ, na naszej stronie internetowej.

CO TRZEBA ZROBIĆ? Wasze zadania:

  • dzieciaki wraz z rodzicami lub opiekunami zachęcamy do wzięcia do ręki map i przewodników po Wielkopolskim Parku Narodowym żeby:
  • znaleźć ciekawe miejsce w WPN, do którego żubr Pompik mógłby przywędrować;
  • wyszukać ciekawe zwierzę lub roślinę, które Pompik mógłby w WPN spotkać. Napiszcie króciutko, dlaczego tego bohatera żuberek miałby poznać?
  • zilustrujcie przygodę Pompika w WPN jednym rysunkiem;
  • prześlijcie nam na maila poczytalni@gmail.com rysunek (skan) oraz propozycję: miejsca, zwierzęcia/rośliny, które Pompik mógłby spotkać/znaleźć wraz z krótkim uzasadnieniem dlaczego; Jeżeli mieszkacie w Poznaniu – możecie Waszą pracę dostarczyć bezpośrednio do księgarni (Bookowski mieście się w Centrum Kultury Zamek w Poznaniu)

Z nadesłanych prac wybierzemy te, które nas zaciekawią najbardziej i wyślemy Tomkowi Samojlikowi. Wspólnie z nim wybierzemy trzy, które nagrodzimy. Nagrodami są książki (po 1 egz dla każdego laureata) Tomasza Samojlika, które laureaci będą mogli sami wybrać. Do każdej książki dołączamy nagrodę niespodziankę oraz – książkę o przygodach Pompika w WPN, kiedy tylko się ukaże. Chcemy również, by laureaci wskazali nam bibliotekę lub przedszkole, któremu wyślemy pakiet książek o żubrze Pompiku –  zaraźmy wszystkich miłością do przyrody. Taki jest cel naszego konkursu. Mamy też nadzieję, że pokażecie Tomkowi Samojlikowi, że Wielkopolski Park Narodowy jest super-ciekawy 😉 Na Wasze prace czekamy do 15.11.2018 r. Do dzieła!

Poniżej znajdziecie regulamin, a w razie jakichkolwiek wątpliwości piszcie do nas: poczytalni@gmail.com

Continue reading

Puszcza pamięta

Zwyczajowy już sms do doktora Tomasza Samojlika: „Jesteśmy w Białowieży, zwarci i gotowi uzupełnić kofeinę i ciekawe ploty z Puszczy”. Tym razem przyszedł zwrotny telefon: „Słuchajcie, jutro rano jedziemy oglądać najświeższe wykopaliska archeologiczne w Rezerwacie Szczekotowo – chcecie jechać?”.

Przez Białowieżę, Pogorzelce, Teremiski dojeżdżamy do wsi Budy, gdzie na parkingu Zajazdu u Kolarza czeka już Dariusz Krasnodębski (z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN) i jego dwudziestoletni Land Rover. Całą ekipą polsko-rosyjsko-holenderską jedziemy przez Puszczę, zamkniętym dla turystów szlakiem, na wykopaliska.

 

Niepozorne dziury w ziemi. Puszcza to jest taki las, w którym wszystko pięknie maskuje się pośród wielkich i mniejszych drzew – tych stojących i tych leżących. Zgubić się jest tak łatwo – marzenie polonistów zaczytanych w „Prawieku..” Olgi Tokarczuk – że drepczemy przez chaszcze nawołując się co jakiś czas. Zostaję z tyłu, bo przecież nie sposób nie pochylić się to tu, to tam nad pajęczynami, roślinami, mchem i czym tam chcecie; przez sklepienie lasu przebija się słońce, jest tak pięknie, że można tu zostać na zawsze. No dobra – niepozorny wykop pomiędzy drzewami.

 

 

Jagoda – archeolożka z Poznania – miarowo zdejmuje kolejne
warstwy ziemi. Marcin rysuje to, co pozostało z murów grodziska. Dotykając tych kamieni dotykasz pradziejów. Pomyślcie, stary las, stare kamienie, a archeolodzy na podstawie ułożenia pozostałości budulca są w stanie określić nad czym właśnie się pochylamy. Pojawiają się spekulacje – budowla obronna? Kiosk z kebabem? Piwniczka z winem? Żarty żartami, a doktor Samojlik ewidentnie ma ochotę chwycić za łopatę i zajrzeć, co tam jeszcze ziemia kryje. Ale, że komary rypią…

 

Po grodzisku oglądamy jeszcze kurhany (datowane na okres między I a V wiekiem) i odkryte w jednym z nich resztki naczyń, pani Hanna Olczak (IAE PAN) wyciąga na dłoni niebieski szklany paciorek wykopany dzień wcześniej, efektem jest chóralne „łoooo” i spekulacje – kim była denatka? Sześć osób z fascynacją pochyla się nad wykopem. Nigdy nie widziałam, żeby tylu ludzi na raz gapiło się w ziemię i obstawiało – w grobie babka czy jednak facet?

 

 

 Wracając oglądamy jeszcze jedno skupisko grobów, gadamy o mielerzach, bartnictwie, zagadkowym opuszczeniu Szczekotowa przez jego pradawnych mieszkańców (przenieśli się do dzisiejszych Bud). Gadamy też o tym, co pozostanie z nas, z naszej historii? Co być może wykopią archeolodzy przyszłości, jeśli takowa w ogóle nastąpi? Czego dowiedzieliby się o nas na podstawie wykopalisk na terenach dzisiejszych wysypisk śmieci? Czy ajfon nadal by dzwonił?

 

 

Antropopresja. Termin rzucony przez Dariusza Krasnodębskiego doskonale oddaje to, z czym mierzy się dziś nasza planeta. Jeśli chodzi o Puszczę – człowiek od dawna wywierał na nią wpływ. Różnica polega na tym, że dawniej nie miał tylu narzędzi i tyle siły destrukcyjnej, żeby zmieść ją z powierzchni ziemi. Odkrywane dziś mielerze służące do produkcji węgla drzewnego, grodziska czy kurhany świadczą o tym, że człowiek w Puszczy żył, wykorzystywał jej zasoby, ale nie wpłynął znacząco na jej dzisiejszy kształt. Pewnie czasem marzył o ścięciu najpotężniejszych drzew, ale być może nie miał takiej potrzeby albo po prostu nie wymyślił sposobu na powalenie olbrzymów. Dziś wjechałby do lasu harvesterem i po sprawie.

 

Naukowcy boją się dzisiaj wspominać o dawnej obecności człowieka w Puszczy, bo to tylko woda na młyn pana ministra – człowiek żył w Puszczy? No to znak najwyraźniejszy, że Puszcza ludzką ręką sadzona i można ją ciąć bezwględnie. Co mamy robić my? Kształtować sobie własne zdanie, czytać*, sięgać do opracowań naukowych, szukać, szukać, przyjeżdżać do Białowieży i pukać do drzwi PANu i pytać o wykłady – oni chętnie podzielą się swoją wiedzą, na to bardzo liczę. Gdziekolwiek będziecie możecie też zajść do najbliższej księgarni i kupić komiks Tomasza Samojlika – „Bartnik Ignat i skarb Puszczy” (wydała Centrala, opis znajdziecie na tym blogu), bo pan doktor badał obecność i wpływ człowieka na Puszczę i w jednym komiksie zawarł sporo arcyciekawej i przydatnej każdemu turyście wiedzy. Komiks jest skierowany do dzieci 8+, ale dorosły niech się nie wstydzi sięgnąć po tę archeologiczno-historyczną pigułkę.

 

Puszcza przechowuje pamięć o ludziach, zwierzętach, roślinach sprzed kilku tysięcy lat i jest to tylko kolejny dowód na to, że trzeba ją ochronić przed zdewastowaniem z tak błahych przyczyn, jak polityka i prywatne ambicje. Zamykanie szlaków przed turystami, wycinka na skalę, która nie mieści mi się w głowie, odmawianie dostępu do lasu naukowcom – to grzechy ciężkie, za które za chwilę ktoś nam powinien zadośćuczynić, a grzech srogo odpokutować czyszcząc średniowieczny nożyk do depilacji wciąż łamiącym się pędzelkiem…

 

Jeździmy do Puszczy od półtora roku, spędziliśmy tam w sumie jakieś trzy miesiące. Za każdym razem Puszcza dostarcza nam niespodziewanych atrakcji – a to żubr pasący się na polu, a to wilk wyjący opodal, a to gwałtowne i nieoczekiwane spotkanie z harvesterem i tabunem strażników leśnych (można się nabawić zespołu stresu bojowego), a to wyprawę archeologiczną. Za każdym razem wyjeżdżając przez zielony tunel lasu i Hajnówkę mamy potężne wrażenie, że wyjeżdżanie stąd jest zupełnie bez sensu. I ciągle wracamy.

 

Za co najmniej 1/5 dziwnych atrakcji – od wykładu, przez seminarium i linki do ważnych puszczańskich tekstów, po łażenie z archeologami – okropnie, ogromnie, najstraszniej dziękujemy Tomkowi, który niezmiennie wita nas w Białowieży życzliwy i uśmiechnięty.

 

*kilka nazwisk do wyguglania dla ciekawskich (autorzy tekstów naukowych i popularnonaukowych o Puszczy): Andrzej Bobiec, Karol Zub, Simona Kossak (wiadomo), Rafał Kowalczyk, Tomasz Samojlik, Adam Wajrak (no pewnie!), Bogumiła Jędrzejewska, Małgorzata Latałowa, Franciszek Karpiński itd

Puszcza calling

img_2573

Wiecie co? Moment w którym wjeżdżamy na wąską szosę łączącą Hajnówkę z Białowieżą jest niemal ekstatyczny. Na mapie ta droga jest prostą kreską. Zimą szosa jest pustawa, nie śmigają znudzone beemki w te i wew tę. Czasem na wylocie z Hajnówki zatrzyma Was Straż Graniczna – skontroluje i jeszcze podpowie – “Żarówka się panu z tyłu przepaliła, wymienić proszę”. W połowie odległości między miastami zjeżdża się w lewo, w kierunku Bud i Teremisek (a na prawo do zgubionej w lesie Czerlonki). W lusterkach absolutna ciemność, wokół – absolutna ciemność. Zwalniamy do 30-40 na godzinę, bo raz – a nuż wylezie coś na drogę, a dwa – szkoda przyspieszać to witanie się ze starym lasem. Gdy jest ciepło, opuszczamy do maksimum szyby w samochodzie i napełniamy go tlenem. Moglibyśmy wystawić głowy na zewnątrz i wrzeszczeć z radości, ale tej ciszy wokół nas też nam szkoda.

img_2587

W Budach mija się zajazd “U kolarza” – należący do byłego zawodnika Tour de Pologne (można go czasem spotkać w trasie, bo nadal śmiga na rowerze). Przemykamy przez Budy i wjeżdżamy do Teremisek.

Puszcza jest dla nas hojna. Wdychamy ją, powietrze zwala z nóg, po trzech godzinach łajzy jemy za trzech i zasypiamy w ekspresowym tempie. Jest styczeń, zero stopni, zaczyna padać mokry śnieg. Pod wieczór temperatura spada. Jest wilgotno więc odczucie zimna ciut wyższe niż wskazuje termometr. Zaopatrujemy się w nieodzowny sękacz i miód pitny, bo zapowiadają ochłodzenie. Ochłodzenie to spadek temperatury do – 17 stopni w dzień. Wywiewa nas solidnie, Tomaszowi robiącemu zdjęcia aparat przymarza do nosa. To ten moment kiedy para wydychana z ust osadza się na brwiach, wąsach, a czubek nosa pokrywa się warstewką lodu. Miód pitny bardzo się przydaje, gospodarz napalił w kominku, koty wróciły z łazęg do domu, psy przytulają się do kaloryfera. Nasz samochód pierwszy raz w karierze mówi “nie”.

img_2606

Pan Janusz pomaga odpalić potwornego diesla, na kawę do Tomka Samojlika dojeżdżamy spóźnieni tylko minutę. Białowieża cicha, turystów trochę się kręci, ale jednak mniej niż latem i jesienią. Słońce, zimno, pięknie. Kot Lucas z PTTKu ma się dobrze, nie schudł, a może powinien. Możecie zasilić skarbonkę Lucasa i wesprzeć jego niepokojące przybieranie na wadze 😉 W PTTKu uzyskacie wszelkie potrzebne informacje turystyczne – co można zwiedzić, co ile kosztuje. Umówicie się tu na wycieczkę do rezerwatu. Kosztuje to ok 180 zł. Kupicie mapy i obowiązkowy magnes na lodówkę. Wyślecie pocztówkę, przybijecie piątkę i pieczątkę. Po Puszczy można łazić samemu (co my lubimy najbardziej), ale jeśli macie grupę ludzi do oprowadzenia, to PTTK plus Turystyka Przyrodnicza “Sóweczka” zapewnią Waszym gościom odpowiednie atrakcje. Jedno jest pewne – zaopiekują się Wami fajni ludzie.

img_2619

Przez te kilka krótkich, zimowych dni wędrujemy szlakami z nieodzowną mapą. W plecaku koniecznie należy mieć też termos z gorącą herbatą, czekoladę, nam przydały się również kanapki – w zimnie szybko się głodnieje, a poranna ciecierzyca prędko staje się burczącym wspomnieniem. Natykamy się kilkukrotnie na tablice zabraniające nam dalszej wędrówki – “Zakaz wstępu. Niebezpieczeństwo publiczne”. Za trzecim razem jesteśmy sfrustrowani – planowaliśmy kilkugodzinną wyprawę, a tu każą zawracać. Jako obyczajni poznaniacy stosujemy się do zaleceń, ale raz czy dwa…  Jan Jerzy Karpiński by zrozumiał. Przeżywamy, nic nam nie spada na głowę, świerki trzeszczą, las wydaje niepokojące dźwięki – nękany ciężkim śniegiem i dość solidnym mrozem. O zamknięte szlaki podpytujemy pana Roberta w PTTK. O tych zamkniętych na dłużej wie, o tych zamykanych czasowo (wycinka) – trzeba dowiadywać się w Nadleśnictwie.

img_2630

Zima w lesie jest fascynująca – wiadomo. Spotykamy tropy jelenie (sarnie? Cholera, nie wiem), żubrze, i jakieś lisowate, a gdzieś tam, zdaje się, biegła kuna. Pewnego razu spotykamy też trop w towarzystwie juchy. Nawet kawałek w las zboczyliśmy, trop ciągnął się dalej. Ktoś tu nie miał się najlepiej. Tuż przed wyjazdem czytałam “Opowieści” Simony Kossak, akurat ciekawiły mnie wilcze i jelenie opowieści. W tych wilczych najbardziej te o zjadaniu ludzi. Ludzie padali dawniej ofiarami wilków, ale zupełnie przypadkowo. Podróżowali konno, a konie zwabiały wilki. No i zdarzało się, że jak już zaatakowały konie, to przypadkiem spożyły człowieka. Tak sobie myślę, że wtedy ludzie ubierali się w futra, co raczej upodabniało ich do zwierząt. Wszak człowiek to też gatunek zwierza, co z tego, że niby trochę bardziej zaawansowany technicznie? Teraz wilki nawet przypadkiem nie wszamią dwunoga. Wyobrażacie sobie? Takie świństwo w goretexie? Fu. Zresztą, odsyłam do Wajraka, który wilków tu, w Puszczy przestał się bać. Poczytajcie jego “Wilki”. Takie sobie snułam rozważania i jeszcze z Tomkiem Samojlikem o tym gwarzyliśmy przy doskonałej kawie w IBS PAN.

img_2670

img_2634

A po południu poszliśmy w las. Mieliśmy już wracać więc zrobiliśmy popas – herbata z termosu, kanapeczki, czekolada, cisza, pięknie. I nagle. Kurde, nagle zawył. “Pies” – wyrzucił z siebie Tomasz. Ta, jasne – godzinę drogi od Teremisek… “Coś tam idzie” – mówi Tomasz. Obrót głowy i już wiem, co to. Jezu. Wilk. Popatrzył na nas i poszedł drogą w stronę rzeki Narewki. Mieliśmy lornetkę, Tomasz mi ją podał i wtedy wilk przeszedł na drugą stronę ścieżki i odwrócił się raz jeszcze. Przez dziesięć sekund patrzyłam mu w pysk. Pysk raczej lekko znudzony, sprawdzający, czy idą za nim, czy w swoją stronę. Muszę mówić, ile razy obracaliśmy się za siebie w drodze powrotnej? A absolutnie najpiękniejsze w obserwowaniu zwierzą w Puszczy jest to, że one są tu u siebie. I to się czuje. My tu tylko na chwilę, gościnnie, a one są w domu.

img_2638

Tomasz zaczął czytać jeszcze w Teremiskach i łyknął niemalże na raz “Wilki”. Puszcza obdarowała nas hojnie. Łoś, kuny, żubr, wilk. Do tego dzień później doszedł dzięcioł zielonosiwy. Wszystko nam zamarzło. Lornetka po ochuchaniu ustawiła ostrość, rąk nie czułam, ale dzięcioł cierpliwie czekał, aż odszukałam go buszującego na drzewie w Budach. Nie miał czerwonej czapki, jak dzięcioł zielony więc z powątpiewaniem w swoje szczęście uznałam, że to zielonosiwy. Przedarliśmy się przez rozkoszny kopny śnieg, mróz dosięgnął w końcu moich podatnych na ziębnięcie stóp, w okolicy wiosek pojawili się narciarze biegowi. Zbliżała się pełnia, za chwilę zaczną wyć wilki, w tym nasz nowy znajomy. A my musieliśmy wracać do Poznania.img_2672

Kiedy jechaliśmy do Puszczy Białowieskiej pierwszy raz, myśleliśmy, że raczej na tym się skończy. Chcieliśmy zobaczyć Puszczę w takiej postaci, w jakiej teraz żyje, zanim ktoś, coś zrobi jej krzywdę. To była trochę decyzja polityczna wobec absurdalnych i złych rządów ministra Jana Szyszki. Teraz? Teraz trudno nie zameldować się w lasach Wschodu choćby raz na pół roku.

img_2682

img_2652

Samochód oczywiście nie odpalił. Nasze klemy i akumulator uklękły przed pięknym człowiekiem o rysach tatarskich, który z animuszem, wzbijając tumany śniegu wbił na podwórko gospodarzy swoim opelkiem. Jednym palcem otwarł maskę, podpiął klemy trzy razy większe od naszych, drugim palcem wprawił w dziki szał silnik opelka i wystartował naszą kolubrynę orzekając krótko – “Świece”. Bo w Teremiskach, proszę Państwa znajduje się legendarny warsztat samochodowy popod lasem, w Dąbrowie. A było to w Święto Trzech Króli, Wigilię prawosławną więc postawiliśmy panom na schwał piwo i żegnani sugestią – “Nie odpala? To zmienić samochód!”, wyruszyliśmy do domu.

img_2664

Ps. Piątego stycznia przeżyliśmy raz jeszcze gorączkę przedświąteczną. Ludzie umawiali się na Wigilie, kto zrobił pierogi, a kto jeszcze szybko w nocy będzie lepił. W sklepach amok, na dachach samochodów choinki, na cmentarzach ruch, w cerkwiach porządki, knajpy pozamykane na trzy świąteczne dni. Wiecie, jak to fajnie ustawia perspektywę?

To pisaliśmy my: Maria & Tomasz Bookowscy

img_2678

img_2683

A tu garść wcześniejszych tekstów o Puszczy:

Wywiad z Tomkiem Samojlikiem z IBS PAN

https://bookowscy.wordpress.com/2016/08/17/tomasz-samojlik-mam-dyplom-z-brzydkiego-rysunku/

Nasza pierwsza pocztówka z Puszczy:

https://bookowscy.wordpress.com/2016/03/11/pocztowka-z-puszczy/

Piotr Nesterowicz o Starowiercach:

https://bookowscy.wordpress.com/2016/07/09/podroze-w-nieznane-kraje/

Tekst o “Wilkach” Wajraka:

https://bookowscy.wordpress.com/2015/11/22/wilki/